rageman.pl
Muzyka

David Gilmour – About Face

rok wydania: 1984

wydawca: Harvest

 

dzien dobry. otoz dawno nie mowilismy o takim panu, co sie David Gilmour zowie. owszem, bylo ostatnio o Pink Floyd, w ktorym ten pan gral, natomiast ten pan prowadzi tez dzialalnosc solowa od dlugiego czasu.a zaczal jeszcze w czasach, kiedy istnial PF. wlasnie z tego okresu pochodzi jego druga, moja ulubiona solowa plyta tego Pana.

wspominalem juz kiedys, ze w muzyce Pink Floyd zdecydowanie jestem wiekszym fanem Gilmoura niz nudzarza-despoty Watersa. niestety, jesli chodzi o solowa dzialalnosc, to chyba jednak lepiej powodzi sie Watersowi. pamietacie lato 2006? Gilmour wydaje solowa plyte „On An Island”. kunsztowna, z udzialem Preisnera i Mozdzera, ale szczerze mowiac- strasznie nudna. i ci wszyscy, ktorzy byliscie na Gilmourze w stoczni gdanskiej – przyznajcie sie, ilu z was zasnelo podczas pierwszej polowy i ile z was czekalo, az w koncu david zagra klasyki pink floyd? no wlasnie. „About Face” jest znacznie mniej napuszona plyta, sympatyczna, lajtowa… dla niektorych zbyt lajtowa.

sa tacy, ktorzy nie cierpia pink floyda z okresu post-watersowskiego i przeklinaja za kazdym razem widzac tytul „A Momentary Lapse Of Reason”. te osobby zdecydowanie nie powinny siegac po „About Face”. obie plyty powstaly w podobnym czasie, wiec sa dosyc podobne. no, moze na „AF” jeszcze mniej rokendrola, a jeszcze wiecej soundu lat 80tych. no i tak, kurcze no, jeszcze mnie przebojow.

fajnie sie zaczyna bardzo. „Until we sleep”. w angielskim jest slowo „floating”, ktore po przetlumaczneiu na polski traci caly swoj meaning. a ten numer jest wlasnie bardzo floatujacy. w czym bardzo pomaga tradycyjnie kojacy glos gilmoura.  i fajne bebnienie Jeffa Porcaro z Toto. zreszta, niezlych sobie tu pracownikow dobral davidek. jon lord z deep purple, Roy Harper („have a cigar”, co nie) w chorkach, orkiestracje boba erzina i michaela kamena. na dodatek dwa teksty (w tym wspomniany „UWS” napisal mu pete townshend z the who. czyli smietanka.  szkoda ze przelozylo sie to na plyte tylko „sympatyczna”.

choc moglo byc lepiej. wiele momentow intryguje. piekna solowka w „Let’s get metaphysical”, regalowy wtret w „cruise”, falset gilmoura w „you know I’m right”. moznaby wymieniac fragmenty, ale znacznie rzadiej cale kompozycje. a jesli juz, to raczej w negatywny kontekscie. np dyskotekowy wrecz „blue light” zostal uznany za najgorszy numer z solowych dokonan pink floydowcow. no, malo chlubny tytul. choc mi sie numer podoba, ale ja mam troszke pojebany gust.

no wlasnie. fani pink floyd raduja sie przereklamowanym „on an island”. a ja uwazam, ze jesli chcecie posluchac zwyczajnie, uniwersalnie dobrej plyty, to zdecydowanie predzej powinno sie siegnac po „about face”.

 

najlepszy moment: UNTIL WE SLEEP

ocena: 7/10

Leave a Reply