rageman.pl
Muzyka

Sni Sredstvom Za Uklanianie – 1983-1986

Compositerok wydania: 2008

wydawca: Biodro

 

elo. wracamy znow do postaci Tymona Tymanskiego.

tym razem lukniemy w najdawniejsze karty z zycia artystycznego tego pana. czyli az okresu dzialalnosci jego pierwszej kapeli, ktorej nazwy, mam nadzieje ze zrozumiecie i wybaczycie, nie bede za czesto przywolywac w tej notce. a gwoli scislosci – do pewnego etapu jej bytowania, poniewaz zespol zakonczyl dzialalnosc dopiero w ’88 roku, przeradzajac sie jednoczesnie w Milosc. zreszta z samym wydaniem tej plyty wiaze sie ciekawa historia. material zarejestrowany pierwotnie w znajomym studiu Radia SAR zaginal po wsze czasy, wiec dekade pozniej zespol reaktywowal sie na chwile, by ponownie nagrac te piosenki. o ile, biorac pod uwage smiesznosc i absurdalnosc PRLowych lat, da sie pojac jakos te historie do tego momentu, to faktu, ze zarejestrowane nagrania przelezaly na polsce kolejne 10 lat zrozumiec nie jestem w stanie. no ale lepiej pozniej niz wcale, jak to sie mowi.

nie ma jednak tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. bo po pierwsze – material brzmi calkiem przyzwoicie, przypuszczalnie nieporownywalnie lepiej niz to co zarejestrowano w latach 80tych. mowie tu zarowno o brzmieniu (choc oczywiscie audiofilskich klimatow nie ma), jak i aspekcie wykonawczym. choc biorac pod uwage to, ze juz w wieku nastoletnim Tymon songwritersko osiagnal TAKI poziom, to i moze jako instrumentalista byl dojrzalszy anizeliby wskazywal jego wiek. kto wie… no i po drugie – 2008 rok to chyba dobry moment na wydanie tego materialu. gatunkowo koresponduje to niezle z tym, co obecnie jest na fali w muzycznym swiatku. a i samego Tymona tez mozna umiescic na tej fali. 10 lat temu, pomimo sukcesu „Polovirusa” przypieczetowanego Fryderykiem, wciaz byl przez wiekszosc sluchaczy i pewnie tez branzki naszej muzycznej jako choc ciekawy, to bezpieczny dziwolag, ktoremu w razie zagrozenia mozna odlaczyc mikrofon np na jakims rozdaniu nagrod. dzis Tymon to muzyczna instytucja, a dla niektorych to nawet obiekt kultu, dzieki czemu na pewno sporo nabywcow kierowalo sie ciekawoscia, jak to ten Tymon kiedys pogrywal. i dobrze. bo pogrywal calkiem niezle.

od razu jednak zaznacze, ze w wielkimi pochwalami dla tego materialu bym sie pohamowal. z prostego powodu – Tymon na przestrzeni lat zaczal pisac coraz lepsze piosenki, na dodatek tez coraz lepiej zaaranzowane. ale w oderwaniu od tego, co boss polskiej alternatywy poczynial pozniej to tak – mozna mowic o Sni Svedstvom.. jako o objawieniu. a uwzgledniajac wiek tych trzech mlodziencow (poza tymonem odpowiedzialnym za wokal i gitare/bass w skladzie znalezli sie jeszcze gitarzysta piotr merta i perkusista bartek szmit) to nawet dorzucilbym slowko „sensacja”.

a poza nieprzyzwoicie wrecz dobra trescia mamy jeszcze bardziej zaskakujaca forme. na tej wysokosci tymon jednoznacznie opowiadal sie po stronie rocka. zero jazzowania, zero komplikowania struktury piosenek – najdluzszy tu numer trwa rowno trzy minuty i jedenascie sekund. kogos, kto zna tylko jajcarskie oblicze Tymanskiego na pewno zaskoczy panoszacy sie duch Joy Division. chociaz tak szczerze mowiac, to pomijajac obecnosc Tymona na polskim tribjucie dla zespolu Iana Curtisa, to w powazniejszych momentach rockowych rockowych projektow Tymona ta inspiracja nie byla az tak czytelna. tutaj takie numery jak „Jutro” czy „Pryzmat” nie pozostawiaja watpliwosci. to ta motoryka, ta barwa gitary, pochody basu tez sie kojarza. tez teksty – pelne ciekawych metafor, spostrzezen z kosmosu, ale jednak pozbawione zappowego humoru i przewrotnosci, jakie beda cechowac pozniejsze dokonania tymona-teksciarza. blizej poezji i to spokojnie takiej przez duze P.

tak, mocno jesienny, zeby nie powiedziec depresyjny, jest ten material w klimacie. joy divisionowy, czy po prostu post punkowy. no wlasnie – punk. to juz bardziej jesli chodzi o samo brzmienie. bo sporo tu siermiezniejszego riffowania, godnego bardziej pomyslowych kapel z Jarocina. Tymon-wokalista to indywidualnosc sama w sobie, jednak gdyby ktos ocenial te nagrania 20 lat temu, to moglyby pasc porownania do Janerki, a dzieki punkowym poskrzekiwaniom, jakie w takim natezeniu juz nigdy nie beda obecne u Tymona, to nawet lekkim Dezerterem pachnie. choc tez nie ma co przesadzac – jakby umiejscowic Sni Sredstvom’a w lineupie Jarocinskiego festiwalu, to blizej Made In Poland, Variete czy Siekiery niz Defektu Muzgo czy Rejestracji.

dla fanow Tymanskiego rzecz obowiazkowa. fani alternatywnego, swiatowego grania tez siegnac powinni. dawno nie bylem na jakimkolwiek koncercie Tymona, wiec moze cos sie w tej kwestii zmienilo, niemniej szkoda ze te piosenki mozna uslyszec tylko tutaj. pare zasluguje na druga szanse.

 

najlepszy moment: GRANICA

ocena: 7,5/10

Leave a Reply