rageman.pl
Film

300

rok: 2007

reżyseria: Zack Snyder

 

pamietacie Sin City? dla mnie to bylo objawienie. i nawet nie chodzi o tresc. zreszta, komiksu franka millera o tym tytule wczesniej nie znalem (ale pozniej poznalem i oh ah!). film byl objawieniem ze wzgledu na forme. ze przeniesiono komiks na tasme filmowa. „co w tym nowego? a spiderman? batman? asterix i obelix?”. ale w Sin City chodzi o przeniesienie komiksu na ekran tak, by dalej on byl komiksem. bysmy na ekranie ogladali kadry jak z zeszytu. i tak tez bylo. wizualny majstersztyk.

zanim doczekamy sie filmowego Sin City 2, otrzymujemy oto inne dzielo na podstawie komiksu Millera – „300”. tym razem nie chodzi juz o miasto pelne grzechu, syfu i zla, a o historie (jakkolwiek by na luzie nie byla potraktowana). zagladamy do zeszytow ze szkoly, lekcja historii. Sparta. tam gdzie mezczyzni rodzili sie po to, by walczyc i zabijac. wioda sobie spokojny zywot, az tu nagle dobiega wiesc, ze na ida masy wojownikow perskich w celu podbicia Grecji. ale Leonidas, madry i waleczny krol Sparty (a zarazem glowny bohater filmu/komiksu, ktorego historie zycia poznajemy w poczatkowych minutach filmu), decyduje ze dobrowolnie swego kraju nie odda. ale owczesni medrcowie probuja wybic mu z glowy pomysl wyprawy na wojne (w czym zreszta maja swoj wlasny, cel, ale o tym juz dowiecie sie w kinie). jako ze wiec ma nakaz zwolywania armii, bierze 300 najwaleczniejszych Spartan, by pod przykrywka przechadzki z krolem stanac do walki z najezdzcami z Azji. a w zwyciestwie, obok sily i bieglosci w sztuce walki, ma pomoc jeszcze lokalizacja bitwy. wawoz termopile.

tyle historii. inwencja scenarzystow jest watek zony leonidasa i jej prywatnej wojny z niejakim theronem. tego ponoc w komiksie nie bylo, niemniej uwazam ze to calkiem fajny motyw. zwlaszcza wizualnie, bo aktorka odgrywajaca role krolowej gorgo jest calkiem pyszna dla oczu.

ale to wojna z persami jest tym, czemu kamera poswieca najwiecej uwagi. i slusznie, bo wojna na prawdziwym polu bityw jest troche bardziej widowiskowa niz wojna na slowa miedzy gorgo a theronem (choc przez chwile… ale nie zdradze). a o to w tym filmie chodzi – o widowiskowosc. macie na tym filmie dobrze sie bawic, tak jak bawicie sie dobrze na fajnie zrealizowanych filmach sensacyjnych. bez pretensji do artyzmu. chyba ze pod wzgledem wizualnym. bo niby nic nowego, przeciez widzielismy to w Sin City. a jednak jest w obrazie troche inaczej. inne kolory, inna poetyka obrazu. rownie zajebista jak w Sin City. sceny, gdy jeden spartanin rozwala kolejnych persow, gdy widac jak tryska krew (to wlasciwie charakterystyczny motyw dla millera), smiga wlocznia, to czysta rozkosz dla oka.
choc trzeba przyznac, ze bedzie to rozkosz wizualna glownie dla facetow. dla nich glownie byl tez Sin City arcydzielem. ale tez i kobiety znalazly w tamtej hitorii cos dla siebie. obawiam sie ze w przypadku „300” moze byc trudniej. choc Cycusiek nie narzekal.

o roznicach w obrazie juz mowilismy. to co tez rozni 300 od Sin City jest obsada aktorska. Sin City to bykla gwiazda na gwiezdzie wrecz. tutaj postawiono na nieopatrzone geby. przynajnmniej dla statystycznego kinomana jak ja. przykro mi, jesli powinny mi mowic cos takie nazwiska jak dominic west (theron), lena hardey (krolowa gorgo) czy rodrigo santorgo jako xerxes (choc to niby koles z Losta, a poza tym… w filmie przerobiono go na murzyna! i to jeszcze dowodzacego Persami). rowniez gerald butler to raczej twarz niepowszechnie znana. ale teraz trzeba bedzie go juz kojarzyc. bo w „300” zagral role zycia. polaczenie madrosci, przebieglosci, spartanskiego braku odruchow ludzkich, a jednoczesnie widac w oczach, ze czuje, ze przezywa, ze sie boi. kapitalnie zagrane.

rowniez pani hardey ladnie zagrala madra i stanowcza jednoczesnie zonke leonidasa. i bardzo ladnie sie popisala w scenach erotycznych. a wlasnie. sceny erotyczne w komiksie. to tez warte obejrzenia.

dominic west jako glowny bad guy. nie aby demoniczny, ale sympatii nie wzbudza. i o to chodzi.
no i ten caly xerxes. o kurde, to juz naprawde mocarna sprawa. rzeczywiscie, wyglada, mowi i porusza sie jak
samozwanczy bog.

jeszcze na slowo pochwalne zasluguje muza. orientalizmy mieszane z ciezkimi gitarami, idealnie pasujacymi do scen walki. yep, dobrze to zrobiono. pamietajcie nazwisko tylera batesa.

jak rowniez zacka snydera. wydawalo sie, ze robert rodriguez, ktory popelnil „Sin City”, perfekcyjnie czuje klimat komiksow millera. okazalo sie, ze nie tylko on. rowniez moze go poczuc koles, ktory wczesniej tylko jeden film popelnil, na dodatek nienajlepszy.

spotkalem sie z ciekawa opinia, ze Sin City mowi wiele o bolu, ale nie mowi nic o cierpieniu. i trudno sie z tym nie zgodzic. to samo mozna powiedziec o „300”. tyle ze to troche nie do konca trafiony zarzut w przypadku, gdy nie taki miala byc celowosc powstania tych filmow. nie chodzi o zmiane postaw zyciowych po wyjsciu z kina. a zajebiscie spedzone 2 godziny. bez artystycznych pretensji. i pood tym wzgledem i Sin City, i 300 sa filmami idealnymi. a faceci lubujacy sie w walkach beda mieli z „300” jeszcze wiecej frajdy.

nie mialbym nic przeciwko, gdyby kazdy film formalnie byl komiksem hehe.

 

najlepszy moment: TRAILER FEAT. NINE INCH NAILS

ocena: 7,5/10

Leave a Reply