Inepsy
kto: Inepsy, Filth Of Mankind
Koncert znów. Tym razem punk. Czyli kolejny odcinek DIY HC PUNK GIG.
Miejsce: Anawa, a jakżeby inaczej.
Muzyka: tradycyjny od pewnego czasu jest zestaw polski zespół + zagraniczny band. Więc nasz kraj, a nawet nasze miasto reprezentował Filth of Mankind. Widzieliśmy się ostatni raz na DIY Fescie w tamtym roku, więc tak dosyć dawno. Skład, z tego co zdążyłem zauważyć, się nie zmienił. A przynajmniej jego filary – Wolf i pan wokalista. Zaczęli przygrywać o 20.00 i pierwsze, co powaliło, to wyraźnie słyszalna riffownia w numerze początkowym. Gosh, nigdy to tak potężnie nie brzmiało! Jak już nieraz wspominałem, to, co proponuje FOM, to coś więcej niż crust. A jeśli ktoś by jednak chciał się upierać – jest to taki crust, jaki chce się słuchać. Apokaliptycznie, przytłaczająco, niepokojąco, ale z głową, pomysłem. Głównie w sferze riffowanej. Szkoda tylko, że tak jak na warunki anawowe, w których widziałem ich po raz pierwszy, muzyka znacznie zyskała, tak wokal raczej nie podołał. A to właśnie on też decyduje o wyjątkowości Filthów. Tym razem brzmiało to tak niewyraźnie, że wręcz męczyło. Bo całość co prawda sprowadza się do growlu i tym podobnych, to jednak jest to growl stojący na naprawdę wysokim poziomie (choć pewnie dla niektórych zestawienie „growl” i „poziom” będzie czystą abstrakcją). No szkoda. Na plus można jednak zaliczyć to, że obyło się bez dłużyzn w postaci nadmiernej gadki, co kiedyś przeszkadzało. Choć pan wokalista to widać i słychać, że jednak jajcarz.
No i zagranica. Inepsy z Kanady. Przed sceną zrobiło się tłoczno, więc nawet nie wiem, ile tam osób się wierciło na scenie. Obstawiam, że słyszałem dwa wiosła i sekcję rytmiczną. Obstawiam, że wokalista był jednym z wiosłowych. Pewne jest, że był to punk rock jak w mordę strzelił. Używane jest często w przypadku zespołów goszczących na DIY gigach, że „hc/punk po linii Born Dead Icons i Motörhead”. Czyli sprowadza się to do tego, że zawrotne tempo (choć bez przesady – chociażby Auktion niedawno grał zdecydowanie szybciej, wręcz na oślep). Tutaj dochodziło do wolniejszych, miarowych wręcz temp, może nawet większego kombinowania. Chociaż nie będę ukrywać – to muzyka wyjątkowo koncertowa, wręcz użytkowa. Soundtrack do pogo. W wersji domowej miałbym problem z przyswojeniem dawki takiej muzy większej, dłuższej niż pół godziny. Niemniej warto było zobaczyć. I, o dziwo, koncert minął jak z bicza strzelił.
najlepszy moment: INEPSY – R’N’R BABYLON
ocena: 6/10
