rageman.pl
Muzyka

Maciej Maleńczuk – Psychodancing

rok wydania: 2008

wydawca: Warner

 

Wracamy do Polski.

Maciej Maleńczuk. Kolejna postać polskiej muzyki, z którą trzeba się liczyć. Nawet jeśli sprawia to coraz większą trudność.

Jakości lat 90tych w wykonaniu tego pana nikt na zdrowym umyśle nie zakwestionuje. Wiadomo – Homo Twist przede wszystkim, ale także Pudelsi czy kariera solowa. Dokonania kultowe, choć nawet dziś znane głównie wtajemniczonym. Także dlatego, że sam Maleńczuk wtedy niespecjalnie pchał się na medialny afisz, mając w tej kwestii dość Kazikowe podejście.

I nagle nastąpiła „Wolność słowa” Pudelsów, która chwyciła na skalę całego kraju. Ciężko nawet powiedzieć dlaczego, ponieważ nie była to może zła, ale też żadna wybitna płyta. Nawet jeśli patrzeć na jej potencjał komercyjny to ten sukces był dużą niespodzianką. Wystarczyło, by zasiać w głowie Pana Maleńczuka ideę, coby sukcesom komercyjnym pomagać. I choć udział w „Idolu” zbilansował kapitalnym moim zdaniem (choć pod względem sprzedażowym oczywiście zupełnie nieudanym) powrotem Homo Twist, tak już od paru lat obserwujemy w wykonaniu MM coś, co chyba najlepiej określić mianem równi pochyłej. Płyty rok w rok, coraz dziwniejsze duety (Steczkowska? WTF?), Opole, Sopot, no i w końcu ten nieszczęsny Psychodancing.

A jednak, mimo wszystko, nie przejdzie mi przez gardło oskarżenie o sprzedanie się. Po pierwsze – takie zarzuty powinno się zostawić tym,  którzy pozbawieni są trosk, w jaki sposób wyżyć do pierwszego dnia miesiąca. Aby zrozumieć drugi powód wystarczy posłuchać „Psychodancing”.

Jasne, jest to totalna konfekcja. Ale trzeba być ignorantem by nie dostrzec, że jest ona przyrządzona w naprawdę przytomny sposób. Niezależnie czy jest to jednoznacznie swingujący klimat („Barman”) czy rockowy power („Kronika Podróży”) – aranżacyjnie zawsze jest to podane w klasowy sposób. Tym ciekawszy, jeśli zna się oryginalne wersje tych piosenek – Maleńczuk sięga tu zarówno po klasykę polskiego rocka (Niemen, Trzy Korony), jak i rzeczy z własnego katalogu („Duety” czy „Kaczory” pochodzą z albumu nagranego z Waglewskim, zaś „Twarze Przy Barze” i „Ande La More” z zapomnianej solówki „Ande La More”).

Trochę brakuje natomiast klasy u samego Maleńczuka – niektóre jego wstawki są tak czerstwe („Perkusista myśli, róbcie zdjęcia”), humor tak wymuszony, że nawet prowadzący „Familiadę” poczułby się zażenowany. Z dzisiejszej perspektywy trochę nieswojo słucha się „Kaczorów”, będących bezpardonowym atakiem na Kaczyńskich. Choć to nie zarzut – płyta wydana w 2008 roku, kiedy rzeczywiście trudno było przejść obojętnie wobec klimatu, jaki wytwarzała ówczesna polityka.

Obiektywnie nie jest to zła płyta, ale na pewno nie takim chcę zapamiętać Maleńczuka i wciąż wierzę, że jeszcze zaproponuje coś, co namiesza w polskim światku alternatywnym. „Psychodancing”, w przeciwieństwie do dokonań takiej Chylińskiej, jednak żadnych mostów nie pali.

 

najlepszy moment: PŁONĄCA STODOŁA

ocena: 7/10

Leave a Reply