rageman.pl
Muzyka

The Legendary Pink Dots

gdzie: Ucho, Gdynia

kto: The Legendary Pink Dots

 

na koncercie bylem. Legendary Pink Dots, nie w Zaku na japoncach. i naprawde, naprawde nie zaluje. bo Kropek nigdy za wiele.

zreszta, to dopiero drugi raz. dokladnie dwa lata temu tez goscili w Uchu (zapraszam do archiwum z listopada 2003). ponownie bez supportu, bo zaczeli o 20.00. troche mniej ludzi iz 2 lata temu, ale uszlo. moze dlatego ze LPD czesciej koncertuje po polsce niz zespoly polskie? ponownie Edward Ka-Spiel na froncie, ubrany w cos na ksztalt sutanny i dluugi czerwony szal. ponownie poza nim najbardziej zwracal uwage saxofonista. ktory to w sumie byl hmmm przystepniejszy niz skupiony i pelen powagi Edward, ograniczajacy sie do podziekowan miedzy numerami. do dyspozycji dwa saxofony, z ktorych jeden ma podswietlane wnetrze. czyli tradycyjny numer z wyjsciem do publiki i swieceniem im po oczach. kolezka zaszedl az do baru… trza przyznac, dosyc ciekawie to wyglada. poza tym tradycyjnie nie ma sekcji rytmicznej, jest za to pan obslugujacy elektroniczne szmery bajery, ktore wlasnie m.in. odpowiadaja za rytm. pan Edward rowniez od czasu do czasu bawil sie tym sprzetem. no i jeszcze w tyle schowany gitarzysta, ktory czesto zapodawal bardzo mile dzwieki, „urockawiajace” ta muze. bo trzeba przyznac, ze bylo bardziej dynamicznie niz dwa lata temu. wtedy glowny nacisk byl polozony na psychodele osiagana rozciaganiem numerow. tym razem rowniez nie obylo sie bez odjazdow, ale jednak ujete w krotrsze formy. glos Edwarda pozostaje nie zmieniony. wciaz z lekka maniera aktorska, wciaz tak samo hipnotyzujacy, wciaz raz chlodny jak zima na biegunie, innym razem pelen expresji. pamietam ze na poprzednim koncercie narzekalem na to, iz nie mozna bylo zrozumiec co Edward spiewa. nie wiem czy to kwestia naglosnienia czy czegos innego, w kazdym badz razie tym razem bylo bez zarzutu jesli chodzi o zrozumienie txtow.
a pomimo tego ze bylo tak hmmm przebojowo to limat byl ultrakameralny. bez scenografii, bez pogowania. ludzie siedza, czy to na podlodze czy na krzeslach, mrok zaklocany tylko przez gdzieniegdzie palace sie swieczki. tylko delektowanie sie muzyka… tak, to byl kolejny dobry koncert.

i szkoda ze tak szybko zakonczony. bo juz po godzinie grania panowie zeszli ze sceny. na szczescie, pomimo posepnego klimatu, publika polska do posepnych nie nalezy i zmusila zespol do dwukrotnego bisowania. tak ze w koncu z koncertu zrobilo sie porzadne poltorej godziny grania.

 

najlepszy moment: BELLADONA

ocena: 7/10 

Leave a Reply