rageman.pl
Muzyka

Acid Drinkers – Rock Is Not Enough

rok wydania: 2004

wydawca: Sony Music

 

A teraz o płytce, która mnie zmiażdżyła dziś totalnie. Dziś, bo wprawdzie słucham jej od dłuższego czasu, to nie mogłem jej rozgryźć. Niby się podobała, ale czułem w kościach że to za mało, że ten krążek stać na więcej.

Mówimy tu o ostatnim dokonaniu Poznaniaków z Acid Drinkers, czyli „Rock Is Not Enough…”. Pierwszy i prawdopodobnie ostatni album nagrany z Tomkiem Lipnickim aka Lipa. Na ten moment to już tylko kolejny, po nieodżałowanym Litzie, wiosłowy Acidów. Zastąpiwszy Perłę, który nagrał z Titusem i spółką trzy płyty, zagrzał miejsce w AD zaledwie przez półtora roku. Aktualnie na jego miejscu można ujrzeć Olassa z None, który idę o zakład że też nie za długo zabawi w kapeli.

Nevermind, wracamy do sedna. Jest to drugi album nagrany dla Sony. W tym momencie firma ta dostaje ode mnie plusika, bo patronowanie takiemu albumowi musi świadczyć o niesamowitej odwadze… albo o przekonaniu że wierni Acidofani i tak wykupią cały nakład. No, jest jeszcze opcja że albo zwyczajnie nie przesłuchali. Long story short: ta płyta to metal najwyższej próby, bezlitosny kop w dupę! Na pierwszy rzut ucha ma się wrażenie wykorzystania jednego patentu w każdym z dziesięciu kawałków. Opętańczy rytm perkusji (czy wspominałem już że Ślimak to geniusz swego instrumentu?), gitarowa jazda tworzona przez Popkorna i Lipę, no i wokal Titusa, wykrzykujący tym swoim specyficznym angielskim akcentem jajcarskie teksty, choć czasem nie pozbawione drugiego dna. Monotonnie? Nie, po prostu słyszymy ujednolicony materiał, który dzięki wprowadzonym tu i owdzie innowacjom oraz chwytliwym refrenom nie pozwala się nudzić. A to dyskotekowy niemal bit w „Jennifer & Ben”, a to zwolnienie tempa w zamykającym całość „Hate Unlimited”. A wśród tych dziesięciu kawałków dwa wyśpiewane przez samego Lipę. I chyba również przez niego skomponowane, bo sprawiają wrażenie niepublikowanych wcześniej numerów Illusion.

W kontekście tak bogatej dyskografii, obejmującej tak poważane tytuły jak np. „High Proof Cosmic Milk” ciężko mówić o „RINE” jako najlepszym albumie Kwasożłopów. Zwłaszcza że rzecz to jeszcze dość świeżutka. Na pewno  będzie to jeden z moich ulubionych, jeśli nie ulubiony album AD.

 

najlepszy moment: THE BALL AND THE LINE

ocena: 7,5/10 

Leave a Reply