rageman.pl
Muzyka

Pantera – Cowboys From Hell

rok wydania: 1990

wydawca: Atlantic

 

dalem metalujemy. wprowadzmy do Alei Slaw Rejdzowego Bloga nowa postac. Pantera, prze panstwa.

logika nakazywalaby poswiecic im notke za 2 miesiace, kiedy minie rowne 5 lat od tragicznej smierci gitarzysty Dimebaga Darrella (przypomnijmy: zastrzelony na scenie podczas koncertu swego nowego projektu Damageplan). ale zapewne wtedy kazdy, ktoremu muzyka metalowa bliska, bedzie o tym pial, wiec bedziemu tu bardziej oryginalni i napiszemy o Panterze teraz.

a zespol to byl zacny. jeden z czolowych przedstawicieli subgatunku, ktory ktos madry nazwal groove metalem. i jakkolwiek to smiesznie by nie brzmialo, na moj gust to chyba najfajniejsza forma, jaka ten gatunek mogl przybrac. wezmy wszystko co najfajniejszego wymyslili pionierzy czadowania pokroju Black Sabbath, Led Zeppelin, Kiss czy nawet Judas Priest. pozbawmy to wsiunskiej otoczki lancuchowo-lateksowo-wszystocokojarzycisiezmetalowymimidzem. najlepiej dorzucmy w zamian hardkorowa bezposredniosc i zdroworozsadkowe ogarniecie otaczajacej rzeczywistosci (czyli zamiast o smokach spiewajmy o tym co tu i teraz). no i niech to nie tylko buja, ale ma tez melodie (oczywiscie nieprzesadzona, bo sie zrobi z tego numetal). nie aby Pantera byla jakims arcygenialnym zespolem (owszem, Dimebag potega byl, ale troche jest przesady w tych posmiertnych zachwytach nad jego gra), ale to jeden z najlepszych przykladow na to, ze metal, jak nigdy wczesniej ani tym bardziej pozniej, byl w latach 90tych generalnie naprawde zajebisty. czasem dochodze do wniosku, ze jesli ktos bedzie sie mnie pytal jakiej muzyki slucham, to zaczne odpowiadac ze tej z lat 90tych. nie wiem jak wy, ale ja bym sie zdziwil, gdyby ktos wsrod swych ulubionych kapel wymienil jednoczesnie Animal Collective, Trivium i Isis. a w przypadku wczesniejszej dekady takiego problemu nie ma – czlowiek mogl nie tylko sluchac Alice In Chains, Pantery, Sonic Youth i The Prodigy jednoczesnie, ale nawet zobaczyc ich na tej samej scenie. jestem najntisofilem.

no, ale wracajac do tematu… w przypadku „Cowboys From Hell” sprawa nie jest taka prosta. mowi sie o tej plycie czesto jako o oficjalnym debiucie. oficjalnym, bo nie tylko nowa wytwornia, ale tez nowy pomysl na granie. czyli zamiast glam metalu i tapirowanych wlosow – wspomniany groove metal. i chociaz blizej tej plycie na pewno do pozniejszych plyt niz tego, co bylo wczesniej, to z przeszloscia tak do konca zerwac sie nie udalo. i te pozostalosci po pierwszym etapie dzialalnosci paradoksalnie najbardziej slychac u tego, ktory najmocniej ciagnal pozniej zespol ku nowemu. slychac tu niby juz wszystko, z czego bedzie slynac Phil Anselmo jako wokalista (lacznie z czystymi wokalami – vide sercolamacz „Cemetary Gates”; btw wiecie ze twardziel Anselmo jest ponoc maniakiem The Smiths i ku ich czci nazwal tak samo Panterowa piosenke? beka). ale kiedy wchodzi w gorne rejestry niczym Halford jakis czy inny Bruce Dickinson to mi momentalnie uszy wiedna. no nigdy, przenigdy nie zaakceptuje tego typu ekspresji, sorry. chyba najbardziej oslabiajacy pod tym wgzledem jest „Shattered”, gdzie Phil nie oszczedza mnie ani prz zwrotkach, ani tym bardziej refrenach.

o wiele lepiej jest pod wzgledem muzycznym. otwierajacy stawke utwor tytulowy to juz klasyk i byc moze najlepsza wizytowka zespolu (tez ze wzgledu na tekst). taki „Smells like teen spirit” metalu, choc to bardzo luzne i lekko dupne jednak skojarzenie. poczatek „Domination” to zas jedno z najfajnieszych metalowych pierdolniec, jakie slyszaly me uszy. co jakis czas odzywa sie we mnie potrzeba zapuszczenia dlugich wlosow tylko po to, by moc przy tym tracku wykonac headbanging. no naprawde, poziom „Ace of spades” conajmniej. „Message In Blood” zwraca uwage eksperymentalna zabawa z dynamika i tempem. nie ostatnia zreszta w tworczosci Pantery.

reszcie utworow trudno zarzucic cos poza tym, ze juz znacznie mniej wpadaja w me umilowane w hookach ucho. no okej, przyczepie sie, podobnie jak do „Beneath the remains” Sepultury – momentami za mocno slychac Metallike, szczegolnie w „The Art Of Shredding”. choc to razi tylko jesli pamieta sie, ze na nastepnych plytach Pantera stworzy calkowicie unikalny styl.

 

najlepszy moment: DOMINATION

ocena: 7,5/10

 

Leave a Reply