Massive Attack – 100th Window
rok wydania: 2003
wydawca: Virgin Records
Muszę przyznać, że po ich tegorocznym koncercie na Open’er Festival złapałem na Massive Attack straszną fazę, więc prędzej czy później ta płyta musiała dotrzeć do mych uszu.
Jak wiadomo, za tę płytę odpowiedzialny był wyłącznie 3D. I on też daje głos w czterech kawałkach. Ale nie tylko on, bo mamy tu również dwóch bardzo ważnych gości. Oczywiście nie mogło się obyć bez Horace Andy’ego – on jest odpowiedzialny za wokale w „Everywhen” i „Name Taken”. Nie są to wprawdzie numery na miarę „Angel”, ale i tak jest zajebiście. Druga bardzo ważna gościni to Sinead O’Connor, która z kolei namieszała w trzech kawałkach – „What Your Soul Sings”, „A Prayer For England” i absolutnie genialnym „Special Cases”. Pierwszy z nich to ponad sześciominutowy ekwiwalent tego, co można by nazwać stanem nirwany. Drugi utwór z kolei bardziej zwraca uwagę tekstem, dosyć, hm, przewrotnym. I na dodatek o charakterze religijnym. Biorąc pod uwagę że śpiewa to osoba, która zasłynęła z niszczenia zdjęć papieża, to można mówić o pewnym Wydarzeniu, choćby w skali mikro.
Sporo osób zawiodło się tym albumem. Albo narzekają że jest po prostu źle albo ubolewają, że chcieli otrzymać płytę genialną, a jest tylko dobra. Pozwolę się nie zgodzić z tymi opiniami, a przynajmniej się do nich ustosunkować. Wszystko jak wiadomo zależy od punktu siedzenia. A konkretniej: od oczekiwań. Ja na ten przykład lubię płyty trudne, tj. nie wchodzące od razu w banię, ale powoli odkrywające walory. Lubię też płyty, które niekoniecznie muszą być kopalnią hitów, ważne by były równe, zachwycały jako jedna Całość. I taka jest właśnie „100th Window”. Oczywiście można kilka momentów wyróżnić. Jak np. przeszywający niepokojem „Special Cases”. Czy równie niepokojący „Future Proof” otwierający album. Tak, niepokój to często pojawiające się uczucie przy konsumpcji tego albumu. Ale jest on nad wyraz masochistycznie przyjemny. Z drugiej zaś strony mamy uczucie czystego odprężenia, jak przy kawałkach z Horace Andym. Jeśli jeszcze coś zasługuje tu na specjalne wyróżnienie, to wysuwam kandydaturę „Antistar”. Ten motyw wiodący to jeden z najlepszych dźwięków jakie wpadł mi w ucho. Dużo tu takich dobrych brzmień skądinąd. Ale nie ma sensu robić dalsze wyliczanki, bo ta płyta jak mało która zasługuje na wysłuchanie od początku do końca. I przede wszystkim tak, w taki sposób można się nią w pełni zachwycić. Zamknąć się w nocy w pokoju, położyć w pozycji horyzontalnej i Słuchać. Ale warto by się upewnić, ze ktoś jest w drugim pokoju, co by odratował przy zbyt mocnym tripie.
najlepszy moment: SPECIAL CASES (feat. Sinead O’Connor)
ocena: 7,5/10