rageman.pl
Muzyka

Marek Napiórkowski – Nap

rok wydania: 2005

wydawca: Universal

 

skoro wczoraj o Mozdzerze bylo, to dzis zajmijmy sie drugim wspolpracownikiem Anny Marii Jopek. nie mniej utalentowanym, choc chyba jednak mniej popularnym. a na pewno nie tak modnym co Leszek M.

pierwsza plyta Napiorkowskiego, zwanego takze Napem, to jednak troszke inna bajka niz wczoraj omawiana plyta. i nie tylko dlatego, ze mozdzer gra na fortepianie, a Nap pomyka na gitarze. styl preferowany przez Napa jest zdecydowanie mniej awangardowy i bliski temu co robi AMJ. moze nie od razu smooth jazz, bo to brzmi troszke obrazliwie, ale malo tu odlotow, jakiegos nerwa. bysmy sie zle nie zrozumieli – Nap to zdecydowanie extraklasa polskiej gitary, ktorego mozna zaprezentowac i za granica (zreszta anglojezycznosc ksiazeczki wskazuje na to, ze plyta kierowana jest nie tylko do polskiego sluchacza). i to tutaj slychac jak najbardziej. ale… obaj panowie – mozdzer i nap – na okladkach omawianych tu plyt maja morze. i jesli porownywac morze do muzyki, to u leszka jest ono wzburzone, niespokojne, wrecz niebezpieczne. ale cos sie dzieje przynajmniej, to morze zyje i przez to jest piekne. natomiast nad tym morzem Napa mozna polezec, podelektowac sie spokojem, ale jedyne niebezpieczenstwo jest takie, ze zasniemy.

nie wiem ile powstawal material na te plyte, ale jesli jest to zbior najlepszych utworow jakie Nap trzymal w szufladzie przez lata i na swoim debiutanckim cd postanowil je wreszcie opublikowac, to… no niestety sredni z niego kompozytor. albo moze po prostu ujme to tak, ze zupelnie do mnie ta tworczosc nie trafia. niby dzieje sie wiele, ale nic z tego nie wynika. sporo tu muzykow – poza Napem oczywiscie i wspomnianym Mozdzerem sa tu starzy znajomi – Miskiewiczowie Henryk i Dorota, wspolprodukujacy z Napem calosc Robert Kubiszyn i sporo innych. z kazdej sekudny bije perfekcyjne opanowanie instrumentow. ale popisy techniczne powinny byc dopelnieniem kompozycji, a nie jej sednem. nie wymagam bajecznych hookow, ale zeby chociaz cokolwiek zaintrygowalo poza technika, jakies szalenstwo kompozycji. tutaj sa piosenki, ktore jakos malo piosenkowe sa. nawet jedyna rzecz z „normalnym” wokalem – „Only A Night Away” z goscinnnym udzialem AMJ – choc najladniejszy tutaj, to raczej mialby problem ze znalezienem sie na jakims oficjalnym krazku Jopkowej.

coz, nie kazdy ma zadatki na lidera, co udowadnia ta plyta. swietny sideman niech zostanie swietnym sidemanem.

 

najlepszy moment: ONLY A NIGHT AWAY (FEAT. ANNA MARIA JOPEK)

ocena: 6,5/10

Leave a Reply