Nie chcemy innej ziemi
reżyseria: Basel Adra, Hamdan Ballal, Yuval Abraham & Rachel Szor
Nieraz już wspominałem tutaj, że piekielnie ciężko jest oceniać dokumenty które poruszają tematykę trudną, ważną, których intencją jest nie tylko udokumentować, ale i wpłynąć, coś zmienić. I o ile „wymigałem” się od oceny „Nic nie czuję” o psychiatrii dziecięcej, tak w przypadku „Nie chcemy innej ziemi”, choć też najchętniej bym tego filmu nie oceniał, tak odważę się jednak ocenę wystawić – i stwierdzam, że jest to dzieło wybitne. Co potwierdzają nagrody przyznawane mu wszędzie tam, gdzie jest pokazywany.
Faktem jest jednak, że dotyczy on jednego z najbardziej palących problemów, jak najbardziej w skali świata – a na pewno w kategorii politycznej. Film popełnił kolektyw palestyńsko-izraelski, z czego dwóch z nich jednocześnie stanęło przed kamerą.
Basel, można by rzec, aktywizm ma odziedziczony w genach. Już jego ojciec dokumentował wydarzenia w rodzinnym Masafer Jatta na Zachodnim Brzegu, będącego od ponad 50 lat pod okupacją izraelską. Basel nie ma innego wyboru – bo jego prawa (w tym do przemieszczania się) są ograniczone do minimum – ale też innego wyboru mieć nie chce. Całe swoje życie poświęcił temu, by pokazać do czego posuwa się strona izraelska. I kiedy wydaje się że jedynych sprzymierzeńców ma w swoim najbliższym otoczeniu, poznaje Yuvala – żydowskiego dziennikarza, który z kolei, można by rzec, swoje życie wywrócił totalnie do góry nogami, stając po stronie palestyńskiej i mówiąc głośno o zbrodniach swojego narodu.
Tak, ten film nie boi się nazywać rzeczy po imieniu. Ale też nie musi. Owszem, narratorem jest tu przede wszystkim Basel. Ale równie dobrze mógłby nic nie mówić i pokazywać tylko to, co rejestruje kamerą. Dzień w dzień będąc na „standbaju”, czekając aż znów domy jego i najbliższych nawiedzą Oni. Przyjeżdżając buldożerami, ciągnąc ze sobą dodatkowe „siły” w postaci cywilów np. obrzucających kamieniami, mając za nim jakiekolwiek prawa człowieka. Stopniowo realizując misję do którego zostali powołani – tak uprzykrzyć życie, tak upodlić, doprowadzić do takiego stanu psychicznego, by zmusić do opuszczenia ziemi. Ale Basel i jego bliscy nie chcą innej ziemi niż ta, gdzie jest ich dom.
Powiedzieć że seans tego dokumentu nie należy do przyjemnych to jak nic nie powiedzieć. Bo okrucieństwo (chociaż ciśnie się na usta o wiele brzydsze, choć może i bardziej adekwatne słowo) Izraela – nie będę się bawić w szczegółowe wskazywanie palcem, ktoś tej armii rozkazy wydaje, ale też i ktoś udziela im poparcia – to jedno. Ale boli też świadomość, że nawet jeśli Basel dysponuje o wiele potężniejszą bronią niż jego ojciec – bo nie tylko kamerą, ale też i internetem – to przecież doskonale wiemy, że sam tej wojny nie wygra. Być może ta wojna, trwająca już tyle lat i coraz bardziej eskalująca, jest nie do wygrania. Są w niej tylko przegrani.
Zresztą w jednej z rozmów między Baselem i Yuvalem – równie wartościowych co same kadry z „pola bitwy” – pierwszy z nich sam powątpiewa w sens swoich działań. I nie mówi o stawianiu oporu, ale o dokumentowaniu tego (sam film był kręcony około 4 lat). „Ludzie to zobaczą i co w związku z tym?”. To słuszna wątpliwość. Ale czy sukcesem nie jest już samo to, by sprowokować kogoś do zajęcia stanowiska?
najlepszy moment: –
ocena: 9,25/10
