300 mil do nieba
reżyseria: Maciej Dejczer
Dziś, w dobie granic otwartych niemal na oścież (z przykrymi wyjątkami, o czym później) i bezproblemowego dostępu do wszystkiego, fabuła „300 mil do nieba” może dla młodszych pokoleń trącić fantastyką. I chociaż mówi się że czasem prawda jest dziwniejsza niż fikcja, to historia przedstawiona w tym filmie nie tylko jest oparta na prawdziwych wydarzeniach. Ona jest niemal symboliczna.
Bracia Zielińscy dokonali czegoś, o czym marzyło w czasach przedstawionych filmie większość tęskniących za normalnością ludzi – uciekli z komunistycznej Polski. Niezwykłe jest jednak to, że mówimy o dzieciach, nastolatkach właściwie. W prawdziwej wersji wydarzeń uciekli do Szwecji, w filmie Dejczera ich destynacją okazała się być (bo cel ich ucieczki nigdy nie był planowany, chodziło tylko o to by uciec z Polski) Dania. Dokonali tego ukrywając się w podwoziu ciężarówki. W nowej ojczyźnie dostali azyl i choć sprawa, godząca przecież w wizerunek socjalistycznej Polski, nabrała politycznego wymiaru, to chłopcy do Polski nie wrócili. Także dzięki rodzicom, którzy kierując się przede wszystkim dobrem synów nie wystąpili z żądaniem ekstradycji, czego ceną było odebranie im praw rodzicielskich.
Ale film Dejczera nie jest filmem politycznym ani dramatem sądowym, choć te konteksty są bardzo ważne. To jest film o pogoni za marzeniami – a tym marzeniem jest, najzwyczajniej rzecz ujmując, lepsze życie. Albo po prostu jakieś życie. Nie w rozpadającym się baraku, nie bez jakichkolwiek produktów na półkach, nie wśród wszechobecnego zapijania beznadziei i szarości w alkoholu, nie w szkole przesiąkniętej atmosferą donosicielstwa. Jestem z rocznika, które raczej słabo pamięta lata 80’te, ale już dość dobrze pamiętam pierwsze lata, kiedy życie w Polsce było swego rodzaju mutacją między nowymi możliwościami a mentalem komuny. Polska po czerwcu ’89 nie odmieniła się jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki, to był długotrwały proces. Także jeśli chodzi o polepszanie się jakości życia.
Dlatego dla wielu millenialsów polskich „300 mil do nieba” ogląda się tak, jak dla innych filmy o Willy Wonce i fabryce czekolady. Kiedy widzę Grzesia i Jędrka zachwycających się witrynami sklepów duńskich to przypomina mi się moja pierwsza wizyta w Niemczech w okolicach 1990 roku, gdzie innowacyjność ruchomych schodów niemal rozsadzała mi mózg. I chociaż przesadą byłoby stwierdzenie że utożsamiam się z głównymi bohaterami filmu – bo byli jednak z znacznie, znacznie gorszej sytuacji materialnej ode mnie – to ich historia jest czymś, co jestem w stanie odczytać. Podobnie jak my wszyscy, którzy zbieraliśmy puszki po napojach i papierki po cukierkach. Dla etykiet, ale też aby móc je potem powąchać jeszcze raz i poczuć zapach Przyszłości, zapach Zachodu.
Ale i bez tego bagażu i kodu kulturowego „300 mil do nieba” jest zwyczajnie pięknym kinem. Fantastycznie zagranym, zarówno przez bohaterów dziecięcych (wydawało się oczywiste że grającego młodszego z chłopców Wojciech Klata zrobi karierę filmową, szkoda że odtwórca roli Jędrka przepadł zupełnie) jak i dorosłych (ciekawe że na planie filmu, choć bez wspólnych scen w filmie, spotkali się Jadwiga Jankowska-Cieślak i Krzysztof Stroiński, którzy 20 lat później zagrali małżeństwo w niedawno tu omawianej „Rysie”). Z przepiękną, być może jedną z najlepszych w historii polskiego kina, oprawą muzyczną autorstwa Michała Lorenca. Być może z kilkoma wątpliwościami na poziomie scenariusza, owszem. Ale i z nimi jest to kino, które absolutnie broni się nie tylko w skali lokalnej. Niestety z dzisiejszej perspektywy film okazał się chyba być szczęśliwym trafem Macieja Dejczera, który dziś głównie kręci odcinki seriali pokroju „M jak Miłość” i „Ojciec Mateusz”, w międzyczasie popełniając jeden – pierwszy od 20 lat – film: „Listy do M. 2″…
Wracając do wyjątków z początków wpisu… Można przyjąć imigrantów i potraktować ich godnie i z szacunkiem (a mówimy, przypominam, o dzieciach)? Można.
najlepszy moment: finalna rozmowa bohaterów z rodzicami zawsze rozdziera mi serce
ocena: 9/10 (bonusowe punkty za muzykę i aspekt sentymentalny)
