Madagaskar
reżyseria: Eric Darnell, Tom McGrath
Kinomaniaka ciąg dalszy. Ale że już jestem na chodzie, to tym razem w kinie byłem. „Madagaskar”. Pewnie wszyscy wiedzą o co chodzi, niemniej: kolejny film animowany twórców słynnego „Shreka”, części obydwóch. Opowiada on historię czwórki przyjaciół z nowojorskiego zoo — zebry (płci męskiej) Marty’ego, lwa Alexa, hipopotamicy Glorii i żyrafy (płci męskiej — żyraf?) Melmana. Mieszkają oni sobie w nowojorskim zoo, prowadząc żywot prawdziwych gwiazd, mających wszystkie zachcianki spełniane w mgnieniu oka, uwielbianych (głównie Alex) przez odwiedzających zoo. Ale oto Marty’ego w jego dziesiąte urodziny dopada refleksja, że chciałby wrócić na łono natury. Więc ucieka. A jego trójka przyjaciół za nim. A we wszystko to wplątuje się banda przebiegłych pingwinów. W wyniku różnych powikłań lądują na tytułowym Madagaskarze.
Może jeszcze sama fabuła nie wskazuje do kogo kierowany jest film. Ale już reszta — jak najbardziej. Bo oto mamy podobny target co w przypadku „Shreka” — dorośli i co bystrzejsze dzieciaki. Ale nie tylko. Bo oto mamy animowany pean na cześć Nowego Jorku. Mam wrażenie, że tak właśnie wyglądałby film Woody’ego Allena, gdyby zechciał pobawić się w animację. Hipochondryk Melman to jest typowy allenowski bohater. Poza tym pewne teksty mające podnieść głównych bohaterów-nowojorczyków na duchu są jakby dalekim echem tragedii 9/11. Nowojorczycy wciąż potrzebują słyszeć, że są twardzi i z najgorszych sytuacji wyjdą obronną ręką. No ale mi to aż tak nie przeszkadza. Wolę to niż pomachiwanie flagą amerykańską i gadanie o urokach demokracji w filmach z Gibsonami, Willisami itepe.
Ale nie samym Niu Jorkiem „Madagaskar” żyje. Cytaty. Kupa cytatów. Pierwsze lepsze — piłka jak w „Cast Away”. Ale absolutnym killerem jest cytat z „American Beauty”. To trzeba zobaczyć!
Ale też same dialogi, samo słownictwo, to co wyrażają główni bohaterowie — nie wszystko do skumania dla dziecka z umysłem przelansowanym przez Cartoon Network. Ale dla trochę starszych dzieci — poezja dla uszu.
I oczu też. Bo grafika jak to grafika u DreamWorks Studio — nie mam żadnych pytań. Czysta magia.
Dobra, a teraz rozprawimy się z tym, co zazwyczaj w kreskówkach kuleje — dubbing. Choć ostatnio coraz lepiej na tym polu sprawdzają się nasi artyści. „Madagaskar” kolejnym tego dowodem. Kreacji na miarę stuhrowego Osła ze „Shreka” tu nie ma, ale wszyscy trzymają wyrównany poziom. I główni bohaterowie, i drugoplanowe postacie, i „epizodycy”. W żadnym wypadku nie można rozpoznać, że mamy do czynienia z głosem „gwiazdy”, a to chyba świadczy o tym, że proces utożsamiania głosów z ich ekranowymi właścicielami powiódł się w stu procentach. Dopiero po seansie skumałem, że pan doktor Artur Żmijewski mówił głosem Alexa. Piotr Adamczyk jako Melman udowadnia, że jest schizofrenikiem. Jak można zejść z planu, gdzie wcielało się w Papieża i od razu wcielić się w żyrafę? Małgorzata Kożuchowska jako Gloria też jest full konkret. Dla odmiany Marty’ego zagrał mało znany aktor niejaki Klaudiusz Kaufmann. I nie odstaje od swoich bardziej uznanych kolegów.
A poza tym w pozostałych rolach mamy Arkadiusza Jakubika („Wesele”, a także „13 posterunek”) jako szympansa Masona i absolutny hit. Jeśli ktoś widział kiedyś na Polsacie „Rodzinę zastępczą”, musiał zwrócić uwagę na twarzowca, który występował tam w roli policjanta. I pomyśleć, że ten osobnik, na którego żaden poważniejszy reżyser nie zwróciłby uwagi, jest odpowiedzialny za największy hit filmowy roku 2005. No jak to, nie słyszeliście o „Wyginam śmiało ciało”????? Zapomnijcie o tym, że kiedyś wykonywał to Reel 2 Real i w oryginale to „I Like to Move It”. Jedyna słuszna wersja jest:
„wyginam śmiało ciało
wyginam śmiało ciało
wyginam śmiało ciało
dla mnie to MAŁO!!”
najlepszy moment: WYGINAM ŚMIAŁO CIAŁO!
ocena: 7,5/10

