Rage Against The Machine – Rage Against The Machine
wydawca: Epic
tak jak zapowiadalem – seria recek. po pozytywnym odzewie z opisem Toolografii tym razem zajmiemy sie moim drugim naj zespolem – rage against the machine, popularnie zwani takze ratm’em. uwaga – bedzie BARDZO subiektywnie.
zacznijmy od oslawionego debiutu. w sumie sam nie wiem co o nim napisac. wlasciwie wszystko juz powiedziano. uderzenie na miare debiutu sex pistols, nie ma w tym przesady.
tu musi sie jednak pojawic dygresja. dzis juz jestem starszy i powazniejszy i lektury mam troche madrzejsze. odcinam sie od przekazu politycznego ratm, od gloryfikowania che guevary. nie, to nie byl bohater, tylko morderca. a ze przystojniejszy od hitlera i romantyczniej prezentujacy sie na koszulkach nie zmienia postaci rzeczy. daleko mi takze do komunistycznych zapedow zespolu. latwo im chwalic ten ustroj kiedy nie mieszkalo sie w Polsce powojennej i nie stalo sie w kolejce z kartkami. bo teoia to jedno, a praktyka drugie. wiec przekazowi ratm mowimy Nie.
z drugiej strony – jest ten caly bunt w tym lirycznym przekazie. niezgoda na zastana rzeczywistosc. to sie ceni. przede wszystkim zas ceni sie to, w jaki sposob to przekazuja. bo moze na papierze takie hasla jak „fuck you I won’t do what you tell me” jawia sie jako conajmniej banalne. ale jak to jest wykrzyczane, jakie tlo muzyczne tym slowom towarzyszy! nie mozna przejsc obojetnie, NIE MOZNA.
to nie jest idealna plyta, nie tylko ze wzgledu na nikczemny przekaz. ale co ja mam zrobic, ze dla mnie to jest dokladnie ta ilosc energii, wscieklosci, jakiej potrzebuje? no co ja zrobie, ze jak ide po ulicy i slucham tych piosenek to mam ochote strzelic w pysk policjnta lub przynajmniej kopnac smietnik? co ja zrobie, ze moim zdaniem nie bylo tak kapitalnej konfiguracji muzykow od, ozesz kurwa, Led Zeppelin? by byla jasnosc – nie mowimy o jakosci samych piosenek, az takim ignorantem nie jestem. mowie o poziomie technicznym kazdego z muzykow tutaj. sekcja rytmiczna – pierdolniecie i finezja brada wilka to przeciez okolice bonhama. timmy c. – jeden z najbardziej niedocenianych basistow wspolczesnej muzyki rockowej. szkoda ze nie kazdyy ma tak wyrobione ucho by uslyszec, co ten koles wyprawia w „take the power back”, by uslyszec, jak ta jego gra buja, ile w tym zajadlosci, a jednoczesnie melodii. gitarzysta, tom morello – no nie musze chyba nic dodawac, bo akurat z docenieniem jego gry nikt problemu nie ma. inna sprawa, ze czasem doceniajac te jego nietypowe zagrywki, solowki z kosmosu, zagrywek przypominajacych didzejskie patenty zapomina sie, ze przeciez koles potrafil wyrzezbic tak klasyczne riffy ze glowa mala (nawet jesli slychac bylo isnpiracje innymi, np „wake up” to przeciez wykapany „kashmir” wspomnianego led zeppelin). no i zack de la rocha – najlepszy krzykacz wsrod raperow, najlepszy raper wsrod krzykaczy.
piosenki… kurde no, przeciez nic w tym temacie nie napisze. kazdy fan rocka przynajmniej kojarzy „killing in the name of”. podstawa kazdej imprezy typu rockoteka. „bullet in the head” z jednym z najbardziej rozpierdalajacych finalow w historii rocka? zreszta w tym samym zbiorze znajduje sie koncowka „freedom”, jeden z najzajebistszych numerow o tematyce wolnosci. wsponiany „wake up” o budowie suity, ktory tak ladnie odnalazl sie w pierwszym „Matrixie”?”know your enemy” z przeszywajacym udzialem wokalnym maynarda z Toola? naprawde, kazdy numer mozna tu wyroznic.
nie bylem pewien czy dac tej plyciie maxa. bo nie oddalbym juz za ten zespol zycia i za te plyte rowniez. ale tworze te wypociny i oceny na podstawie wlasnych doswiadczen. ta plyta byla wlasnia ta, ktora zmienila moje myslenie o muzyce. i za to nalezy jej sie taka ocena a nie inna. tym bardziej ze specjalnie sie ona nie zdewaluowala. Klasyk Absolutny.
najlepszy moment: KNOW YOUR ENEMY (feat. Maynard James Keenan)
ocena: 10/10

