Chris Botti – Italia
wydawca: Decca
wspomnielismy wczoraj nazwisko Botti’ego, dzis wiec omowimy se jakas jego plytke. np „Italia”.
przez dluzszy okres czasu Botti kojarzyl mi sie z pop-jazzowa, czy tez smooth jazzowa konfekcja. moze nie jeszcze tragedia typu Kenny G, ale popierdolki audiofilskie, manna dla najedzonych estetow. okazalo sie jednak, ze prawda lezy gdzies pomiedzy. wezmy chocby omawiana dzisiaj, jedno z nowszych wydawnictw Krzysia. jest bardzo spokojnie, chilloutujaco, bez jakichkolwiek brudow, dysonansow itepe. akompaniament bassu, delikatnej perkusji, akustycznej gitary, a gdzieniegdzie i orkiestry tylko te blogosc dzwiekow wzmacnia. a jednak jest wciaz bardzo daleko do granicy, za ktora zaczyna sie tzw muzyka do windy. czyli zaden miles davis, ale tez nie ow kenny g.
„Italia” wyroznia sie w dyskografii naszego slicznego blondaska tez tym, ze postanowil tutaj oddac hold swoim korzeniom. stad tez w trackliscie znajdziemy np pare przerobek filmowych klasykow ennio morricone, wloski przeboj „caruso” czy arie operowa „nessun dorma”. z „wloskich powodow” wykreowano tez wirtualny duet bottiego z niezyjacym juz, legendarnym amerykanskim wlochem Deanem Martinem. „I’ve grown accustomed to her face” to taki solidny frank sinatra. zreszta amerykanskich klasykow (w koncu botti to przede wszystkim amerykanin) tu wiecej – „the way you look tonight” czy „it never entered my mind” to chyba zreszta jedne z najsympatyczniejszych fragemntow albumu.a skoro o hajlajtach mowa – naprawde podoba mi sie bottiego podejscie do „ave maria”. mogl wyjsc straszny banal, wyszlo cos, przy czym naprawde nie trzeba sie wstydzic, ze melodia ta kruszy serce.
na martinie lista gosci sie nie konczy. ultraniedoceniona paula cole swym zmyslowym wokalem wznosi kolejny amerykanski klasyk „the very thought of you” na wyzszy level. natomiast przeceniany Andrea Bocelli wznosi sie na wokalne wyzyny w tracku tytulowym, zapewne pomyslanym jako ten ktory pociagnie sprzedaz. ja wiem, wspolczuje kalectwa, doceniam wklad w historie muzyki, ale… ja tego glosu nie jestem w stanie przetrawic. skip skip skip.
sympatycznie, choc wielkiego artystycznego wydarzenia nie dostrzegam, sorr.
najlepszy moment: AVE MARIA
ocena: 7/10

