Acid Drinkers – Broken Head
wydawca: Metal Mind
okej, wrocmy jeszcze na chwile do Acidow.
nie do konca wiadomo bylo, czy z Perla na pokladzie Acidzi beda stosowac sie dalej do zasady naprzemiennych w charakterze plyt. a jednak „Broken Head” to kolejny powrot do przyszlosci. dopiero „Acidofilia” miala sie wylamac. no, ale dzis bedzie o ostatniej (jak na razie?) plycie wydanej dla Metal Minda.
nie bede ukrywal – dla mnie ta plyta to acidowy Top. i z przykroscia dostrzegam, ze niedoceniana jest ta plyta przez acidowych wielbicieli. zreszta przez samych muzykow chyba rowniez.
bo pierwsze co rzuca sie w oczy i uszy to dlugosc tej plyty. a wlasciwie krotkosc. 8 numerow, zaledwie pol godziny grania. jakby w razie niepowodzenia plyty muzycy chcieli sie wykrecic tekstem, ze to tylko eksperymentalna EPka, zeby nie wliczac tego do oficjalnej dyskografii itepe itede. nie trzeba bylo. z taka plyta mozna nie tylko dumnie kroczyc po krajowych scenach koncertowych, ale i wyjsc zagranice.
dopiero sluchajac tej plyty mozna przekonac sie, jak musial sie meczyc Perla nagrywajac „Amazing Atomic Activity”. powtarzam to niejednokrotnie i bede powtarzal wciaz – dla mnie ten osobnik to najlepszy gitarzysta jaki pojawil sie na miejscu Litzy. z calym szacunkiem dla Olassa (Lipe celowo pomijam, bo to byl juz osobnik z zupelnie innej bajki) i jego talentu, ktory byc moze personalnie znacznie bardziej pasowal do Titusa i spolki. ale Perla dla mnie to wizjoner, ktorego szufladkowanie jako „gitarzysta metalowy” byloby conajmniej obraza. juz dowodzac Guess Why zglaszal powazny akces do bycia jednym z glownych dowodzacych wprowadzania polskiego metalu tak w swiat, jak i w przyszlosc. ale o ile w Guess Why mogl liczyc conajwyzej na poklask tych kilku osob w Polsce, ktore kupuja albumy Converge czy cudenka z Relapse’a, tak odswiezanie wizerunku instytucji zwanej Acid Drinkers moglo go „ustawic” na krajowej scenie do konca zycia. no, moze nie pod wzgledem komercyjnym, ale na pewno jesli chodzi o „credibility” u polskich wielbicieli muzyki ciezszej. byc moze nie do konca wyszlo jesli chodzi o przecietnego fana AD, ale chce wierzyc, ze doceniajacy progresywniejsze oblicze acidow przynajmniej szanuja to co Perla zrobil dla tego zespolu.
zreszta, przeciez tez nie jest tak zle na „Broken Head” jesli chodzi o „przebojowe”, szybkostrzelne kawalki. „Superstitious Motherfucker” spokojnie moze zadowolic fanow Acida Pierwotnego, z okresu pierwszych plyt. tempo pedzace na leb na szyje i Ten wokal Titusa. moze z muzyki wyparowala ta charakterystyczna jajcarskosc acidow, ale slyszac wokal Titusa, nawet starajacego sie drzec morde „na powaznie”, nie sposob sie nie usmiechnac. „Calista” dysponuje wrecz rokendrolowym riffem, wyjetym z czasow „State Of Mind Report”. no i tekst to juz ewidentne jajo, swoisty tribute to aktorka odtwarzajaca postac Ally McBeal. jeszcze „The Wildest Planet In Space” i „Dog Rock” thrashowa jazda przenosi nas w przeszlosc (choc bez przesady – takie tracki tez mogly sie znalezc na „Infernalu” chcoiazby), ale reszta to juz Acid pedzacy wrecz do przodu i popis umiejetnosci Perly. bo nie sadze, by reprezentujacy w acidach frakcje oldskulowa Popcorn wpadlby na pomysl takich gitar jak w „Don’t Go Where I Sleep” czy „El Pecado”. noisujace, czasem psychodelizujace, gdzieniegdzie solowkujace, ale nigdy nie popadajace w „czadujacy” banal. nie sadze tez, by Titus i Popcorn forsowali takie skoki dynamiki i „klymaty” jak w „There’s So Much Hatred In The Air” czy „El Pecado”. momentami to sa rzeczy, ktore jazzmani by zagrali w chwilach slabosci. choc wciaz slychac ze to Acid Drinkers, to momentami strasznie to traci ostatnim albumem Flapjacka. rzut okiem na nazwisko producenta – Chraplak. a, i wszystko jasne. aha, i jeszcze cos – swietnie Perla tez wspomaga Titusa wokalami. takich dwuglosow to chyba acidzi nigdy nie mieli.
ja tam watpliwosci nie mam – nawet jesli nie wypada uznac tej plyty za lepszej od „Infernal Connection” czy „High Proof”, to na polce „BH” musi sie znalezc obok tych wydawnictw.
najlepszy moment: EL PECADO
ocena: 8/10
