rageman.pl
Muzyka

U2 – Achtung Baby

rok wydania: 1991

wydawca: Island

 

ta notka miala sie pojawic wczoraj, w ramach dnia swietego Patryka. o ktorych to wczoraj zreszta przypomnialem sobie dopiero wieczorem. no ale trudno, nic sie nie stalo. o najpopularniejszym towarze eksportowym mozna napisac zawsze. w koncu tworczosc U2 jest ponadczasowa, hahaha.

a tak powaznie rzecz ujmujac – „Achtung Baby” jest dla mnie wlasnie TYM albumem U2. oczywiscie zajebiscie lubie dokonania z lat 80’tych (chociaz bez przesadyzmu, do maniakow Bono i spolki bym sie nie zaliczyl), takie numery jak „Sunday Bloody Sunday”, „New Year’s Day” czy „I Will Follow” spokojnie zalapuja sie na liste moich naj trackow. ale jesli mam posluchac ALBUMU U2, takiego ktory w calosci mnie pochlonie na te czterdziesci pare minut, to w pierwszej kolejnosci wybieram wlasnie „Achtung baby”.

dla wielu na tym albumie skonczyl sie U2 jaki poznalismy w latach 80tych – mistyczny, z tekstami zaangazowanymi spolecznie, z niepowtarzalnym soundem doprowadzonym na Joshua Tree do perfekcji. z tym sie zgodze. nie zgodze sie natomiast z tym, ze zaczal sie tutaj U2 komercyjny, ultrastadionowy,  bedacy karykatura samego siebie. zacznijmy od konca – karykaturalne podejscie bylo efektem zamierzonym i kapitalnie obmyslonym, co bylo widac na trasie ZOO TV (o wydawnictwie dvd dokumentujacym to przedsiewziecie pisalismy juz). stadionowosc juz zostala osiagnieta wczesniej i skoro nie ma praktycznej mozliwosci powrotu przy takiej skali popularnosci do malych klubow, to przynajmniej wykorzystajmy mozliwosci jakie daje stadion i gigantyczny budzet. znow odsylam do dokumentacji ZOO TV (w mniejszym stopniu do videozapisu PopMart, bo tam rzeczywiscie juz bylo przegiecie). no i last but not least – co jest, motyla noga, komercyjnego w budowaniu swego brzmienia i wizerunku od nowa? dla wielu lata 90te w wydaniu U2 byly okresem prob i bledow a dla mnie to prawdopodobnie najciekawszy okres w historii tego zespolu. potwierdzajacy, ze sa zespolem z krwi i kosci, poszukujacym, nie zainteresowanym odcinaniem kuponow. i chociaz „Pop” byl juz slepym zaulkiem i powrot na przelomie wiekow do „rockowych korzeni” byl, zdaje sie, czyms nieodzownym , to mimo to szkoda ze przy tym wpuszczaniu swiezego powietrza wywialo gdzies artystyczny potencjal. no ale o tym innym razem moze.

wrocmy do „Achtung Baby”. zespol w trakcie tworzenia teog albumu byl na krawedzi rozpadu. sekcja rytmiczna chciala dalej „dawac rockowego czadu”, frakcja o smiesznych ksywach bono-edge zainteresowala sie w tym czasie alternatywnym rockiem z jednej strony, a elektronika z drugiej. kolejny dowod na to, ze najwieksze dziela rodza sie w dupnych okolicznosciach. zwasnione strony pogodzilo dopiero napisanie numeru o zwiezlym tytule „One”. rzecz oklepana bardziej niz tylek wzietej striptizerki, ale nie snobujmy sie – to jest naprawde piekny kawalek, najwybitniejszy w tym zestawie. a przy tym rozniacy sie od „klasycznej rock-ballady” not-so-romantycznym tekstem. wcale nie jest pieknie, baby, ale musimy byc razem. nie jest to jakis wybitny w wartwie instrumentalnej kawalek, ktorego nikt w swiecie by nie zagral tak jak U2. przypuszczam ze paru wykonawcow moglo sie w tym czasie zastanawiac „czemu ja tego nie napisalem?”.

trzeba przyznac ze nawet jesli „One” jest niepodobny do tego, co U2 proponowalo wczesniej, to na „AB” brzmi najbardziej klasycznie. bo reszta to juz nowe podejscie: melodie uwiklane slabiej badz mocniej w siec przepakowanej efektami gry instrumentalistow. nie to aby na wczesniejszych albumach U2 bylo cos nie tak z produkcja, ale nigdy wczesniej nazwiska producentow Briana Eno i Daniela Lanoisa nie byly tak znamienne jak tu wlasnie. przegiecia typu „Zoo Station” czy „The Fly” to najjaskrawsze przyklady nowego podejscia. industrialnie pykajaca perkusja, gitara zdelayowana do granic mozliwosci, przetworzony wokal Bono… ale sa tu tez melodie, gdzie slychac ten stary U2, pozwalajacy swa gra wzbic sie w przestworza, jak „Ultraviolet (Light My Way)”  czy „Acrobat”. o to jednak, by nie byl to podobny odlot jak przy „Pride” zadbali panowie producenci. co nie zmienia faktu, ze jesli ktos pokochal U2 w latach 80tych za melodie, nie ma prawa odwrocic sie od nich przez „Achtung Baby”.to wciaz TE nuty, tylko ze troszke inaczej brzmiace.

moze irytowac poczucie misji Bono, caly medialny szum nie pozwalajacy ani na chwile zapomniec, ze U2 to Najwiekszy Zespol Swiata. ale warto pamietac, ze nawet jesli U2 juz w najmniejszym stopniu nie jest ani genialnym ani inspirujacym zespolem, to czesto takowym bywal i nawet ich dzisiejsze najbardziej zenujace wyczyny tego nie zmienia. pamietajcie o  „Achtung Baby”.

 

najlepszy moment: ONE

ocena: 9,5/10

Leave a Reply