rageman.pl
Muzyka

Orgy – Candyass

Candyassrok wydania: 1998

wydawca: Elementree

 

jak zapewne drodzy czytelnicy pamietaja z notki nt „follow the leader”, korn w ’98 bvyl gwiazda. gwiazdy maja to zas do siebie, ze lubia zakladac wlasne wytwornie. przewaznie po to, by dysponowac pelnymi prawami do swoich piosenek. bywa tez i tak, jak w przypadku korna, ze zalozyli wlasna wytworni sami sie w niej nie wydajac. chodzilo o promocje innych. na paru wydanych plytach sie skonczylo i zwineli panowie szybciutko interes. ale warto pamietac pierwsza wydana przez elementree plyte. o ktorej dzis mowa.

jak tez wspominalismy, korn to bardzo przyjacielskie chlopaki. wyciagneli pomocna dlon do limp bizkit, posrednio tez do stainda. u szczytu slawy nie zapomnieli o starych ziomach z bakersfield, z ktorymi grali w pierwszych kapelach. skrzykneli ich do jednej kapeli, na wokal postawili typa wczesniej udzielajacego sie jako producent i remixer jay’a gordona i kazali im grac cos, co nazwali na potrzeby promocji „death popem”.

i na pewno o wiele lepiej taka latka pasuje do „candyass” niz industrial, bo uzywanie tego terminu w kontekscie przeboikow orgy zakrawa na herezje i obraze dla takich zalog jak swans czy throbbing gristle. z drugiej strony, wykuto tez termin „industrialny rock” dla bardziej przystepnych zalog jak nine inch nails czy rammstein. o, juz jestesmy blizej. dodajmy jednak, ze orgy to taki nine inch nails grajacy melodie z lat 80tych. i chyba juz jestesmy u sedna. dodajmy jednak tez, ze poza jednym przypadkiem orgy sami sobie wymyslaja te melodie. i wychodzilo im to na „candyass” niezle, jak malo ktorej zalodze zaliczanej do numetalu.

tym jednym wspomnianym przypadkiem jest „blue monday” orgy. singiel od ktorego sie zaczelo. kariera orgy, ale takze (rowniez dzieki „faith” limp bizkit) moda na rozpoczynanie przez numetalowe wynalazki kariery za pomoca przerobki hitu lat 80tych. jak widac, nie tylko w polsce idzie sie na latwizne, jesli chodzi o tzw karyjery muzyczne. nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem – dzieki temu zabiegowi wiecej osob zwrocilo uwage na tworczosc orgy. a naprawde jest na co zwracac uwage. to dobre piosenki w wiekszosci przypadkow. taki „stitches” mogloby sie spokojnie znalezc w repertuarze depeche mode. a „dissention” u duran duran, gdyby ci chcieli „przyczadowac”. pociagnijmy watek – taki balladowy „platinium” moglby byc odrzutem z sesji do „purple rain” prince’a. nie chce mieszac sacrum z profanum. chce tylko zwrocic uwage, ze jak na zespol ktory wyplynal z numetalowa fala i wraz z nia przepadl, orgy udalo sie ustrzelic pare fajnych piosenek. do wyzej wymienionych dodalbym „revival” z goscinnym udzialem „mentora” jonathana davisa.

naprawde pozytywnie zaskakujaca plyta.

 

najlepszy moment: STITCHES

ocena: 7,5/10

Leave a Reply