Boy From Heaven
reżyseria: Tarik Saleh
Wracamy do recenzowania Nowohoryzontowych filmów, bo sporo było tam świetnego kina o którym głupio byłoby nie napisać. Poza tym lubię kończyć to co zacząłem.
W każdym razie, omawiany dziś „Boy From Heaven” był reklamowany jako „House of Cards w świecie islamu”. I tak jak przeważnie tego typu porównania spłycają wartość dzieła, tak tutaj rzeczywiście trudno o trafniejszy opis. Ale po kolei – głównym bohaterem filmu jest Adam, dość nieśmiały chłopak wychowywany wraz z dwoma braćmi samotnie przez despotycznego ojca. Adam wyróżnia się w rodzinie oczytaniem i pędem do nauki – w efekcie czegoż pewnego dnia dostaje wiadomość o przyjęciu w poczet prestiżowej religijnej uczelni Al-Azhar w stolicy Egiptu. Niedługo po przybyciu na uniwersytet umiera wielki imam, a że w tym świecie przywódcy religijni są także figurami politycznymi, rozpoczyna się walka o nowo zwolniony tron. Walka, w którą zostaje wplątany także Adam.
Chociaż rzecz rozgrywa się na Bliskim Wschodzie, a za reżyserię odpowiedzialny jest Szwed (jakby tego było mało, film nakręcono w Turcji), w sposobie realizacji film jest dość „amerykański” – przynajmniej na tle innych filmów festiwalu. Dynamiczny montaż, wartka akcja, stale obecna ścieżka dźwiękowa – przyznam, że oglądało się to świetnie. Nie miałem też jakiegoś wyraźnego uczucia dysproporcji – jest tu zarówno thriller, jak i komentarz społeczny. Ktoś powie, że można było dać więcej drugiego elementu – ale biorąc pod uwagę to, że z tego co słyszałem reżyser jak i sam film mają już przechlapane w muzułmańskim świecie, to i tak należą się brawa za odwagę. Nie zgadzam się też z zasłyszanymi tu i ówdzie opiniami, że film „kładzie” główny bohater, a raczej jego odtwórca. Zdarzało mi się narzekać na blogu na niektóre filmy z główny bohaterami wyzbytymi charyzmy, zupełnie biernymi wobec wydarzeń wokół. Akurat w przypadku „BFH” taka „postawa” była wręcz wskazana, aby jeszcze bardziej uwypuklić skalę patologii i korupcji jaką obserwujemy, także oczami Adama.
Nie jest to film, po którym człowiek wychodzi odmieniony, rozchwiany emocjonalnie – raczej rozrywkowe kino w dość egzotycznym kontekście. Ale i takie filmy też są potrzebne, zwłaszcza że nawet jeśli opowiedziana tu historia nie jest oparta na faktach, to wygląda bardzo rzeczywiście. I zdziwieni będziecie (jeśli obejrzycie), jak bardzo to nieodległe od tego co mamy na co dzień. Bo każda relacja polityki z religią jest chora, niezależnie od tego gdzie ta polityka i jaka to religia.
najlepszy moment: rozmowa w sali przesłuchań, idealnie pokazująca drogę jaką przeszedł przez cały film główny bohater
ocena: 8,25/10
