Tesa
kto: Tesa, No Reason Why
nie, nie bedzie relacji z Jaskowej14 part 2. chodzi o teSA, nie o tede. choc smiesznie, ze dzien po dniu koncerty dwoch wykonawcow o tak podobnej nazwie.
choc jesli mozna wyobrazic sobie cos bardziej rozniacego sie od koncetrtu tede w jaskowej 14, to moze byc to wlasnie dzisiejszy koncert. ciekawe jakby to bylo, gdyby krolik i ekipa koncertow DIY 3miasto podjela sie organizacji kocnertu tede, i to jeszcze w anawie? dopoki do takiej abstrakcji jednak jeszcze nie doszlo, cieszmy sie tym co mamy.
najpierw jedziemy w skladzie nizej podpisany, milosz, jedras z kobieta, witek, ania do gdyni. piweczko i skoro na plakacie jest ze 19.00, to idziemy na 20.00. w koncu koncert bez obsuwy to nie koncert. i duzo sie nie mylimy. zaczyna grac pierwszy i jedyny support. z zapowiedzi przyszly koncertow organizowanych przez te ekipe wynika, ze stanie sie to tradycja, ze support bedzie organiczony do jednego wykonawcy, a nie jak wczesniej bywalo – dwoch. w sumie moze nawet lepiej, jesli koncerty maja dalej sie odbywac w Anawie. z jednej strony cieszy, ze frekwencja na koncertach wciaz dopisuje. z drugiej strony – zobaczneie zespolu na scenie w takich warunkach graniczy z cudem. wiec o koncercie No Reason Why moge mowic jedynie w kontekscie dzwiekow. zreszta nieraz widzialem zespolw akcji, wiec nie ma wielkiej straty. dalej bardzo klasyczny hardcore z punkowym przytupem, dalej energia, mlodzienczy zapal i zdecydowanie lepszy odbior fizyczny niz sluchowy. ale dajmy chlopakom szanse, w koncu to dosyc mloda zaloga.
kwadrans przerwy i wchodzi gwiazda wieczoru, prosto z łotwy. TESA. trzech muzykow. wioslowi, czyli gitara i bas na przedzie, perkusista obslugujacy takze wokal z tylu. zaczynaja grac pierwsze dzwieki i juz wiem, ze bedzie to koncert niezwykly. jeden z koncertow zycia.
zwykly opis? „Twórczość Tesy porównywana jest do dokonań takich kapel jak Neurosis, Cult Of Luna, Pelican, Breach czy Shora. Jest to głównie muzyka instrumentalna, gdzie gwałtowne nawałnice dźwięków przeplatane są nastrojowymi, czasami wręcz ambientowymi partiami, a wszystko to okraszone jest umiejętnie wykorzystanymi, różnego rodzaju gitarowymi efektami.” moze byc, sam bym lepszego nie wymyslil. a chodzi o to, ze jest to muzyka jednoczesnie piekna i bolesna. transowa, wstraszajaca. gitarzysta z jednej strony kojacy przestrzenna gitarka, by za chwile ogluszyc plynnym przejsciem w miazdzace uszy zagrywki. krzyk jako jedyny srodek wyrazu, ale dzieki takiemu wykorzystaniu mozna sie bylo przekonac, ze to ma sens. ze inaczej by nie dalo rady. ze krzyk zostal wynaleziony w muzyce wlasnie do takich dzwiekow.
moze gdybym sie znajdowal w lepszym stanie psychicznym, to inaczej bym odbieral ten koncert. choc nie sadze, by wszyscy na sali cierpieli na depresje i zyciowa rezygnacje. a wszyscy stali i wchlaniali bez zastrzezen. jedno wielkie misterium.
juz wielokrotnie wczesniej diy’owcy zapraszali kapele ktore celowaly w halasliwe dzwieki wywolujace trans. kakistocracy, embers, by opgraniczyc sie do kapel z usa. ale chyba jeszcze zaden zespol nie potrafil tym halasem chwycic tak za serce. sprawic, ze poczulem cos na ksztalt katharsis. bo z halasem w muzyce moze byc roznie. moga to byc zwykle tortury niczym nawalanie pejczem. ale propozycja tesa to bylo cos bardziej na ksztalt biczow wodnych. boli, jest glosno, ale nie chcesz wychodzic z tego kokonu wypelnionego halasem. pol godziny koncertu to bylo zdecydowanie za malo. za malo!
olsnienie. wlasciwie po raz kolejny, ale ten wiecozr dobitnie mnie przekonal. szukacie prawdziwiej, szczerej, a przede wszystkim dobrej muzyki? zagladajcie wiec na koncerty takie jak DIY. zagladajcie do Ucha czy Anawy (moze czasem tez i do negatywu, hueh). lukajcie na independent.pl, myspace, internet. szukajcie tej muzyki. i dajcie sobie spokoj z Teraz Rockiem czy Metal Hammerem, gdzie panuje myslenie, ze dobra plyta to wydana w duzej wytworni i wsparta klipem i reklamowka w ktorejs z tych gazet. cena wiekszosci produktow jest zwiazana z ich jakoscia. placisz gruby hajs wiec jest duze prawdopodobienstwo ze dostaniesz cos najwyzszej jakosci. takie koncerty jak Tesa potwierdzaja ze muzyka nie ma nic wspolnego z tym schematem. koncert charytatywny, wiec chlopaki dostali zapewne pieniadze na przejazd i zarcie. za taki koncert moglbym dac conajmniej 50 zlotych. ale dajmy spokoj z przeliczaniem na zlotowki. czym zmierzyc wartosc tego koncertu. moze emocjami? wiec. koncert zespolu TESA to bylo 40minut blogostanu, mozliwosci uwierzenia w Muzyke, mozliwosci zapomnienia o troskach, depresyjnych klimatach, poczuciu lekkiego osamotnienia i zapomnienia i wiary w siebie i wlasna wartosc. no, calkiem cenne. wrecz bezcenne.
najlepszy moment: TESA – PART 37
ocena: 9/10

