rageman.pl
Muzyka

Undying

gdzie: Ucho, Gdynia

kto: Undying, Sunrise, Breakwar, Fall Behind, Calm The Fire

 

tak jak wspomnialem, robimy wyjatek w blogowej przerwie. wyjatek jak najbardziej sluszny. bo taki koncert to trzeba opisac. jedziemy
godzina 17.30, tradycyjne PMWW VF HC CREW czyli jedras, rusakov bros i waldus. procenty na droge i jedziemy do gdyni. po lekkim wzmocnieniu browarowym uderzamy na 19.30 do srodka. frekwencyjnie mysle ze spoko, choc bywalo lepiej. ale 200 moze byc. tradycyjne znajome geby z hc koncertow, m.in. aneta, MUA w skladzie celina kasia, filth of mankind, stalinski i takie tam. zaczyna sie produkowac pierwszy squad – Calm The Fire. ostatnim razem jak sie widzielismy w Irishu w pazdziercu, to zyczylem sobie by zobaczyc znow Paciora (znow w ultra-sexy Arowych niebieskich spodenkach) i jego wesola gromadke w normalnych warunkach. i oto ten dzien nastapil. choc opini, ktora ukulem w tamtej notce nie zmienie, a ten koncert tylko mnie utwierdzil co do jej slusznosci. calm the fire to bardzo zacny zespol. koncertowa miazga. ale na dzien dzisiejszy jakos ciezko jest mi sobie wyobrazic, by przekonac sie o ich wielkosci w domowym zaciszu. taka muzyka czesto traci racje bytu przy domowym sluchaniu i mysle ze Calm The Fire nie jest wyjatkiem. nikt nie szuka w hardkorze melodii do nucenia pod prysznicem. ale jakichs bardziej chwytliwych patentow moznaby oczekiwac. nie wiem, moze Sunrise i Calm The Fire stawiaja za wysoko poprzeczke, niemniej te zespoly udowadniaja ze mozna wymagac. dotyczy to zarowno aspektu instrumentalnego (dwie gitary w tej muzyce to podstawa i chlopaki wiedza co z tym fantem zrobic), jak i wokalnego. ciesze sie, ze pacior, choc zdecydowanie powalajacym wokalistom to on nie jest, potrafi wykorzystac to co ma i jego krzyk (czy glupio zabrzmi „agresywniejszy biohazard”? gdybym byl znawca to pewnie cos madrzejszego bym wymyslil) dosyc ciekawie jawi sie na tle growlujacych hc wokalistow. niemniej przydaloby sie od czasu do czasu ryknac tak by krtan odrabalo. niemniej – jestem fanem i na dzien dzisiejszy CTF to jedna z najlepszych rzeczy jakie sie przytrafily w rejonie trojmiejskim.
po dosyc krotkim, bo 20minutowym secie i przerwie technicznej na scene wlezli panowie z Fall Behind. nazwa juz dobrze znana, ale koncertowo – pierwszy kontakt. o co chodzi wiec? sklad klasyczny – perka bass dwie gitary i wokal. a jednak… novum. i nie tylko tego wieczoru, ale w jakis sposob na polskiej scenie hc (choc bez przesady, az takie oryginaly to nie). a mianowicie – jest to granie na swoj sposob… romantyczne. brutalnie romantyczne. bo zamiast growlow, agresywnego skandywania itepe mamy raczej krzyk ktory raczej wyplywa z emocji, a nie z agresji. wrazenie potegujace przez gitary – moze akustyczne granie to to nie bylo, ale podejscie do instrumente podobne jak w przypadku wokalisty. porownania, porownania… moze poison the well? zreszta panowie chyba lubia ten zespol… jasne, nie jest to az tak „catchy”, ale jakze to mila odmiana byla tego wieczoru. tym wiekszy plus dla chlopakow, bo pomimo tego rozpetali piekielko pod scena nie mniejsze od innych hord tego wieczora. ja jestem zdecydowanie na tak.

znow krotki secik (20 minut z hakiem) i na scenie wchodza goscie na swoj sposob specjalni. bo nie kazde zrodla potwierdzaly ich wystep. a jednak przyjechali. az z Moskwy. znacie jakies zespoly z Rosji poza Tatu? a znacie jakis zespol HC z Rosji? no wlasnie. i za to juz zespol Breakwar mozna uznac za cos na ksztalt objawienia wrecz. i nie jest to dane az tak bardzo na wyrost. bo chlopaki zacnie graly. brutalna hc jazda z rykiem wokalisty czasem wrecz ocierajacym sie o black metal i growlowymi chorkami. a przy tym zapedy basisty, ktoremu zdecydowanie nie pasuje granie „pod gitary”. no i aby miana „dziwacznosci wieczoru” stalo sie zadosc, to nalezy dodac fakt, ze wszystkie txty w jezyku rosyjskim! ale nie, „dziwaczny” to zbyt obrazliwe okreslenie. bo panowie nie wymyslili sobie, ze skleja ze soba elementy w taki sposob w jaki nikt inny tego wczesniej nie zrobil. w ich graniu te wszystkie elementy maja sens i jaja o ciezarze kul armatnich. brzmienie… brzmienie! jedna gitara, ktora tak byla pomyslnie obslugiwana, ze ani przez mysl nie przeszlo zapytanie „gdzie drugi elektryk?”. no i kolejny plusik dla pana wokalisty za kontakt z publika. choc pan wokalista, z tego co wczesniej uslyszalem, ni w zab nie panimaje po angielsku, to gadki zapodawal na poziomie, nie gorsze od wczesniejszych w wykonaniu wokalistow Calm The Fire czy Fall Behind (Grudziadz fajne miasto ;P ). i jedyny minusik, ktory moznaby przypisac panom z Breakwar to dlugosc gigu. niemal pelna godzina to juz mozna poczytywac w kategorii wyzwania. nie ukrywam, ze jak na pierwszy kontakt z zespolem i taka intensywnosc wystepu to czulem sie pod koniec zmeczony. ale jednoczesnie szczesliwy, ze wreszcie ich uslyszalem, jako ze panowie juz w Uchu wczesniej wystepowali.

