rageman.pl
Muzyka

Pearl Jam – 6/16/00 – Katowice, Poland

rok wydania: 2000

wydawca: Epic

 

to bylo tak: „PEARL JAM PRZYJEZDZA DO POLSKI!!!!!!! JEDZIEMY!!!!!” oczywiscie te slowa padly z ust mojej Siostry, bo sam bym na cos takiego nie wpadl. jak to? jechac na KONCERT DO KATOWIC? niby 16 lat juz mialem wiec wiedzialem co to impreza (huehuehue), ale zeby jechac na koncert do innego miasta? ale jednak wyszlo. i chociaz za te inicjatywe bede Kasi wdzieczny do konca zycia, to jednak zaluje ze sie nie wstrzymalismy z zakupem biletow. tak de facto, to do dzisiaj, sluchajac tego bootlega, pluje sobie w brode i takie tam.

bo ten drugi koncert PJ w Polsce wyszedl przypadkiem. gdzies odwolali koncert, to ktos genialny wpadl na pomysl, ze skoro pierwszy koncert w Spodku sie wyprzedal, to mozeby zorganizowac drugi. no i zorganizowano. przyszla polowa tego, ktora bawila sie dzien wczesniej. ale dzieki kameralnej wrecz atmosferze wyszedl jeden z najlepszych koncertow ever. to nie moje slowa, to Veddera i spolki.

i naprawde, ta magia jest wyczuwalna nawet na plycie. ale nawet jak ktos jest nieczuly na takie rzeczy, to musi ugiac kolana przed repertuarem. a przynajminej ja uginam, bo jest to wszystko co skladalo by sie na moj „wishlist” perldzemowy. „off he goes”. „immortality”. „soldier of love”. „yellow ledbetter” na final. „state of love and trust”. „black”. „smile”. eeeee, zaraz, zle wymowilem: „STATE OF LOVE AND TRUST”!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! hajlajt koncertu. wespol z „Daughter”, w ktory wpleciono tym razem „Another brick in the wall pt2” Pink Floyda. DRESZCZ.

i moznaby o tym koncercie dluuugo pisac. ale lepiej posluchac. a ja wreszcie lece na impreze, wiec do jutra.

 

najlepszy moment: STATE OF LOVE AND TRUST

ocena: 8,5/10

Leave a Reply