rageman.pl
Muzyka

Simon & Garfunkel – The Concert In Central Park

rok wydania: 1982

wydawca: Geffen

 

okej, zamykamy tymczasowo temat Paula Simona. tym razem o plycie zespolu, od ktorego jego kariera sie zaczela.

no wiec po sukcesach w latach 60tych duet postanowil sie rozejsc wraz z poczatkiem nowej dekady. Simon rozkrecil kariere solowa (chociaz najwieksze sukcesy artystyczne pod tym wzgledem nadeszly dopiero w latach 80tych, tak moim zdaniem). Garfunkel tez solowo cos dlubal, ale zdecydowanie mniej udanie. co nie powinno dziwic, wszak za wiekszosc materialu duetu odpowiadal Simon. dlatego reaktywacja duetu byla przede wszystkim potrzebna Garfunkelowi. Simon nie musial, ale zrobil to z przyjemnoscia.

reaktywacja musiala byc urzadzona z pompa. i byla. Nowy York, wrzesien ’81 rok (niemal rowno 20 lat przed nowojorska tragedia), darmowy koncert na ktory przybylo ponad pol miliona ludu. trudno sie dziwic. mysle ze nie bedzie przesady w stwierdzeniu, ze S&G byli w latach 60tych niemal tym, czym dla brytoli the beatles. w sensie, popowy skarb narodowy.

krotka zapowiedz „ladies & gentlemen – simon & garfunkel!”, wrzawa tlumow i jada z jednym z najwiekszych, jesli nie najwiekszym hitem, wyjetym z „Absolwenta” – „mrs robinson”. i robi sie baaaardzo pozytywnie. potem juz jest jednak znacznie spokojniej i bardziej typowo dla tej kapeli. „Homeward bound”. czyli akustyczna gitarka, ewentualna cicha perkusja i cudne dwuglosy liderow. owszem, bywa i tak, ze kapela towarzyszaca ma swoje momenty, jak steve gadd, tworca kapitalnego beatu w „Fifty ways to leave your lover”, ktory obecnie czesto i gesto jest samplowany przez hiphopowcow. ale przede wszystkim chodzi o tych dwoch panow widocznych na okladce.

repertuar? wszystko co najlepsze plus owczesne hity solowego Simona jak wspomniany „50 ways” czy „Still Crazy after all these years”. garfunkelowi udalo sie przemycic jeden wlasny utwor „a heart in new york”, ktory jednak gdyby nie odwolanie w tekscie do Central Parku spotkalby sie z zupelnie zerowa reakcja publiki. przykre, ale chlopak sie zrehabilituje cudna interpretacja „Bridge over troubled water”. no i jeszcze cudzesy – takie, ktore juz byly znane w wykonaniu duetu jak tradycyjna piesn angielska „Scarborough fair”, jak i nowosci, czyli rokendrolowe evergreeny „wake up little susie” i „Mabellene”.

no coz, dla mnie jednak S&G to przede wszystkim numer, ktory tutaj zamyka calosc. „The sounds of silence”. nawet jesli w wersji z tej plyty nie jest to Najlepsze Wykonanie Swiata, to jednak ten numer zawsze i wszedzie jest hajlajtem. tak to jest, gdy sie tworzy numer-absolut. ale o nim konkretniej moze innym raze. zreszta, nie wierze ze nie znacie. „Hello darkness my old friend…”.

udany repertuar z numerami zarowno klasycznymi, jak i nietypowymi. niezly kontakt z publika. plus historyczny moment.  no i mamy klasyczna koncertowke.

 

najlepszy moment: THE SOUNDS OF SILENCE

ocena: 8/10

Leave a Reply