Kabaret Hrabi – Pojutrze
wydawca: Printel
zanim przejdziemy do meritum: rip DJ AM. warto odnotowac, mysle.
a teraz meritum. i jednoczesnie rzecz niebywala. bo po raz pierwszy od dluuugiego czasu nie bedzie ani o muzyce ani o meczu polskiej reprezentacji (btw: WASILEWSKI, DAJ RADE!!!!!).
w temacie kabaretow mam raczej sprecyzowane zdanie: generalnie nie lubie. nie to, zebym uwazal ze to slabe (chociaz czesto jest slabo), ze niegodne, ze pospolite itp itd. po prostu nie rusza mnie ten typ humoru. tym bardziej, jak jest to ujete w formie skeczu. sa wyjatki oczywiscie. pierwsze co przychodzi na mysl to oczywiscie Monty Python. tyle ze to byla na tyle genialna idea, ze nazwanie ich kabaretem byloby obraza. podobnie jak Hicksa czy Kaufmana. swoja droga, idea stand-up comedy nie jest taka zla, tylko w polsce leszcze pokroju kryszaka musieli zrobic z tego zenade. no ale wlasnie, skoro jestesmy na gruncie lokalnym – tutaj tez da sie znalezc wyjatki, ktore jednak jak najbardziej mozna nazwac kabaretami. Grzegorz Halama – to jesi chodzi o solistow. absolutny krol. po drugie – Mumio (choc troche zatracili sie w tych reklamowkach dla Plusa, niestety). no i moi absolutni faworyci – nieodzalowany Potem. i mialem nadzieje obczajajac dzis omawiane wydawnictwo, ze do tych nazw bede mogl dopisac tez Hrabi. w koncu polowa tej ekipy to byli Potem’owcy. niestety, przeliczylem sie. srogo.
zacznijmy od tego, ze idea calosci jest swietna. malo oryginalna, oczywiscie, ale juz same pomysly na skecze – strzaly w dziesiatke. i tym wiekszy zal, bo mozna powiedziec, ze temat zmarnowano koncertowo, doslownie i w przenosni.
co chwila, a takze po obejrzeniu calosci z parokrotnie zdwojona sila, uderza na mysl wniosek, jakim geniuszem kabaretu byl Wladyslaw Sikora. czyli czlowiek, ktory w glownej mierze odpowiadal za scenariusze w Potemie. a jednoczesnie najmniej kojarzony czlonek z ow kabaretu, ktorego charyzma sceniczna nijak nie rownala sie z tym, co prezentowal Leszek Jenek, Darek Kamol czy przede wszystkim Asia Kolaczkowska. i ogladajac popistych dwoch ostatnich w Hrabi teoretycznie wszystko sie zgadza. czyli juz przez samo ich obserwowanie czlowiek lezy i kwiczy ze smiechu. i po wszystkim chcialby, by przy gestach i mimice zostali.
i jednoczesnie czlowieka bardziej zorientowanego dziw bierze. bo przeciez, z tego co wiesc gminna niesie, to ow dwojka miala tez wplyw na scenariusze w Potemie. byc moze okazali sie najpojetniejszymi uczniami Sikory, w najlepszym stopniu kumajacymi flow Sikory. i owszem, bywaja i w Hrabim przeblyski geniuszu (np „Korupcja w Rodzinie” czy „Rozliczmy sie synu”), ale przewaznie bywa nijako, a momentami wrecz zenujaco niesmiesznie. dramatyczny brak puent az wola o tak zwana pomste do nieba. nie wiem, moze to zbyt wyrafinowany humor, moze trzeba dojrzec. ale w tym kontekscie jeszcze bardziej doceniam Potem, gdzie proporcje miedzy wyrafinowaniem a przystepnoscia byly dobrane idealnie. generalnie rodzi sie marzenie, by scenariusz spektaklu poddano solidnej obrobce. oczywiscie nie mialbym nic przeciwko, gdyby poczynil to Sikora.
inna sprawa, ze nie przekonuje mnie zupelnie pozostala dwojka w Hrabim. nie wiem, moze prywatnie Tomasz Majer to przesympatyczny, ultrasmieszny koles. ale jako osobowosci scenicznej zupelnie nie jestem w stanie go polubic. a przeciez to chyba obowiazkowy warunek by wystepowac w kabarecie? jesli zas chodzi o Pietscha Lukasza – coz, trudno ferowac wyroki na temat typa, ktory przez caly czas siedzi za pianinem i w calym spektaklu mowi pare zdan. no ale jesli porownac go do spelniajacego podobna role w Potemie Adama Pernala… jak to mawiaja – niebo i ziemia.
co tez wzmaga w jakis sposob zal to to, ze tak przecietny program wydano w perfekcyjny sposob. powaznie – tak powinno byc opracowane kazde dvd. poczawszy od opakowania, poprzez wyglad menu (intrygujacy pomysl z wybieraniem klonow), konczac na dodatkach. zacznijmy od tego, co znajdziemy jeszcze na pierwszej plycie. czyli spektakl widziany… zza kulis. co ciekawe, nie chodzi o podziwianie plecow kabareciarzy na scenie, a kulis jako takich. co wiecej – kamera przez cale poltorej godziny pozostaje nieruchoma. jak wyglada to w praktyce? troche bardziej jak „Camera Cafe” niz ukryta kamera. bo owszem, widac przebierajacych sie kabareciarzy, ale przewaznie uwage na sobie skupiaja dziwne jednostki jak baletnica, pseudopudzian, dwoch kalesi grajacych w szachy czy mim. w sumie idea ciekawa, choc po pewnym czasie ciut sie nudno robi. i nie pomaga zapowiadany co chwile taniec erotyczny. zreszta, koniec koncow lala okazuje sie srednia.
druga plyta juz jest wypelniona po brzegi. „wywiad hrabi z hrabi”, czyli dokladnie to na co wskazuje tytul. cztery filmiki, kazdy gada z z kazdym, wlasciwie tylko o stricte „hrabiowych sprawach” – jak sie zaczelo, co najbardziej lubisz a czego nie, w jaki sposob pracujesz itepe itede. kolekcja filmow wytworni A’Yoy. czyli ogladamy przede wszystkim Kamysa, w wersji zdecydowanie abstrakcyjniejszej, blizszej jakiegos Mumio. choc czy atrakcyjniejszej – to juz mozna polemizowac. ale generalnie jestem na tak. no i na koniec dwa dzialy zwiazane z omawianym tu spektaklem. „Przymiarki do premiery” to skecze w wersji zarodkowej. coz, jest jeszcze mniej smiesznie… natomiast takie „Wpadki i bledy” to dla odmiany najsmieszniejsza rzecz na calym wydawnictwie (i nie przeszkadza, ze krecona amatorska kamera). ja sie okazuje, pomimo iz scenarzystami czlonkowie hrabi okazuja sie srednimi, to poza byciem swietnymi odtworcami sa tez genialnymi improwizatorami (lacznie z Majerem). i znow dociera do mnie, ze wlasnie taki spontaniczny humor najbardziej lubie.
najlepszy moment: ROZLICZMY SIĘ, SYNU
ocena: 6/10

