rageman.pl
Film

Monty Python i Święty Graal

rok: 1975

reżyseria: Terry Gilliam & Terry Jones

O Monty Pythonie w wersji OG, czyli Latającocyrkowej, pisałem już tutaj wieki temu, ale że w międzyczasie zmierzyłem się z tematem od A do Z (czytaj – obejrzałem wszystkie sezony) to mogę napisać – to jedna z najśmieszniejszych rzeczy jakie kiedykolwiek wyemitowano w telewizji. OK, a czy można to samo powiedzieć o Pythonach w wersji filmowej?

Na Timelessie zmierzyłem się z dwoma podejściami Brytyjczyków do dużego ekranu, najpierw zajmiemy się produkcją wcześniejszą. Między sezonami Latającego Cyrku panowie postanowili zrobić skok w bok, a właściwie – skok w czasie, aż do czasów średniowiecznych. Zanim obrazili uczucia co bardziej gorliwych katolików „Żywotem Briana”, postanowili wystawić na próbę cierpliwość historyków oraz wszystkich Brytyjczyków żyjących przeszłością i zinterpretować po swojemu legendę Króla Artura.

Jak im wyszło? Według powszechnej opinii, choć oczywiście naszpikowali całość własnymi wariacjami na temat, jak najbardziej odrobili pracę domową i widać sporo szacunku do historii i pieczołowitość w odwzorowywaniu średniowiecznych realiów. Być może, jako historycznemu dyletantowi który od Lego z rycerzami wolał Piratów i astronautów nie mnie oceniać. Skupmy się na rzeczy najważniejszej – czyli Humorze.

I tu muszę przyznać, że mam lekki problem ze „Świętym Graalem”. Bo jest to film w moim mniemaniu strasznie nierówny. Ewidentnie widać, że panowie Gulliam i Jones dopiero debiutują w materii reżyserskiej – całość jest wybitnie dzika i nieokrzesana w formie, żeby nie powiedzieć chaotyczna. Co ma swoich zwolenników i ja też dostrzegam pewien urok tego klimatu głupawki bez jakichkolwiek hamulców. Ale też owocuje tym, co dosyć często zarzucano Pythonom – że zdarza im się męczyć niektóre żarty do upadłego i nie wiedzą kiedy odpuścić. I, zwłaszcza w kontekście tematyki filmu, bardzo przydałby się tu czasem rycerz z surowym kurczakiem, który zdzieliłby po głowie kogo trzeba.

Z drugiej jednak strony – są tu momenty absolutnie wybitne, na poziomie którego nawet „Żywot Briana” nie osiąga, które można stawiać na równi z najlepszymi skeczami Latającego Cyrku. Takie, które pamięta się do dziś i które weszły do kanonu popkultury. Jak Czarny Rycerz czy przede wszystkim Królik z Caerbannog, ale też mniej oczywiste sceny jak konfrotacja z Francuzami czy sąd nad wiedźmą. No i słynne zakończenie – ponoć Pythony niespecjalnie byli z niej zadowoleni, traktując ją jako konieczność ze względu na ograniczony budżet (ciekawostka – sponsorami filmu był członkowie rockowego topu tamtego czasu – Pink Floyd, Led Zeppelin, Jethro Tull…), ale osobiście uważam że to jedno z najbardziej mózgojebnych, fascynujących zakończeń w historii.

Reasumując – takie klasyczne hit or miss ten film. Dlatego wyrywkowo i na krótkim dystansie – „Święty Graal”, ale jako całość stawiam wyżej „Żywot Briana”.

najlepszy moment: zakończenie, ale żeby nie spoilerować – scena z ZABÓJCZYM KRÓLIKIEM

ocena: 8,75/10

Leave a Reply