Lars Danielsson & Leszek Możdżer – Pasodoble
wydawca: ACT Music
tak jakos, przy okazji Kazikowej „Melassy”, przewinal sie Mozdzer przez chwile, wiec na dzisiejszym wykladzie znow pomowimy o tej postaci.
szanuje i cenie sobie osobe Leszka i jego tworczosc, ale nie na tyle, by byc na biezaco z jego dokonaniami. wiec tym razem refleksje beda swieze, dopiero co po przesluchaniu. ale nie sadze by opinia na temat „Padodoble” jakos mi ewoluowala z czasem. zreszta, nie ma takiej potrzeby. to dobra plyta i niech tak zostanie.
z danielssonem juz lechu wczesniel wspolpracowal, jednak w duecie pracowali przy okazji „Pasobodle” po raz pierwszy. i raczej rozni sie to od tego, co ci panowie wyprawiali wespol z zoharem fresco. rozni sie to tez znacznie od wychwalanej tu niedawno solowki Leszka „Piano”. pomimo iz zebralo sie tu pare instrumentow (poza pianem i kontrabassem tez skrzypce chociazby), to jest to rzecza mocno kameralna, wyciszona, momentami wrecz minimalistyczna, jak okladka tegoz wydawnictwa. mozna odniesc tez wrazenie, jakby panowie postawili na jeden klimat tym razem. ma byc pieknie, ma wprowadzac w blogi nastroj. nie ma tu cytatow z popkultury (choc trafila tu przeorbka tradycyjnej, bodajze skandynawskiej piesni), wlasciwie tylko mozdzerowa kompozycja „Follow my backlights” podwyzsza cisnienie. no wlasnie, byc moze dlatego ze za wiekszosc numerow odpowiada Danielsson. czy to zle? skadze, wrecz przeciwnie.
ostatnio dopadla mnie refleksja natury muzyczno-egzystencjalnej. otozthe question is – co jest w Muzyce (moznaby uogolnic do Sztuki jako takiej, ale zostanmy przy dzwiekach) wazne? albo inaczej – jakie kryteria w ocenie muzyki sa wazne? moze jeszcze bardziej scisle – czy jest cos takiego jak Obiektywna Ocena Dziela Muzycznego? nie bedziemy teraz rozpisywac sie na ten temat, posluze sie tylko wnioskiem z dyskusji, jaka przeprowadzilem na ten temat: Nie mam pojecia, czy obiektywnie to co tworzy Mozdzer jest dobre. byc moze gdybym byl bardziej ostukany w jazzie to bylbym w stanie to ocenic. byc moze Mozdzer jest Happysadem czy Comą muzyki jazzowej i gdybym uslyszal w zyciu wiecej jazzu niz Trzaske, Davisa czy Coltrane’a, to byl wysmial Mozdzera. maybe.. but I don’t give a fuck! mnie nuty Mozdzera ruszaja. mi sie to zwyczajnie, ot tak, bez jakiejkolwiek erudycji w temacie jazzu, to podoba! CZUJE to, ot tak, tak zwyczajnie, tak po ludzki, tak po prostu. i niech ten wniosek posluzy za ocene dzisiaj omawianej plyty. i mam tylko nadzieje, ze gdy juz sie zapoznam z wszystkimi bebopami i free jazzami swiata (choc co ja bede sciemnial – najpierw chce poznac wszystkie hardcore’y i hiphopy jakie powstaly na ziemi, hehehe), ze ten podziw dla muzyki mozdzera bedzie szedl w parze ze zrozumieniem. choc jak wiadomo, „bo dżezu nikt nie kuma nieee. a krytyk wlasnie zesral sieee”.
najlepszy moment: FELLOW
ocena: 7,5/10

