rageman.pl
Muzyka

Fleetwood Mac – Rumours

rok wydania: 1977

wydawca: Warner

 

(zanim przejdziemy do meritum – dwa ogloszenia parafialne. chodzi o glosowanie. wiec:

1. film w ktorym mialem przyjemnosc ekhm zagrac – „Dla Ciebie I Ognia” – jest nominowany w plebiscycie Stopklatki jako najlepszy polski film offowy. glosujemy wchodzac pod ten link – http://www.stopklatka.pl/inf/ trzeba sie jednak wczesniej zarejestrowac, ale naprawde NAPRAWDE zajmuje to jakies 30 sekund. podajecie mejla,, na ktory dostajecie odpowiedz, klikacie w link tam podany i juz mozna glosowac. mozna glosowac tylko raz, ale kazdemu kto pokombinuje z IP i zaglosuje wiecej razy dedykuje jakas notke.

2. great friend of mine – grzechu kwiatkowski – jest nominowany w nagrodach Gazety Wyborczej „Sztormy Roku” w kategorii Literatura za tomik poetycki „Przeprawa”. nie trzeba sie rejestrowac, jeno tylko esemesa poslac pod numer 70007 o tresci SZTORM 6. nie musze dodawac chyba, ze koszt smsa jest bardzo tani, a podatek vat to juz doslownie grosze. jesli zaglosujecie, to Grzesiu dedykuje Wam wiersz w kolejnym tomiku)

okej, a teraz meritum. ’77, pamietacie? ja tez nie, ale wydaje mi sie ze to byl bardzo fajny rok. debiut Sex Pistols, Gwiezdne Wojny, ale jak dla mnie to przede wszystkim „Rumours”.

nie bedziemy sie rozwodzic nad postacia zespolu Fleetwood Mac, czy lepszy byl ten bluesowy z Peterem Greenem, czy popowy ze Stevie Nicks i Lindseyem Buckinghamem. wspomnijmy tylko o kontekscie historycznym, ktory mial tu spore znaczenie. otoz jak wiadomo, najwieksze dziela rodza sie w bolach. tu chodzilo o to, ze dwoch panow – wspomniany Buckingham i basista John McViez – nie postapilozgodnie z niepisana zasada „nie rwij dupy z twojej grupy” i wdalo sie w zwiazki z kolezankami od wokali – wspomnianej Nicks oraz Christine McVie. niestety ow zwiazki – oraz perkusisty Micka Fleetwoda z blizej nieznana pania – porypaly sie dokladnie w tym samym czasie, w czasie tworzenia „Rumours”. dlatego wyszedl album ktory stanowi niemal concept album, bo prawie wszystkie teksty sa wlasnie o rozpadach zwiazkow i emocjach tym eventom towarzyszacych.

czyli co? czyli EMO. rzecz jednak w tym, ze nie znam drugiego takiego albumu, ktory rozprawialby sie z taka tematyka z taka klasa i za pomoca tak kapitalnych melodii (oczywiscie mowimy o skali albumowej, bo pojedyncze piosenki pewnie by sie znalazly). okej, nie ma co ukrywac – dzieki dolaczeniu amerykanow Nicks i Buckingham granie FM sie mocno zblizylo do estetyki typu Supertramp czy Eagles. czyli softrock, melodie ultrapopowe. taka stylistyka sie broni tylko dzieki genialnym piosenkom. tu mamy ich calkiem sporo. wymienmy pare.

przede wszystkim „Go Your Own Way”. chyba jednoczesnie najostrzejszy tutaj i jednoczesnie najbardziej gorzki w wymowie. co nie przeszkadza temu, by refren byl jednym z najlepszych jakie kiedykolwiek powstal. nie, zaraz. to JEST najlepszy refren jaki powstal. no, jak na moj spaprany gust. piosenka zycia, ale tak naprawde, bo wiem ze czesto podobnych sformulowan uzywam. i chyba najbardziej mnie poruszajaca solowka gitarowa. a jednoczesnie piosenka, ktora miala farta towarzyszyc jednym z najlepszych scen w historii kina. prosze:  http://www.youtube.com/watch?v=sozP3BlQmfU oraz http://www.youtube.com/watch?v=ar0PkcDwpF0&feature=related od 4:13 do 6:04.

tuz obok czai sie zupelnie inny w klimacie „Songbird”. tylko piano i wokal Christine. no i ta melodia i przekaz. dzizys, dlaczego to jest takie piekne. nie no. nie moge tergo sluchac…. nie…. nieeee…. twardy badz…. UEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE….. CIĘCIE!

 

ale na tym nie koniec. bo jeszcze „Never going back again”, z cudna partia akustycznej gitary. czy brzmiacy ultraoptymistycznie „Don’t stop” z przekazem typu „patrzaj w przyszlosc, nie przeszlosc”.czy chyba najbardziej progresywnie tutaj brzmiacy dwuczesciowy „The Chain”, z kapitalna praca sekcji rytmicznej (bass w intrze drugiej czesci to masterpiece). czy „Gold Dust Woman”, indywidualne dzielo Stevie Nicks, nietypowe bo o dragach. swoja droga, dziewucha ma jeden z cudniejszych zenskich wokali. niby tracacy lekkim country ale jednak przeuroczy.

moznaby jeszcze pare numerow wymienic tutaj. pare numerow niestety moznaby tez wymienic w tym znaczeniu, ze dobrze zrobilaby plycie ich nieobecnosc (tym bardziej, ze sie skumkumulowaly wszystkie obok siebie pod koniec plyty). dlatego oceny najwyzszej byc nie moze. co wiecej, nie da sie ukryc, ze pomimo nagrody Grammy za album roku, pomimo wysokiego natezenia swietnych melodii i sprzedazy liczonej w dziesiatkach milionow, znaczenie historyczne tego cedeka jest znikome. z drugiej jednak strony… jesli wczoraj na rozdaniu Grammy albumem roku zostalo uznane wydawnictwo, o ktorym zapomnial sam autor (kumajcie motyw: „Raising Sand” Roberta Planta jest jego PIERWSZYM GRAMMY), to przy tak nisko zawieszonej poprzeczce trzeba naprawde wyrozniac takie cudenka jak „Rumours”.

 

najlepszy moment: GO YOUR OWN WAY

ocena: 9/10

Leave a Reply