rageman.pl
Film

Niebo i piekło

rok: 1963

reżyseria: Akira Kurosawa

Nie ma co ukrywać – przeciętny konsument sztuki i popkultury porusza się głównie po terytoriach europejskich i północnoamerykańskich, nie stanowię niestety wyjątku od tej reguły. Nigdy nie bawiłem się w statystki tego bloga, ale zakładam że ilość wpisów dotyczących kina z Azji mogłaby być nawet mniejsza od tych, które dotyczą produkcji z Ameryki Południowej. Nawet więcej – całkiem możliwe, iż po raz pierwszy piszemy tu o filmie japońskim (kilka recenzji dzieł z Chin czy Indii się załapało). Co cieszy. Tym bardziej, iż będziemy mówić tu o Arcydziele.

Przy tzw. klasyce filmowej zazwyczaj odpuszczam streszczenie fabuły, ale w tym wypadku wierzę, że kilku osobom się przyda. Głównym bohaterem „Nieba i piekła” (swoją drogą, anglojęzyczne tłumaczenie tytułu „High and Low” bardziej do mnie trafia) jest biznesmen mieszkający w pięknym domu na wzgórzu, prowadzący spełnione życie tak prywatne jak i zawodowe. W pierwszych scenach widzimy jego konfrontację z zarządem swojej firmy, mającymi zupełnie inne spojrzenie na to, w jakim kierunku powinna iść firma. Kingo Gondo, bo o nim mowa, planuje postawić wszystko na jedną kartę i wykupić od pozostałych udziały w firmie, jednak niemal tuż przed dokonaniem transakcji dostaje telefon o porwaniu swojego syna. Co ciekawe, porywacze żądają niemal dokładnie tej samej kwoty jaka miała być przeznaczona na wykupienie udziałów. Tuż po chwili w domu pojawia się rzekomo porwany syn – okazuje się, że porywacze pomylili się i porwali bawiącego się z chłopcem syna szofera głównego bohatera. Początkowo oczywista dla Gondo decyzja staje się mniej oczywista – czy poświęci cały swój majątek dla „jedynie” syna swojego pracownika?

Najkrócej rzecz ujmując, „Niebo i piekło” to kryminał/film proceduralny, a przynajmniej na fundamentalnym jego poziomie. W formie, która prawdopodobnie odstraszy widzów przyzwyczajonych do dzisiejszych standardów – głównie obserwujemy rozmawiającego z porywaczami bohatera w otoczeniu policjantów próbujących wydedukować tożsamość osób (osoby?) po drugiej stronie telefonu. Praca kamery jest minimalna, przestrzeń ograniczona do salonu, jednym słowem – trochę teatr telewizji. Czy da się te dialogi określić mianem genialnych? Aż tak to nie. Ale czy trzyma to w napięciu jak diabli? Zdecydowanie tak. Co nie dziwi, wszak mówimy o dziele jednego z najwybitniejszych reżyserów w dziejach, więc gdzie ma się objawiać geniusz jak nie w utrzymaniu atencji widza.

I nie tylko w tym aspekcie. Nie chcąc psuć zabawy tym, którzy być może skuszą się na obejrzenie filmu, dodam, że po obejrzeniu całości adekwatność tytułu objawi się w pełni. A przy okazji dotrzecie do drugiej, być może jeszcze ważniejszej warstwy filmu, jaką jest krytyka kapitalizmu, podziałów klasowych i komercjalizacji (Kurosawa oczywiście skupił się na ówczesnej Japonii, ale spokojnie można doszukiwać się tu bardziej uniwersalnego przekazu). Przy czym nie spieszyłbym się z odkładaniem filmu na lewicową półeczkę, tuż obok dzieł Marxa i Luksemburg – bo choć ukierunkowanie społeczno-ekonomiczne Kurosawy wydaje się tu więcej niż oczywiste, daleki jest od zerojedynkowej klasyfikacji bohaterów, zadając kluczowe pytanie – czy cel uświęca środki? Czy walka ze społeczną niesprawiedliwością i tymi, którzy są jej architektami i/lub beneficjentami, usprawiedliwia najbardziej radykalne środki jak morderstwo, wymierzane także w najbliższą rodzinę? W dobie radosnych tiktoków nagrywanych po śmierci Chariego Kirka, pytanie wciąż jak najbardziej aktualne.

Miało być najkrótszej rzeczy ujęcie, wyszły dwa akapity. Więc jeszcze krócej – absolutnie genialne kino, wzorzec wszystkich kryminałów jakie nastąpiły po nim, z „Siedem” na czele. A zarazem ważna lekcja z humanizmu. Mam tylko nadzieję, że nie dotrzecie do tego filmu poprzez ponoć katastrofalną reinterpretację Spike’a Lee z tego roku.

najlepszy moment: SCENA Z POCIĄGU oraz FINAŁ

ocena: 9,5/10

Leave a Reply