rageman.pl
Muzyka

Quadragesima

gdzie: Mechanik, Gdańsk

kto: Quadragesima, Radio Bagdad

 

Co to był za koncert!!! Może przesadzam, ale serio wciąż mam poczucie, ze brałem udział w Czymś Wielkim. I nie chodzi o to, ze zespół z Ukrainy, polityka itp. Chodzi o samą muzykę – nie wiem jaką pozycje mają panowie z Quadragesimy na rynku muzycznym w Ukrainie, ale gdyby świat był normalny, to kwestią czasu byłoby zawojowanie scen przynajmniej w całej Europie!! A oto relacja z tego bardzo sympatycznego wydarzenia:

Gdzieś po 21.00 zaczyna grać polski support. W sali koncertowej totalna zmiana klimatu – z burżujskiego Mechanikowego pubu przenosimy się do czegoś niemalże na kształt garażu. W każdym razie jest ciasno i gorąco, co jak się okazało stwarzało dobry klimat dla muzyki, którą mieliśmy okazję usłyszeć później. Dotyczy to też Radia Bagdad, czyli wspomnianego polskiego supportu, który poradził sobie nadzwyczaj dobrze w tych warunkach. W mojej opinii mamy tu do czynienia z kapelą, która ewidentnie ma papiery na wypłynięcie na szerokie wody. Kto wie, może za ileś lat ich klipy będą śmigać w TV obok Green Day czy The Offspring. Mam nadzieję że ich tym nie obraziłem, bo nie taki zamiar miałem. Rzecz w tym, że jest to muzyka punkowa, jednocześnie niezwykle chwytliwa i przebojowa. Choć jeśli już, to tej przebojowości bliżej do The Clash niż takiego Sum 41. Skoro o The Clash mowa, to warto również wspomnieć, że panowie z Radia mają w swym repertuarze „London Calling” i to z polskim tekstem o masowej emigracji Polaków do Londynu w poszukiwaniu miedziaków. A właśnie, teksty. To również odróżnia Radio Bagdad od banalnych kapel pop-punkowych. Wprawdzie brzmienie (tutaj warto nadmienić, że i na tym aspekcie muzykowania chłopaki się znają, przez co nie dopuszczają, by brzmieli jak półgodzinny piard) nie pozwala aż tak dokładnie zrozumieć całości tekstów, jednak to co dolatywało do mych uszu nie składało się na jakąś opowiastkę o dupie maryni itp. Podsumowując: niegłupie teksty, raczej nie politykujące, choć i ten aspekt życia się w nich znalazł. Muzyka? Radio Bagdad to trio, zatem każdy składnie niesamowicie ważny. Zacznę od tego schowanego najbardziej w tle, jeśli chodzi o umieszczenie na scenie – kolega Majonez na perkusji. Słychać, że granie na bębnach to nie jest dla niego chwilowe hobby, a rzecz, którą traktuje jak najbardziej poważnie. Ao co pokazał, to zapewne dopiero namiastka tego, czym w przyszłości nas zadziwi. Basista dzielnie mu wtórował, na dodatek bardzo dobrze się sprawował w chórkach. No i lider zespołu, okupujący gitarę oraz udzielający się wokalnie. Nie że wybitne gardło, ale wystarczy, by wyśpiewać to co ma do wyśpiewania. Zresztą w tego typu muzie chodzi bardziej o oszołomienie emocjami, a nie techniką, więc w tej kwestii liderowi zarzucić nic nie można. Gitara również chodząca bez zarzutu. Kontakt z publiką  pozytywny, przy okazji zwraca uwagę specyficzny styl wypowiedzi. Jeśli Radio Bagdad wyruszy z koncertami poza granice 3miasta (czego im z całego serducha życzę), to powinniście być czujni. Warto się z ich ofertą muzyczną zapoznać.

Radio Bagdad gościli na scenie jakieś ponad pół godzinki, zaś po krótkiej przerwie technicznej pojawiło się danie główne, prosto z Kijowa – Quadragesima. Czterech osobników generujących muzykę tak zakręconą, że Reni Jusis mogłaby zasięgać u nich korepetycji. Koncert miazga. Porównanie do występu wtorkowego? Teraz znałem już trochę twórczość, a to zawsze pomaga. Poza tym kwestia miejsca – jednak taki ciasnawy Mechanik był w stanie w lepszy sposób uchwycić energię kipiąca z tej muzyki. Tak jak napisałem wcześniej – przypominało to trochę występ w jakimś garażu czy punkowym squocie, gdzie wszyscy doskonale wiedzą gdzie i po co się znaleźli (na Rusoparty nie każdy przyszedł specjalnie by posłuchać Quadragesimy). A i może sam zespół był w lepszej formie? W Uchu momentami, choć generalnie koncert był również udany, jakoś tak kwadratowo to brzmiało, na dodatek dźwięk jakby dobiegał z daleka. W Mechaniku sprawa miała się zupełnie inaczej – przez zamknięcie w malutkim pomieszczeniu nie dało się uciec od dźwięków. Na szczęście zupełnie nie było takiej potrzeby. Rozkładając na czynniki pierwsze: instrumentaliści na poziomie niedostępnym dla wielu amatorskich kapel w Polsce. Sekcja rytmiczna – prawdziwa bomba. Wokalista może niewybitny głosem, ale pod względem charyzmy i oddawania emocji – pierwsza liga. Jednak to, co najbardziej zwróciło mą uwagę, to osoba gitarzysty. Ja pierdyk! Raz zabawiał się z gitara niczym Tom Morello, innym razem zachwycał pięknem, jaki za pomocą wiosła mogą stworzyć tylko The Edge czy Gilmour. A żeby jeszcze było zabawniej, to wszystko to co jakiś czas zakrapiał brudem brzmiącym tak, jakby udzielał mu lekcji gry na gitarze Josh Homme z Kyuss/QOTSA. Gitarzysta w głównej mierze narzucał odbiór całości, dlatego raz to się kojarzyło z Kyussem, innym razem z jakimś space rockiem, choć chyba finalnie ich płytę usadowiłbym obok dyskografii Rage Against The Machine czy Asian Dub Foundation (muzyka Q. też jest solidnie utaneczniona). Ciężko jednak powiedzieć, czy pod względem ideologicznym jest tu jakieś podobieństwo do tych załóg. Nie znam ukraińskiego, ale dało się serduchem odczuć, że wokalista wie o czym śpiewa i jest to dla niego ważne.

Tak, to dobre słowo – ten koncert był Ważny. Podobnie jak w Uchu ponad godzinka grania (z bisami), na finisz zaserwowali nam z kolei coś, czego nie powstydziłaby się Ścianka. Tyle nazw padło w opisie tej muzyki, a mimo to  brzmieli jak nie kto inny jak Quadragesima!

 

najlepszy moment: QUADRAGESIMA – URBANAJUNGLA

ocena: 7,5/10