Erykah Badu – Baduizm
wydawca: Kedar
wracamy do spiewajacych Pan. i uzupelniamy omowienie tworczosci pani Badu.
najpierw debiut. dzis juz wlasciwie klasyka, z ktorej wydaniem datuje sie narodziny tzw neo-soulu. czyli, pokrotce rzecz ujmujac, soul lat 70tych przepuszczony przez sitko urban brzmien z dekad pozniejszych, z hiphopem oczywiscie na czele. czyli powinno sie spodobac zarowno fanom arethy franklin czy billie holiday (do ktorej badu jest porownywana) jak i ziomkom zasluchanym w a tribe called quest czy the roots (ktorzy nieraz i niedwa wspolpracowali z Badu, rowniez na „Baduizmie”). geste jak smola podklady, wolne jak znudzony slimak, niemniej wyraznie zarysowane beaty no i TEN WOKAL. dostojny i potezny, ale jednoczesnie slodki jak cukierek. unikat.
szczerze powiedziawszy to jesli chodzi o aranzacje, czy generalnie warstwe instrumentalna, to ciekawsze rzeczy dzieja sie na pozniejszych plytach, z drugim w kolejnosci „Mama’s Gun” na czele. „Baduizm” to przede wszystkim kultowe juz songi. do mainstreamowej swiadomosci Erykah przebila sie „On&On”. rzeczywiscie kapitalna rzecz, dzieki charakterystycznemu „szumkowi” w tle brzmiaca jakby zywcem przeniesiono z winyla jakis hit sprzed paru dekad. swietna rzecz, ale prawdziwa bomba czai sie tuz obok, pod indeksem namba 3. „Apletree” jej na imie. cudnie zwiewna, w glowie rodzi sie idea spacerku w wiosenny, nieprzesadnie sloneczny dzien po parku miejskim w ukochanym city (do wyboru 3miasto lub New York). nie dziwota, ze Monisia Brodka wygrala „Idola” spiewajac wlasnie ten numer. ale takich trafionych blisko srodka tarczy piosenek jest tu wiecej. niepotrzebnie podzielono „Rimshot” na intro i outro, bo melodyja predysponuje numer do miana singla. cudnie bulgocze bass w tle „Certainly”. w „Drama” na bassie popisuje sie zas jazzman Ron Carter. najlepsza kombinacje liryki+muzyka stanowi zas chyba „Next Lifetime”. no wlasnie – tekstowo niestety juz tak fajnie nie jest. nie mozna niby odmowic tym tekstom szczerosci i bezpretensjonalnosci, ale jakas wybitna poezja to nie jest. albo inaczej – nie czuje tego. moze dlatego, ze nie wchodzilem w zwiazki z czarnymi kolesiami, wiec nigdy nie dotyczyly mnie problemy z tym zwiazane. ale dopiero cwierc wieku za mna, moze jeszcze skumam w czym rzecz. co ciekawe, erykah przy nagrywaniu tej plyty tez miala 25 lat. ale nie wiem co w zwiazku z tym.
jak juz pisalem – wole gdy mi murzyni rapuja niz spiewaja (jesli zabrzmialo to rasistowsko to przepraszam czarnoskorych czytelnikow bloga). dobry rap od tylu lat, wiadomo. dlatego na kolana przed Badu (a przynajmniej przed jej muzyka, heee) nie padne, tak jakby na to dzieki „Baduizmowi” zaslugiwala. niemniej mega szacun i przewielka sympatia dla wiekszosci piosenek jest. wypada znac.
najlepszy moment: APPLETREE
ocena: 8/10

