Cypress Hill – Stoned Raiders
rok wydania: 2001
wydawca: Soul Assassins
jedziemy dalej z cudna rap nuta.
nie bede ukrywal, ze Cypress Hill to jeden z moich faworytow w swiecie hiphopu. kazdy bardziej zapoznany z moim gustem szybko rozgryzie powody tego stanu. po pierwsze, oldschoolowa szufladka. niby ’91 to juz nie Zlota Era, ale to przeciez wciaz byl kapitalny czas dla tej kultury. po drugie – zachodnie wybrzeze. niby nie typowe, g-funkowe, ale jednak jest w podkladach Muggsa ten charakterystyczny element, nie do skojarzenia z New Yorkiem chociazby. ale naprawde nie wiem jak to nazwac. jesli ktos powie „sila autosugestii”, lub potocznie rzecz ujmujac – „rejdzmenowe pierdolenie”, to moze miec racje. no i trzeci powod – przyjazn z rockiem. choc gitary krazyly wokol cyprusowego wzgorza od poczatku ich kariery (Sen Dogowy projekt Sx-10, soundtrack „Judgement Night”, kolaboracje z deftones, ratm czy fear factory), to na samym jego terenie pojawily sie wlasciwie dopiero na „Skull & Bones”. a ze wraz z nimi przyszedl sukces komercyjny, to panowie postanowili pojsc za ciosem.
w przypadku poprzednika „SR” mielismy dwa dyski – glowny cedek z samym rapowym stuffem i bonusowy dysk z 6 gitarowymi trackami. Nacpani Najezdzcy to juz jedna plyta, ale proporcje wlasciwie podobne – gitary slychac w 5 na 15 piosenek. coz, jako muzyczny biseks zorientowany zarowno na rock jak i rap zawsze bede darzyl sympatia proby laczenia tych stylistyk. trudno jednak nie zauwazyc, ze trudno gitarowe kawalki z SR nazwac muzyczna orgia. nie wypada zarzucac B-Realowi i spolce lotow koniunkturalnych – przeciez m.in. sciezka dzwiekowa do „Judgement Night” tworzyli podwaliny raprocka, rapmetalu czy nawet numetalu. ale niestety w 2001 ich raprock brzmi jak tworzony przez malo pojetnych uczniow. ze znikomym polotem aranzacyjnym i jeszcze slabsza produkcja. o wiele lepiej wypadalo to na „Skull & Bones”, choc tam tez trudno bylo mowic o jakims wielkim wyrafinowaniu. tylko singlowy „Trouble” z sympatyczna partia gitary w zwrotkach i skrzypeczkowe „It Ain’t Easy” jako tako sie bronia. no, jeszcze riff „Catastrophe” mozna zapisac po stronie plusow. w tworzeniu rockowych walkow wspomagali tym razem koledzy z Sx-10 i Christian z Fear Factory (btw dzis sie dowiedzialem ze Dino wrocil do FF, ale jednoczesnie wyjebano Christiana i Ray’a – FUCK THAT $$$$$HIT!).
ale ale – dla odmiany robota Muggsa dawno nie brzmiala tak wybornie. przede wszystkim brzmia swiezo. na poprzednich cedekach niektore upalone i geste jak smola podklady zamulaly juz nie do zniesienia. na SR wpuszczono sporo swiezego powietrza – i wcale mi nie przeszkadza, ze nawet bez wielkiego wysilania zmyslu wechu da sie wyczuc lekka komercje. mozna to zreszta, podobnie jak gitarowe numery, poczytywac za eksperyment. i okej. daj Boze by Cypressi tworzac przebojowe single robili to tak jak w kapitalnie bujajacym, slonecznym tak ze az grozacym porazeniem „Lowrider”. szkoda ze wybrali podejscie Puff Daddyego, bezczeszczac The Clash (wiadomo o czym mowa). zreszta, kawalkow dla wielbicieli starego soundu wciaz tu pod dostatkiem – „Here Is Something You Can’t Understand” (sequel wiadomego numeru jak najbardziej godny) czy „Kronologik”. oba zreszta nagrane z Kuruptem. skoro jestesmy przy ficzuringach – tym razem CH zprosili na swoj teren silna reprezentacje west coastowego oldskulu – MC Ren, King Tee, Kokane, choc show kradna jednak goscie ze wschodu – Method Man i Redman w przekozackim „Red, Meth & B” z upalonymi syntetykami w roli glownej.
nie smiem stawiac SR na rowni z pierwszymi plytami, ale to naprawde przyzwoity album. jak na razie ostatni z dobrych jesli chodzi o tych panow. niestety. czekamy na album w niezal labelu, bez majorsowych wplywow.
(do kolekcjonerow, bo my tu przeciez propagujemy KUPOWANIE PLYT [albo przynajmniej pozyczanie, hehe] – warto upolowac limitowana edycje Stoned Raiders dla „Weed Mana”, arcyglupawego, choc przyjemnego numeru i dwoch klipow do singli z „Skull & Bones” – fightclubowy „Can’t get the best of me” i „Rock (Superstar)” z ladna wizualizacja fabryki rockmanow i cameo Everlasta)
najlepszy moment: LOWRIDER
ocena: 7,5/10