no i przyzedl czas na mocarzy, polskich gospodarzy wieczoru. Sunrise. wlasciwie co mozna powiedziec nowego o zespole, skoro dosyc wyczerpujaca notke o nich zapodalem rowno 3 tygodnie temu? (zapraszam tu ) sklad ten sam. brzmienie to samo, tym bardziej ze wlasciwie juz osiagneli perfekcje pod tym wzgledem. nawet ciuszki te same, choc chce wierzyc ze zdazyli wyprac przez te 3 tygodnie 😉 okolicznosci zas inne – nobilitujaca trasa po europie z amerykanskim Undying, przy czym Gdynia byla wlasnie ostatnim przystankiem dla Sunrise’a. a ze graja juz w sumie jako gwiazda trasy, wiec zamiast pol godziny (jak na Metal Union RoadTour) byla calutka godzina. nie obylo sie bez „coma is over”, ani bez wywolujacego zawsze najwiekszy mosh „still walking with the fire”. fajnie ze znow cover Entombed, ale… czy „landscape of decay” juz na zawsze wypadlo z repertuaru? :/ kontakt z publika tradycyjnie na najwyzszym poziomie. jak to mawiaja – „bycie wokalista Sunrise to taki ryzyk fizyk” ;P ale powaznie mowiac – czasem to wyglada dosyc przerazajaco, gdy wokalista produkuje sie, dajac z siebie wszystko, niemal zatracajac sie w wykonaniu, a tu nagle z tylu rozpedzony dzieciak rzuca sie ze sceny w tlum, a ty akurat jestes na jego drodze… czy takie nieustanne wyrywanie mikrofonu. choc z drugiej strony – toc to musi serce sie radowac, gdy widzisz jak wiele Twoja muzyka znaczy dla takich ludzi. rzeklbym, niesamowite.

i tylko jedna rzecz mnie nurtuje… muzyka to nie religia, a koncert to nie msza i muzyk ma pelne prawo mowic o swoich pogladach. ale jednak czy w sumie ta cala agitka o niejedzeniu miesa jest potrzebna? zwlaszcza ze nabierala wg mnie ona takich wymiarow, ze kazdy zjadacz miesa byl rownowazony z morderca. nie wystarcza txty i website na tak radykalne opinie? nawet jesli postawa patryka moze mi imponowac, to nie sposob odmowic pewnych racji miesozernym…

dygresja ino tylko dygresja. bo summa sumarum to byl pyszny koncert. co nie dziwi, jesli mowa o jednym z najlepszych zespolow w polsce, a na scenie hc najlepszym. mogacym sie rownac z tym co na swiecie sie dzieje. co potwierdzil wystep ostatniego zespolu tego wieczora – Undying. sklad pod wzgledem instumentalnym tradycyjny, czyli perka bass dwie gitary i wokal. natomiast co do samych muzykow… kobieta na wokalu na takich koncertacvh to nieczesty widok. ale kobieta, ktora jak na moje oko wygladala jak gimnazjalistka to juz kurewsko nieczetsy widok. a gdy jeszcze przypomnimy sobie fakt, ze Undying, jak to widnialo na plakacie, graja „melodyjny death metal” to juz oczekiwania co do koncertu sa duze…

muzycznie – wcipne. panowie zapodaja takie podklady muzyczne ze wlosy z dupy wyrywa. brutalnie, a jednoczesnie ultramelodyjne, „szwedzkie” zagrywki na gitarach, niemal w kazdym utworze. tempa szybkie, choc bez przesady. w samych piosenkach duzo sie dzialo. nie zawsze ciekawie, ale duzo. tylko hmmm… jak na tak drobniutka osobke to pani wokalistka naprawde jest mocarna. gardlowy spiew, ale tez zaspiewki jak najbardziej z serca. ale za czesto to brzmialo dla mnie jak wlasnie taki ryk trzynastolatki (zakladajac, ze trzynastolatki czesto wydawalyby z siebie takie odglosy). a przeciez nie mamy porownywac do rowiesnikow, a do najwiekszych, zgodnie z zasada „dobre bo amerykanskie”. i w tym momencie robi sie mniej rozowo. choc dalej jest to pierwsza liga. i jeden z najlepszych koncertow w tym konczacym sie 2005 roku.

tylko dlaczego pol godziny i to bez bisu??

kolejny wysmienity hc-fest. kolejny raz wielki szacun dla Paciora za to co robi. jesli Ci sie znudzi to wiesz komu mozesz przekazac paleczke 😀 to, ze sami muzycy tak zajebiscie wypowiadaja sie o sztukach w gdyni o czyms swiadczy. ze hardcore to przyszlosc muzyki. i 3miasto dobrze o tym wie.

 

najlepszy moment: UNDYING – BORN AGAIN

ocena: 7/10 

Leave a Reply