Kazik – Melassa
wydawca: SP Records
poniewaz Kazimierz Staszewski mial w czwartek 46 juz rodziny, z tej okazji poswiecimy mu dwie notki, dotyczace jego dwoch najpopularniejszych wcielen – Kazik solowy i Kult. od razu jednak zaznacze, ze stawiamy na szczerosc a nie na laurkowosc. zreszta kazdego o zdrowych zmyslach (przypuszczam ze nawet samego bohatera tych notek) ocena plyty Kultu nie zdziwi. no, ale zaczynamy od solowki. tu jest znacznie lepiej.
pamietam doskonale oczekiwanie na ten album. wszak jego poprzednik – „12 groszy” – wywindowal Kazika nie tylko na komercyjne szczyty, ale takze artystyczne (oczywiscie ograniczamy kontekst do solowych dokonan). no a gdy w koncu sie „Melassa” pojawila… co druga osoba z ktora gadalem miala ten album, wiec przypuszczam ze sprzedaz byla satysfakcjanujaca na tyle, by Kaziu spedzil spokojne wakacje na Teneryfie. przpuszczam jednak ze spora czesc tych nabywcow po kilkukrotnym odsluchaniu „Melassy” nigdy juz do niej nie wrocila.
na papierze wyglada to wybornie. takie nazwiska jakie tu graja powinny gwarantowac najwyzszy poziom. wiekszosc to oczywiscie starszy znajomi: Piotr Wieteska – menago kazikowych projektow i wspolzalozyciel Kultu, Slawek Pietrzak – wydawca czy koledzy z Kultu – Banan, Goehs i Zdunek. sa tez jednak osobnicy „niezrzeszeni” z odmiennych kregow tak towarzyskich, jak i stylistycznych – mlodziutki jeszcze wtedy Waglewski Jr. aka Emade (tutaj jako DJ M.A.D.), Leszek Mozdzer, niezyjacy juz niestety wlasciciel bydgoskiego „Mozgu” Jacek Majewski czy wreszcie Edyta Bartosiewicz. najwazniejszym jednak partnerem muzycznym Kazika jest tutaj reprezentant Gdanska Olaf Deriglasoff (z ktorym Kazik bedzie tez wspolpracowac w przyszlosci). i chociaz jego wklad kompozytorski na „Melassie” jest niewielki, to jego gre uslyszec mozna w niemal kazdym z dwudziestu numerow i naprawde nalezy sie pelen szacun dla niego. kto wiec jest odpowiedzialny za to, ze „Melassa” nie jest plyta wybitna? Kazik. a wlasciwie jego podejscie do tego, czym powinien byc album muzyczny.
bo absolutnie nie zgadzam sie z tym, ze CD powinno sie upychac do granic mozliwosci wszystkim, co udalo sie zarejestrowac w studiu. pieprze programowanie plyty w odtwarzaczu. jesli album ma byc killerem absolutnym, to powinien zachwycac od poczatku do konca odsluchu. i dopoki Kazik sobie tego nie uswiadomi to niepredko znow stworzy album dziejowy. moze fanatyczni wielbiciele ciesza sie z takiego podejscia idola. ale ci, co przed Kazikiem na kolana nie padaja i chca obiektywnie ocenic jego plyty maja dosyc utrudnione zadanie. i to nawet nie chodzi o to, ze takie numery jak „Szyby brudne” czy „Do You Remember?” to sa numery do szpiku kosci zle. tak nie jest. wydaje mi sie jednak, ze Kaziu tworzy takie numery z przyslowiowym palcem w D. a powinien tenze palec wyjac i przylozyc sie bardziej. to ze te numery brzmia tak a nie inaczej wynika moim zdaniem z lenistwa a nie impotencji tworczej. co jeszcze bardziej rozczarowuje.
