The Allman Brothers Band – An Evening With The Allman Brothers Band: 2nd Set
rok wydania: 1995
wydawca: Epic
okej, dzis znow o braciach Allmanach w wersji koncertowej.
a wlasciwie o jednym. bo jak wspominalem na wczorajszym wykladzie, Duane Allman zginal na motocyklu (eh ci rokendrolowcy) tuz po wydaniu „At Filmore East”. kapela istniala do roku ’82’, po czym sie rozwiazala, by znow sie reaktywowac w ’89 w ciut zmienionym skladzie. wolne stanowiska gitarzysty i basisty objeli kolejno Warren Hayes i Allen Woody. dodatkowo perkusjonaliami zajal sie Mark Quionones, co w efekcie dalo trzyosobowy team zajmujacy sie rytmicznym stukaniem w Allman Brothers Band. dodatkowo w ciagu tych 30 lat nastapila zasadnicza zmiana sil. rzut okiem na ksiazeczke – 4 kawalki na 8 autorstwa gitarzysty Dickey Bettsa. jako glowni wokalisci obok Gregga Allmana wypisani Dickey Betts i Warren Hayes. i w muzyce tez slychac te zmiany. allmanowskiego hammonda prawie nie slychac, za to mnostwo gitar. mi to zdecydowanie nie przeszkadza. choc umowmy sie – takie koncertowki jak „At Filmore East” nagrywa sie raz w zyciu. to byl TEN sklad, TEN czas. ale i tutaj chlopaki staraja sie jak moga, w czym pomaga TAMTEN producent, Tom Dowd.
reszta po staremu. ’95 rok to zdecydowanie nie byl juz przychylny czas dla takich kapel jak ABB. mimo to slychac solidny odzew oddanych fanow, slychac w gadkach zespolu z publika, ze to sa starzy znajomi, ktorzy moze nawet pamietaja ten slynny ’71 rok. lata 90te to byl czas, kiedy zdecydowanie rzadzil parominutowy format radiowy. a mimo to u Allmanow po staremu -12minutowy „Back where it all begins”, konczacy calosc hit Bettsa „Jessica” czy naprawde niezla, akustyczna wersja „in memory of elizabeth reed”, mogaca konkurowac z ta z „at filmore east”. mnie jednak najbardziej urzeka autorski numer warrena hayesa „soulshine”. amerykanski do bolu bluesrock, ale ile w tym serca!
potwierdzili chlopaky klase, nie ma co.
najlepszy moment: SOULSHINE
ocena: 7,5/10