rageman.pl
Muzyka

IGS – Ekspedycje

rok wydania: 2001

wydawca: RRX

 

zostajemy w polskich klimatach, wracamy jednak do hiphopa.

jakos w tej naszej lokalnej odmianie kultury hiphop plyty producenckie wciaz sa rzadkoscia. nie jest juz tak na szczescie jak w pierwszych latach, kiedy za 3/4 podkladow w polskim hiphopie odpowiadal Volt. ale nawet dzisiaj w ten sposob o wlasna marke jako beatmakera dba niewielu – Magiera, dj decks, noon… moze troche przesadzam. ale dlatego, iz naprawde mamy zdolnych producentow i ta „galaz” hiphopu zajebiscie sie rozwinela. na tyle, ze takie plyty moga stanowic o wiele bardziej lakomy kasek niz plyty podpisane nazwiskiem rapera. czego „ekspedycje” dobrym przykladem.

Igor, znany takze jako IGS, to osobnik, ktory starowal jeszcze w „zlotych latach polskiego rapu”, czyli drugiej polowie lat 90tych. przypuszczam ze najwiekszy sukces komercyjny odniosl „Sinusem” nagranym z Duze Pe. plyta, ktora zjebal sobie opinie u wszystkich tych, dla ktorych Duze Pe = UMC = Hiphopolo. czyli u sporej ilosci ludzi. troche nieslusznie, ale niezbadane sa sciezki, po ktorych podazaja umysly niektorych prawilnych sluchaczy i tworcow hiphopu. na szczescie „Ekspedycje” powstaly jeszcze przed „Sinusem”, wiec do wspolpracy z igorem pchala sie wtedy jeszcze smietanka polskiego hiphopu. ale koniec koncow „Ekspedycje” bardziej stanowia przeglad slaskiej sceny hiphopowej, z paroma wyjatkami.

byc moze dzisiaj te producke igora brzmia wrecz archaicznie. ba, nawet jak na poczatek 21 wieku mogly brzmiec oldskulowo. bo tu nie ma baunsu, nie ma futurystycznych klimatow, popu tez jak na lekarstwo. rzadzi formula beat/sampel, bezproblemowo tworzony na fruityloopsie. ale jesli to sa dobre sample, jesli bass jest tworzony „live”, jesli rzeczywiscie brzmi to staroszkolnie, to czy to zle? dla mnie jak najbardziej nie. tym bardziej ze nie brzmi to monotonnie, klimat jest zajebiscie roznorodny. jest regalowo/dubowo w „Protescie” (rowniez w „To co mozesz dac”, choc tu autorstwo beat jest przypisane Mustafarai). jest refleksyjno-melancholijnie w „jest przed”. podklad „hawajskich koszul” brzmia niczym wyjete z imprezy w nadbaltyckim (do hawajow troche brakuje, hehe) kurorcie. to komplement. „miejski obled” to juz zas wrecz mrok, spotegowany przez przekaz tekstu.

no wlasnie, teksty. tak sie sklada, ze wymienione powyzej numery mozna tez uznac za najciekawsze takze pod wzgledem wokalnym. oczywiscie skoro reggae+polski hip hop, to musi byc Gutek. i dobrze. przyznam ze wolalem czasy, kiedy za takie klimaty w polskim rapie odpowiadal Gitek anizeli Miodu. w obu kawalek towarzyszy mu Bas, ale to raczej osobnik slusznie siedzacy w drugiej lidze. nieslusznie zas swiat zapomnial o Dene („miejski obled”) czy przede wszystkim Prohibeate (czyli Hastu i Risku, odpowiedzialni za „jest przed”). niespecjalnie darze sympatia Piha i jebie mnie legendarnosc Jedensiedem, niemniej „hawajskie koszule” i „masz czego zalowac” nalezy przypisac do pozytywniejszych fragmentow plyty. troche gorzej, choc wciaz mega sympatycznie, wypadaja rownie legendarne sklady jak Kaliber 44 czy Grammatik.

niespecjalnie wypadaja Jajo, Gano czy przede wszystkim Fokus. chociaz… milo sie slucha tej plyty miedzy innymi dlatego, ze Fokus mial tu jeszcze cos ciekawego do powiedzenia. co juz dzis nie jest tak u niego oczywiste.

wlasnie – ta plyta to poza niezlymi trackami takze przesympatyczna podroz sentymentalna. do czasow, kiedy Fokus rozwalal kazda zwrotka. do czasow, kiedy Pih nie mial kosy na Igsa i wszystkiego co zwiazane z Duzym Pe. no i przede wszystkim do czasow, kiedy Kaliber 44 wciaz byl potega. aktywna wydawniczo potega.

 

najlepszy moment: PROHIBEATE – JEST PRZED

ocena: 7/10

Leave a Reply