rageman.pl
Muzyka

Stretch Arm Strong

gdzie: Ucho, Gdynia

kto: Stretch Arm Strong, Razor Crusade, X’S Always Win 

 

Ja wiem, nudny już z tym jestem. Ale tym razem to chyba był Naprawdę najlepszy koncert tego roku. A na pewno jeden z najlepszych. Cóż, być może nie jestem w stanie obiektywnie ocenić koncertów w kontekście samej muzyki. Bo dla mnie przede wszystkim liczy się Atmosfera tych koncertów. Klimat. Zajebiści ludzie, zajebista zabawa a przede wszystkim zajebisty kontakt z zespołami, bez wyraźnego rozdzielania gwiazdy od publiki. Vide bohaterowie tego wpisu, z którymi spokojnie można było pogadać po koncercie. Nie ma znaczenia, że kolesie z USA, będący w sumie znaną firmą nawet wśród ludzi nie obcujących z nurtem hardcore na co dzień. Oni wiedzą że im się poszczęściło, bo wykorzystali talent, dzięki któremu mogą przyjechać na takie zadupie jak Polska. Ale większych różnic nie ma. Przynajmniej nie dawali tego odczuć.

Jesteśmy na miejscu o 20.00, tym razem brawa dla organizatorów za godzinną obsuwę, dzięki czemu zdążyłem na występ polskiego supportu: X’s Always Win. Nazwę kojarzyłem już wcześniej, nie miałem jednak okazji zmierzyć się z muzyka. I prawdę powiedziawszy chyba nie żałuję. Ja rozumiem – straight edge, chwalebna idea, brawa za propagowanie. Ale dla mnie w graniu muzyki liczy się przede wszystkim muzyka. A w tej kwestii wypadali znacznie gorzej. Nawet nie mogę zbytnio rozwinąć myśli, gdyż koncert przeleciał sobie ot tak, niezauważalnie, niczym po drodze nie absorbując. O co tu chodziło? Wszystko niby poprawnie – dwa wiosła, sekcja, wokal krzyczany, ale bez zdzierania strun głosowych. Dużo biegania po scenie, całość instrumentalnie wypadała na normalnym, czyli wysokim poziomie (bez umiejętności chyba nawet nie ma co zaczynać w tak wymagającym gatunku muzycznym), ale co w związku z tym? Oldskulowe grańsko, punkowa dynamika która skracała numery do poniżej trzech minut, ale płyty mimo to nie kupię, choć trzy stoiska z distro kuszą by zainwestować. I chyba nie byłem odosobniony w tej opinii z tego co słyszałem. Mimo to – wierzę w takie zespoły jak ten i ich przyszły rozwój. Sens grania już jest, to najważniejsze, teraz tylko jakość muzyki musi nadgonić.

W końcu przychodzi czas na pierwszych zagranicznych gości, Razor Crusade. Przyznaje się bez bicia – nawet nie zainteresowałem się przed koncertem któż zacz. Błąd! Prawdę powiedziawszy, nie wiem nawet czy występ RC nie był aby najlepszym momentem tego wieczoru. Możliwe że tylko dla mnie, bo większość ludzi przyszła jednak na SAS, co było też widać po umiarkowanej zabawie na parkiecie w trakcie gigu RC, jednak Holendrzy naprawdę skopali tyłki. Mój na pewno. Nie wiedziałem czego się po nich spodziewać, więc tym milsza była to niespodzianka. Właśnie od RC dostałem coś, czego mi brakowało na poprzednim występie. Odpowiednio dozowaną dawkę czadu, która nie męczyła, a dzięki lirycznym wstawkom pozwalała tym mocniej się nim zachwycać. Wokalista jest od wczoraj w mej ścisłej czołówce. Raduje się me serce, gdy słyszę tak logiczną mieszankę Krzyku ze Śpiewem. Oczywiście instrumentaliści nie pozostawali w tyle, dwa wiosła robiły co mogły, by zwichrować uszne bębenki, a i sekcją rytmiczną dało się cieszyć (zwłaszcza panem bębniarzem). Nie mam więcej pytań, poza jednym: czy doczekamy się czasów gdy taka muzyka będzie panowała w mediach?

Kolejna przerwa techniczna i pojawiają się ci, na których wielu fanów HC muzy w tym kraju czekało: Stretch Arm Strong. Tym razem już zabawa na całego. I mean, NA CAŁEGO. Czyli od szalonych circle pitów, poprzez szalony stage diving na łeb i szyję, na skokach z balkonu kończąc. To TRZEBA było zobaczyć!!! Takiego szału chyba na żadnym koncercie innego gatunku nie uświadczysz. Nie zrozumie ten, kto nie był. I nawet karate pogo już tak nie przeszkadzało, choć wciąż nie jest to wg mnie najmądrzejsza forma zabawy. A sam zespół? Tak jak wspominałem wcześniej, kontakt z publiką mieli zajebisty. Dużo gadek Chrisa, z których emanowała jak najszczersza radość z pobytu w tym miejscu, w tym dniu. Ja Przynajmniej żadnego podlizywania się nie dostrzegłem. Podobnie jak w przypadku Razor Crusade, idealna równowaga między momentami czadowymi a spokojnymi (te instrumentalne wstawki!!!). Choć generalnie SAS sprawiało wrązenie bardziej, hm, zabawowego. Z braku lepszego posłużę się tym określeniem. Tym bardziej że zabawowo nie oznacza od razu niepoważnie. Liryki SAS raczej do odupiemaryniowatych nie należą. Zresztą, co się będę produkował: kto zrezygnował bo mu szkoda było kasy ewidentnie powinien żałować. Oczywiście ktoś kogo nie robi taka muzyka nie musiał wydawać dwadzieścia zeta akurat na ten koncert by zobaczyć co to znaczy HC gig. Jednak jeśli chodzi o zabawę podczas takich koncertów, to wczoraj była najlepsza okazja by tego zjawiska doświadczyć. Na oficjalny website SAS marsz by zobaczyć, co o nas piszą… kurtuazja?

 

najlepszy moment: STRETCH ARM STRONG – WE BLEED

ocena: 9/10 

Leave a Reply