druga grupa numerow, ktorych na „Melassie” chyba najwiecej, to te, ktore w zaden sposob nie mozna nazwac wybornymi, ale tez ciezko im zarzucic brak chwytliwosci. najlepsze przyklady „Chcem piwa cz.2” czy „Randall i duch Hopkirka”. wiekszosc z nich opiera sie na siermieznym polaczeniu metalowej gitary i prostego beatu elektronicznego. ktore lsnilyby w pastiszowym repertuarze El Dupy (ktora zreszta zajawila sie na rynku w podobnym okresie co „Melassa”), ale w repertuarze Kazika solowego znow prowokuja do oskarzen o lenistwo. ale znow – to na swoj malo wybredny sposob chwytliwe tracki, poza tym dobrze korespondujace z tekstami wymierzonymi w dresiarstwo i inne objawy patologii, wiec koniec koncow jestem na Tak.
no i wreszcie ta trzecia grupa numerow, sprawiajaca ze „Melassa” jest mimo wszystkim godnym nastepca „12 groszy”. ba, poteguja wrecz zal, bo przy dobrej selekcji, tj wyeliminowaniu pierwszej grupy numerow i lekkim dopracowaniu drugiej, „Melassa” bez zadnych watpliwosci robilaby za najlepszy album Staszewskiego w wersji solo. tak sie sklada, ze nazbieraly sie one blisko poczatku plyty. juz poczatek-skit w postaci wiadomosci na sekretarce automatycznej jakiegos oszoloma wprawia w dobry humor. potem jest numer tytulowy z podkladem jakby dubowym i koncerotwymi samplami. generalnie przekaz numeru sprowadza sie do tego, ze oto mamy do czynienia z fikcyjna grupa „Melassa”. ladne nawiazanie do The Beatles, choc nie wiem czy swiadome. dalej jest singlowa lokomotywa albumu i jedna z najlepszych rzeczy jakie popelnil Kazik. o „Czterech pokojach”. jesli chodzi o muzyke – kapitalny powrot muzyczny Piotra Weteski. kapitalny, wrecz funkowy bass ciagnacy calosc. dlaczego ten facet zrezygnowal z komponowania az do czasow „Buldoga”?? nie ogarniam. wisienka na torcie jest wokalny udzial Edyty Bartosiewicz. BAJKA. przede wszystkim jednak – to jest jeden z najlepszych tekstow Kazika. jesli mialbym wybrac jeden tekst opisujacy to, czym jest kapitalistyczna Polska, to bylyby to wlasnie „4 pokoje”. jest tu wszystko- frustracje wynikajace z pogody, absurdalnosc polskiej polityki, nieudolnosc polskich pilkarzy noznych (na szczescie to ostatnie ciut sie poprawilo od 2000 roku…). a to wszystko podane w rozbrajajacej manierze a’la „zmutowany Joka z Kalibra”. genialna rzecz.
niewiele gorzej sprawuja sie pozostale single. „Mars Napada” to w sumie powtorka z tematyki „4 pokoi”, ale osadzone w ciekawym kontekscie napadu na Polske przez obywateli Marsa. kazikowe uwielbienie dla Ed Wooda sie klania. natomiast Kultowy troche, refleksyjny „Gdybym wiedzial to co wiem” to juz rzecz ktora smialo mozna nazwac sztuka przez wysokie S. do najpopularniejszej grupy Kazika nawiazuje tez zamykajacy calosc „Lsnij potego kosciolow” (ta waltornia!). czemu Kult nie pisze juz takich piosenek? wyienmy jeszcze pare godnych zakwalifikowania do hajlajtow plyty numerow: „Miliarderzy” (jeden z najlepszych „skitow” polskiej muzyki – genialna parodia Huberta Urbanskiego, no i SWITOŃ MC, „Boli mnie w krzyzu”, HELOU), „Kochajcie dzieci swoje” (struktura psalmu, naprawde robi wrazenie), „Mazzieh (African In Paris)” (historia pilkarza z Nigerii podana przez Kazika w narzeczu kaleczacym jezyk angielski)…
powtorze jeszcze raz – to mogl byc najlepszy album Kazika solowego. i za ten potencjal taka a nie inna ocena.
najlepszy moment: GDYBYM WIEDZIAŁ TO CO WIEM
ocena: 7,5/10

