rageman.pl
Muzyka

The Ballad of Judas Priest

rok: 2025

reżyseria: Sam Dunn, Tom Morello

 

Nie ukrywam, praca w branży fonograficznej ma swoje zalety, szczególnie atrakcyjne dla tzw. muziarzy. Bilety na koncerty, wydania fizyczne albumów, spotkania z idolami… lub przedpremierowe pokazy filmów. Oczywiście tych których głównym wątkiem jest Muzyka.

Ten blog, a właściwie wpisy na nim zawarte, nigdy nie rościły sobie prawa do bycia pełnoprawnymi recenzjami. Nie inaczej będzie tym razem – bo mówimy o dokumencie który wciąż czeka na datę premiery. I choć oficjalnego embarga na pisanie o nim nie ma, to postaram się nie szafować opiniami. Poza tą jedną, która jestem przekonana że nie zmieni się nawet jeśli finalna wersja filmu będzie się różnić od tego co zobaczyłem – jest to kawał świetnej roboty.

A mówię to jako człowiek któremu nigdy specjalnie po drodze z Judas Priest nie było. Jeśli chodzi o tzw. legendarne zespoły, to zawsze bliżej było mi do klasyki rocka niż metalu – The Rolling Stones, Led Zeppelin, Pink Floyd. O ile przekonanie się do Black Sabbath czy Motorhead zajęło trochę czasu, tak już myślę że już na Iron Maiden czy inny Saxon w tym życiu się nie załapię (choć nigdy nie mów nigdy). A Judasi? Tu była podobna historia jak z AC/DC, na których byłem niejako skazany przez pracę. I choć pierwszy album Judasów przy którym pracowałem – „Redeemer of Souls” – niespecjalnie mnie zachwycił, tak już „Firepower” rozłożył mnie na łopatki (jestem gotów bronić tezy, że to jedna z najlepszych rzeczy, jaki dał metalowy mainstream w ostatnich latach), a najświeższy „Invincible Shield” dokonał dzieła zniszczenia. Wtedy postanowiłem dać szansę back katalogowi Brytyjczyków i się okazało, że tam od groma dobroci tkwi.

Co najbardziej lubię w Judas Priest? Może to, że to najbardziej metalowy z wszystkich zespołów? Oczywiście o takim Black Sabbath też należy mówić w kontekście metalu (o Led Zeppelin zaś można), ale równie dobrze można by ich zaliczyć do hard rocka i nikt specjalnie się nie przyczepi. W przypadku Judasów takich wątpliwości nie można mieć – jest to 100% metalu w metalu. W dźwięku, w tekstach, w wizerunku. I co najwspanialsze, sam zespół nie tylko nigdy z tą szufladką nawet nie próbował walczyć – oni byli (i są dalej) jej największym orędownikiem i rzecznikiem. Co też ciekawe, te same aspekty które w takim Iron Maiden mnie odrzucają – galopady solówek, pianie za mikrofonem, metalowa przewózka – u takich Judasów stanowią największe walory. Long story short – jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie „czym jest metal?”, po prostu puściłbym Judas Priest.

Lub też pokazał „The Ballad of Judas Priest” (swoją drogą piękne nawiązanie do tytułu piosenki Boba Dylana, który sam z kolei zainspirował nazwę zespołu). Bo poza tym że udało się wciągająco opowiedzieć historię zespołu (o co z takim materiałem „źródłowym” aż tak ciężko nie było), to przede wszystkim udało się stworzyć wspaniałą wizytówkę metalu – nie tylko jako kategorii muzycznej, ale przede wszystkim jako społeczności, oddanej w stopniu moim zdaniem niespotykanym w innych gatunkach. Przypuszczam zresztą że taki też był cel samego zespołu, dlatego reżyserię powierzono Samowi Dunnowi – człowiekowi który zjadł zęby na filmach dokumentalnych z metalem w roli główne („Metal: A Headbanger’s Journey”, „Global Metal” czy filmy poświęcone Iron Maiden i Rush). Jeśli ktoś widział wcześniejsze jego dzieła ten wie, że potrafi on opowiadać w sposób, który jest w stanie dotrzeć nawet to osób które metalu nie lubią. Zdecydowanie jest to level kilkanaście razy wyższy od wszystkich tych materiałów z gadającymi głowami, które leżą w koszykach z DVD za 5 zł.

Co nie znaczy, że tych gadających głów tutaj nie ma. Bynajmniej! „Ale ekipę żeście zmontowali” – jak mawia Klasyk, tj. Ricky z „Trailer Park Boys”. Nieodżałowany Ozzy Osbourne zdążył się jeszcze załapać i całe szczęście – ten film bez niego nie miałby racji bytu biorąc pod uwagę wspólną historię Black Sabbath i Judasów, siegającą jeszcze początków w Birmingham. Jest Dave Grohl, Kirk Hamme, Jack Black, który odhacza checkbox „comic relief”. Jest przede wszystkim Tom Morello, czyli drugi reżyser filmu. Co dziwnym nie jest – jeszcze kilka miesięcy temu jako reżyser pożegnalnego koncertu Black Sabbath i Ozzy’ego udało mu się tam wpleść mały tribute także dla Judasów. Oczywiście dokłada swoje trzy grosze jako komentator, ale przy okazji wznosi tę formułę level wyżej – bo oto widzimy jak w pewnym momencie do jego stolika w knajpie (pubie) dosiadają się Scott Ian (Anthrax), Lzzy Hale (Halestorm), Billy Corgan (który zresztą śpiewał „Breaking the Law” na wspomnianym koncercie) oraz… DMC z Run-DMC. Oczywiście głównym tematem spotkania tego klubu dyskusyjnego jest Halford i spółka. A że temat wdzięczny i dyskutanci rozgadani, to trochę przebitek z tego „spotkania” widzimy. I z jednej strony jest to ciekawy, dość ożywczy dla formuły dokumentu zabieg, z drugiej jednak strony zrozumiem też tych którzy będą zarzucać, że można było ten czas antenowy poświęcić więcej Judasom.

Tym bardziej że tych wątków o których można opowiadać jest od groma. I wszystkie poruszono, nawet te najtrudniejsze – homoseksualizm Halforda, sprawa sądowa po samobójstwie fanów, Glenn Tipton i jego choroba Parkinsona czy wreszcie odejście z zespołu po ponad 40 latach K.K. Downinga. Choć można tę decyzję zrozumieć, to trochę szkoda że więcej czasu nie poświęcono okresowi rozłamu – o następcy Halforda, Timie „Ripperze” Owensie zaledwie wspomniano (na pewno ciekawie byłoby poznać jego perspektywę, zwłaszcza że wciąż jest czynnym muzykiem), z solowych dokonań Halforda odnotowano rzeczy nagrane pod swoim nazwiskiem czy szyldem Fight, ale kolaboracyjny album z Trentem Reznorem zupełnie zignorowano. Zresztą, w temacie dyskografii post-reunionowej lecą mocno po łebkach, ale też jest to dość logiczne – to nie na tych albumach hartowała się Stal.

A miało być ogólnikowo… Jak widać jednak, temat turbo wdzięczny. Jeśli będziecie mieli okazję obejrzeć – nie zmarnujcie tej szansy.

 

najlepszy moment: kiedy Hammett ze łzami w oczach mówi o zbawczej sile metalu to ja mu wierzę – też kocham ten gatunek

ocena: 8,5/10

Leave a Reply