Joni Mitchell – Shadows And Light
rok wydania: 1980
wydawca: Asylum
wracamy do Joni.
tym razem koncertowke omowimy. rzecz nagrano na trasie promujacej omawianego przez nas „Mingusa”. czyli mamy do czynienia wciaz z jazzujaca Joni, nawet jesli utwory z tamtej plyty to tylko ulamek repertuaru. no ale jak tu nie jazzowac kiedy ma sie w skladzie takich magikow jak Jaco Patorius (ktory juz na „Mingusie” pomagal) czy wirtuoz gitary Pat Metheny?
a jednak jest zaledwie solidnie. niby nieklasyczne aranzacje, niby kunszt, a jednak calosc nie tylko nie porywa, ale momentami wrecz nudzi. moze dobor repertuaru zawinil? ale tez ciezko krytykowac za to, ze nie ma hitow. a jednak tak na dobra sprawe dopiero koniec koncertu naprawde przyspiesza tetno. poczawszy od „Furry sings the blues”, poprzez klasyk z lat 50tych „Why do fools fall in love”, majestatyczny utwor tytulowy, „hit” z „Mingusa” „God Must be a boogie man”, na sztandarowym „Woodstocku” konczac. a pierwsza polowa koncertu? solo Metheny’ego i ewentualnie „Coyote”.
lektura raczej uzupelniajaca niz obowiazkowa.
najlepszy moment: SHADOWS AND LIGHT
ocena: 7/10