rageman.pl
Muzyka

Cypress Hill – Skull & Bones

rok wydania: 2000

wydawca: Soul Assassins

 

dawno nie bylo o ekipie B-Reala. czas omowic jakas kolejna ich plyte.

przelom wiekow to, jak doskonale wszyscy pamietaja, era dominacji rapmetalu i numetalu. ci ktorzy zaczynali grac w tym dtylu zdobywali wyczekiwana slawe. ci ktorzy nie mieli tak dobrego wyczucia, a tez zapragneli spijac smietanke zmieniali swoj profil muzyczny na bardziej „aktualny”. teoretycznie cypress hillom tez mozna bylo zarzucic koniunkturalizm. wczesniej stricte hiphopowe plyty, nagle wydali plyte z kawalkami rapmetalowymi. z drugiej jednak strony – tak sie zlozylo, ze i tak spora czesc ich fanow wywodzila sie ze srodowiska rockowego. a i sami cypressi czesto udzielali sie w rockowych projektach, by rzucic nazwami typu judgement night czy sx-10. no i co najwazniejsze – jak na moj gust cel uswieca srodki. a „skull & bones” to plyta wyborna.

chociaz caly material spokojnie zmiescilby sie na jednym dysku, rozdzielono go na dwie plyty. moze by zamortyzowac szok bardziej konserwatywnych fanow. niewazne. zajmijmy sie najpierw „bones” dyskiem. niby tylko szesc utworow. i jesli mielibysmy byc szczerzy, nie jest to zbyt wyrafinowane granie. ale ENERGIA tych piosenek. masakra. na poczatku wezmy najpopularniejszy kawalek „(rock) superstar”. gadane intro w wykonaniu chino z deftones. kapitalny pozytywkowy motyw. gwoli sprawiedliwosci prawdziwie rockowo robi sie dopiero w refrenie, ale przeszkadza to komus? mi nie. fajnie wplecione w kompozycje refleksje amerykanskiego hiphopowego wujka dobra rada, czyli everlasta. no i wlasnie – tematyka tracka. oni moga pouczac, oni sa na tej scenie juz wystarczajaco dlugo. drugi singiel – „can’t get the best of me”. tutaj akurat niszcza system zwrotki, rozjebujaco osadzone na prostym, acz przekonujacym riffie (na perkusji wspomaga brad wilk z ratm/audioslave). a wlasnie, skoro mowa o rozwalajacych riffach: „get out of my head”. znow sie potwierdza stara maksyma, ze jak dino cazares przywali riffem, to nie ma chuja we wsi. basowe zaplecze zapewnia byly kolega z fear factory, christian olde wolbers. reszta kawalkow juz moze nie robi takiego wrazenia, ale wciaz trzymaja poziom. eksperyment rapmetalowy zaliczam do zajebiscie udanych.

a teraz „Czaszka”. wydaje mnie sie, ze panowie b-real i spolka wiecej energii tworczej poswiecili jednak na gitarowe kawalki. bo na hiphopowej czesci wydawnictwa slychac momentami lekkie zmeczenie materialu. lub innymi slowy – slabsza dyspozycje dj muggsa. dosc powiedziec, ze najlepsze wrazenie robi rapowa wersja „superstara”, tutaj jako „(rap) superstar”. ciekawe, ze nie trzeba bylo nawet za bardzo zmieniac lirykow, by osadzic poruszana tematyke w hiphopowej rzeczywistosci. zamiast chino i everlasta o „problemie” wypowiadaja sie n.o.r.e. i eminem (everlast i em na jednym wydawnicwie – to byly czasy!). z reszty materialu juz singli wykrojono i jakos niespecjalnie to dziwi. ewidentnych hitow brak, trza bardziej ruszyc glowka by wylapac melodie. ale da sie, jak chociazby z upalonego „can i get a hit”, „we live this shit”, „cuban necktie”.

all in all – dla mnie klasyk.

 

najlepszy moment: GET OUT OF MY HEAD

ocena: 8/10

Leave a Reply