rageman.pl
Muzyka

Pearl Jam. Roślina

rok wydania: 1998

autor: Małgorzata Taklińska

 

zasmucila mnie informacja o smierci Zbigniewa Religi. szanowalem faceta. no ale coz…

dobra, a teraz na temat. wracamy do tematu Pearl Jam, tyle ze tym razem w wydaniu ksiazkowym. bo jak kazdy popularniejszy i w niektorych kregach kultowy zespol, rowniez i oni doczekali sie ksiazki na wlasny temat. i to popelnionej przez nasza rodaczke.

dotychczas kojarzylem nazwisko Taklinskiej z branzy fonograficznej (ostatnio QL Music bodajze), wiec sie zdziwilem widzac jej nazwisko na okladce. dziewczyna poradzila sobie, choc nie ma co tez udawac, ze napisane to jest jakims unikalnym jezykiem. ot, rzetelna robota patrzac z pozycji niewtajemniczonego obserwatora. a z pozycji autorki i fanow PJ? coz, nie wiem nic o wieku pani Gosi, przypuszczam jednak ze piszac ow dzielo (wersja z ’98 roku jest drugim wydanie ksiazki, byly tez pozniejsze) byla osoba raczej mloda i bardzo zakochana w Pearl Jam. stac ja na krytyke poszczegolnych piosenek, ale generalnie mamy do czynienia z peanem na czesc zespolu. i co wiecej, pani Taklinska nawet nie probuje udawac ze jest inaczej. za szczerosc ma plusa.

krytyka ogranicza sie do poszczegolnych piosenek, bo i w sumie nie ma co krytykowac. droge, jaka obral PJ jesli chodzi o kwestie okolomuzyczne, mozna albo w calosci odrzucic lub pochwalic. ciezko im zarzucic brak konsekwencji (tym bardziej, jesli historia zatrzymuje sie na ’98 roku, kiedy jeszcze PJ nie przeprosil sie ani z klipami ani z Ticketmasterem), niedorzecznym byloby nazwac ich przekorna postawe jako przewrotny sposob na marketing. nie ma tu tez krytyki indywidualnych zachowan czlonkow zespolu, bo takowych Taklinska nie odnotowuje. moznaby uczynic z tego glowny zarzut wobec dziela pani T., bo to zazwyczaj w opracowaniach ksiazkowych szukamy informacji na temat zycia prywatnego muzykow. rzecz w tym, ze perldzemowcy robia wszystko, by patrzec na nich tylko i wylacznie przez pryzmat dokonan muzycznych i Taklinska to uszanowala. wiec okej.

plusy sie naleza za obszerna relacje z pierwszego koncertu PJ w Polsce (listopad ’96) i za wywiad z gitarzystami zespolu (trudno jednak by majac okazje na przeprowadzenie takowego nie „pochwalila” sie nim nigdzie). zdjecia srednio absorbujace, ale lepszy rydz niz nic. opracowanie dyskografii bez zarzutu. ciezko mi sie troche polapac w „drzewku” obrazujacym powiazania miedzy zespolami w Seattle, no ale zawsze mam Wikipedie. rozczarowalo mnie natomiast tlumaczenie tekstow piosenek. ja rozumiem, ze to tylko dodatek do glownego dania, jakim jest reszta ksiazki. poza tym Vedder ciezko pisze, sporo w tym luznych impresji i dwuznacznosci („like Muhammed hits the truth”). tlumaczenie tego w doslowny sposob owocuje jednak tym, ze frontman PJ jawi sie jako srednio pojety uczen Piotra Roguckiego. a chyba nie o osmieszenie EV chodzilo. kolejny raz sie okazuje, ze tlumaczenie moze byc albo piekne albo wierne. ja wole to pierwsze.

niemniej na lepsza ksiazke o PJ nie trafilem. a ze to polska inicjatywa wiec ocena koncowa szybuje w gore.

 

najlepszy moment:  „NIE WEZMĘ JUŻ NIGDY KUTASA ŚW. MIKOŁAJA DO UST” (tendencyjny wybor, ale to tlumaczenie mnie rozczulilo)

ocena: 7,5/10

Leave a Reply