Rok niebezpiecznego życia
rok: 1982
reżyseria: Peter Weir
Wspominałem jakiś czas temu o tym, że gdyby spróbować wyciągnąć esencjonalną oś fabularną z filmów Petera Weira, byłoby to coś w stylu „mężczyzna kontra cały świat”. Bo u Australijczyka główny antagonista nie ma twarzy konkretnej osoby – to jest przede wszystkim walka o zachowanie własnego ja, walka o siebie.
Czy „Rok niebezpiecznego życia” mieści się w powyższych ramach? Teoretycznie tak. Bo przecież wrzucenie białego Amerykanina w środek politycznej zawieruchy skrajnie egzotycznego kraju brzmi jak gotowy przepis na film Weira. I być może rzeczywiście reżyser dostrzegł w pierwowzorze literackim Christophera Kocha historię idealną dla siebie. Dorzucił do magię jaką potrafi wytworzyć tylko Weir wraz ze swoimi stałymi współpracownikami (muzyka – Maurice Jarre, zdjęcia – Russell Boyd) i można by rzec, że mamy sztandarowy przykład filmu Australijczyka.
A jednak nie do końca tak jest. Lata 80-te to dekada transformacji Weira z lidera australijskiej Nowej Fali w twórcę globalnego – i „Rok” idealnie tę metamorfozę uchwytuje. To trochę tak, jakby ktoś obejrzał „Ostatnią falę” (o której opowiemy sobie tutaj innym razem) i uznał, że ok – zachowajmy wątek przygodowy, ale dodajmy do tego więcej akcji, romans, a w głównej roli dajmy o kogoś posiadający pierwiastek maczo zdecydowanie większy niż poczciwy Richard Chamberlain. Żeby nie było – warto pamiętać, że Mel Gibson już wcześniej pracował z Weirem, na dodatek w ’82 był wciąż znany głównie w Australii. A jednak trudno nie patrzeć dziś na „Rok” inaczej niż na nietypowy, ale jednak blockbuster z hollywoodzkimi gwiazdami w rolach głównych.
I choć nie można nic zarzucić ani Gibsonowi ani Sigourney Weaver, z osobna czy jako ekranowemu duetowi, to najlepsze rzeczy dzieją się na drugim planie. A tu rządzi niepodzielnie Linda Hunt w roli Billy’ego Kwana. Rola tyleż historyczna, bo Oscar za nią przyznany był pierwszym przypadkiem nagrody za odegranie płci przeciwnej, co zwyczajnie świetna. Skomplikowana, niejednoznaczna, trudna do rozszyfrowania. Ale jest i drugi bohater, czyli sama Indonezja u progu kluczowego dla kraju przewrotu politycznego. Nie jestem ekspertem od Azji, spędziłem jednak blisko miesiąc w Chinach i oglądając „Rok” przypomniałem sobie tę specyficzną duchotę, której nie doświadczyłem gdziekolwiek indziej. Duchota, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że w Azji (a przynajmniej jej części) nigdy nie poczułbym się jak u siebie. Być może to odczucie jest powszechne – bo patrząc na głównych bohaterów i tych wszystkich ludzi Zachodu którzy przybyli do Jakarty dokumentować zachodzące tam zmiany nie ma wątpliwości, że dla nich wszystkich to jest tylko etap, przygoda. Że nikt tam nie poczuje potrzeby asymilacji. Będzie intensywnie, niebezpiecznie, acz krótko. Żadna wieczność, co najwyżej rok.
najlepszy moment: LINDA HUNT
ocena: 7,25/10