rageman.pl
Film

Pstrąg

rok: 1982

reżyseria: Joseph Losey

 

Podczas „Dwóch Brzegów” miało miejsce kilka retrospektyw, jedną z nich była ta poświęcona Josephowi Loseyowi. Nie będę ukrywał, nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z jego twórczością i trochę głupio wyciągać wnioski jej dotyczące na podstawie trzech filmów, które obejrzałem w Kazimierzu Dolnym. Tak się jednak złożyło, że wszystkie trzy miały od groma wspólnych mianowników, w tym ten najważniejszy – otóż Losey bardzo sobie upodobał wyższe sfery i to, jak bardzo popaprane relacje międzyludzkie potrafią tam się wytworzyć. Efekty tej fascynacji, przynajmniej w obrębie wspomnianych trzech filmów, były jakościowo różne.

„Pstrąg”, ostatni film jaki wyszedł za życia Losey’a, na skali jakości umiejscowiłbym gdzieś pomiędzy pozostałymi dwoma (o których oczywiście napiszę w przyszłości). Intryguje, ale zdecydowanie nie porywa. Może się podobać, ale ciężko mi sobie wyobrazić by ktoś wymienił go w czołówce swoich ulubionych filmów. Dodatkowy problem – choć przyznaję że czysto subiektywny – jaki mam z tym filmem jest taki, że jest on na wskroś francuski. Losey, Amerykanin na przymusowej emigracji w Europie, po wieloletniej „rezydencji” w Wielkiej Brytanii na ostatnie lata życia osiadł w ojczyźnie Napoleona i postanowił wziąć pod lupę tamtejsze „elity”. Nie jestem franzucofobem ale przyznam że jest w tych francuskich starych filmach coś co mnie odstręcza. I tak samo jest z „Pstrągiem” – jest to tak ciężkie zarówno w treści, jak i w formie, że naprawdę człowiek po wszystkim czuje jakby wyszedł z wielogodzinnej sesji w palarni (nawiązanie do plakatu nieprzypadkowe).

Tak na dobrą sprawę wszystko co najlepsze w filmie sprowadza się do grającej główną rolę Isabelle Huppert. Jedna z najlepszych aktorek jaką dała nam Francja, według wpisu w Wikipedii wyspecjalizowana w rolach kobiet zimnych i zdemoralizowanych. I taka też jest w „Pstrągu” – to po prostu kobieta która nienawidzi mężczyzn. Bynajmniej nie otwarcie – tu nie ma krzyków, agresji, pokazywania emocji., żadna to też Alexis z „Dynastii”. Zastawia pułapki i z uśmiechem patrzy jak się jej ofiary wykrwawiają, dosłownie i w przenośni. Warto nadmienić, że jedną z tych ofiar – i nie jest to żaden epizod, a jedna z wiodących ról – gra Daniel Olbrychski. I tu akurat jest to dość inna rolą od jego zwyczajowego emploi – zimny sukinkot w gajerku, z całej galerii postaci najbardziej godny rywal dla głównej bohaterki.

Gdyby ten film wychodził dzisiaj, to może i by się wyróżniał w ofercie kina, nawet tego niekomercyjnego. Ale w ogromnej skali historii światowego czy nawet europejskiej kinematografii to jest po prostu film, który jest. Można obejrzeć i nie będzie to stracony czas. Ale też można go pominąć bez wyrzutów sumienia.

 

najlepszy moment: Isabelle Huppert

ocena: 7,25/10

Leave a Reply