rageman.pl
Film

Kabaret Potem – Dzikie Muzy

rok wydania: 2005

wydawca: Printel

 

W temacie kabaretów jestem raczej radykałem. Ma być jazda po bandzie. Czyli żaden tam Koń Polski, Kryszak udający Wałęsę, żadne tam Zwyczajni Dowcipni ani Ani Mru-Mru (choć parę razy im się udało). Tylko ekstrema: Mumio. Oraz klasyk absolutny, czyli abstrakcja, ale strawna. Nieodżałowany kabaret Potem.

Tak się jakoś złożyło, że choć potemowcy w czasach swej świetności byli radykalnie nastawieni w kwestii medialnych objawień (wyhaczyć ich w telewizji graniczyło z cudem), to teraz przodują, jeśli chodzi o wykorzystanie nośnika zwanego DVD. Rok temu na święta nabyliśmy jeden z licznych programów, a zarazem jeden z pierwszych i chyba najlepszych w repertuarze potemowców – „Bajki dla potłuczonych”. Tym razem zakupujemy do kolekcji „Dzikie muzy”. Czyli coś znacznie nowszego, bo już nie z początku, a z końcówki lat 90. Co widać i w lepszej jakości obrazu, i ogólnie w stajlu zarówno artystów, jak i publiczności. No co tu dużo mówić – teraz w życiu nie ubralibyśmy się w to, w czym chodziło się 15-20 lat temu. Ach, jak ja uwielbiam postęp cywilizacyjny.

Anyway, uznaliśmy, że technicznie jest zdecydowanie lepiej. Czy w parze z tym idzie lepsza jakość merytoryczna? Tego już tak łatwo stwierdzić nie można. Nie tylko ze względu na to, że „Bajki” to rzecz kultowa i niemalże świętość, której nikt krytyką nie splami. Problemem „Dzikich muz” jest ich… nowatorskość.

Rzecz w tym, że całość polegała na przedziwnym wtedy koncepcie, by o programie decydowała publiczność. W związku z tym wszystko opierało się na interakcji z publiką. Przez pierwsze 10 minut występu potemowcy tłumaczą, o co chodzi, a potem między każdym skeczem każą publice decydować, jaki skecz ma być odegrany następnie. Przy czym dobierają decydentów w równie nowatorski sposób. A to licytacja, a to na zasadzie „kto trafi monetą do kapelusza, ten wybiera skecz”. Albo np. po piosence o blondynkach skecz wybiera blondynka, a po skeczu o policjancie trwają na sali poszukiwania policjanta, itepe itede. Generalnie pomysł innowacyjny, a przez to zajebisty. Problem w tym, że zdecydowanie większą frajdę ma ktoś, kto bierze udział w takim spektaklu, a nie ogląda go przed telewizorem. Dlatego pomysł przerzucenia go na DVD się nie sprawdził. Z całą sympatią dla potemowców, którzy i w tych dialogach z publiką są równie śmieszni co w skeczach, ale trochę żal tego czasu, który można by wykorzystać na odegranie większej liczby skeczy. Zwłaszcza że różnie z jakością odegranych skeczy bywa. Z całym uwielbieniem dla ekipy z Zielonej Góry, ale jednak nie każdy skecz mieli udany (choć zważywszy na ilość tego, co stworzyli, to średnią jakościową mieli najlepszą w tym kraju). W „Dzikich muzach” trafiły się w sumie dwa killerskie skecze – o panu Arturze oraz o aktorze z Warszawy (zresztą temat aktorstwa i sztuki ogólnie to właśnie motyw przewodni programu). Reszta stoi już tylko na dobrym poziomie. Inna sprawa to piosenki – przyznam, że akurat w tym temacie, jeśli chodzi o Potem, jestem bardziej krytyczny. No po prostu nie kumam idei piosenek w kabarecie, które nie są śmieszne. „Misiu”? Jak najbardziej. „Nudzi mi się”? Również. Ale potemowcy mieli też w repertuarze piosenki, które miały być ładne, a były jak dla mnie zwyczajnie nudne. I takie w „Dzikich muzach” też znajdziemy.

Więc generalnie tak: jeśli chcemy zobaczyć kabaret podany w innowatorski sposób – zdecydowanie warto sięgnąć po „Dzikie muzy”. Jeśli jednak chcemy mieć kabaret Potem w najśmieszniejszej pigułce – wybór „Dzikich muz” nie jest tak oczywisty.

Choć i tak myślę, że lepiej mieć kabaret Potem na DVD w jakimkolwiek programie niż nie mieć go w ogóle. Więc do sklepu marsz!

A DVD to przecież również dodatki. No więc mamy skecze, które się nie załapały do programu głównego. Wcale nie gorsze od tych podstawowych, niestety vhs-owa jakość dodatków nie pozwala cieszyć się z tych skeczy. Poza tym jeszcze zapowiedzi innych DVD potemowców oraz rarytas – wywiad z kabaretem. Również vhs-owej jakości, ale rzecz przepyszna. I pozwala spojrzeć na kabaret Potem od innej strony. Ludzkiej. Dzięki temu widzimy, że centrum humorystycznym kabaretu jest zdecydowanie Dariusz Kamys, odgrywający przeważnie role debili – typowy showman, zresztą dalej kontynuujący kabaretową karierę, tym razem w Hrabim. Zresztą, z Asią Kołaczkowską, która również się wybija, nie tylko ze względu na fakt bycia jedyną kobietą w drużynie Potem. I jeszcze Władysław Sikora – główny autor w Potem. Ta trójka zdecydowanie bryluje w wywiadzie. Może też przez to, że podczas wywiadu siedzą obok siebie i przez to na nich skupia się uwaga publiki? Brodaty Mirosław Gancarz spóźnia się na wywiad i w sumie niewiele się odzywa, jednak jeszcze da radę go usłyszeć. Podobnie pianistę „Smutnego”, którego rola w kabarecie polega właśnie na nicniemówieniu. Jednak jak już zarzuci tekstem, to nie ma przebacz. Najmłodszy w Potem, Leszek Janek, praktycznie nieobecny. A wywiad? W sumie pytania dosyć ogólnikowe, choć zważywszy na to, że Potem do gwiazd medialnych nigdy nie należał, warto rzecz obejrzeć.

No i jeszcze jest możliwość obejrzenia występu potemowców wraz z ich autorskim komentarzem, podobnie jak na DVD „Bajki dla potłuczonych”. Tym razem poza Asią i Darkiem do komentatorskiego grona dołącza Władysław Sikora. Czyli jest właśnie ta brylująca w Potem trójka. Z komentarzy wynika, że i reszta potemowców miała się zjawić na nagraniu, i tylko niezależne od nich okoliczności sprawiły, że się nie pojawili. Wydaje się jednak, że ten skład Asia/Darek/Władek jest najoptymalniejszy.

Inna sprawa, że, tak szczerze mówiąc, jakoś specjalnie ciekawe nie jest to, co mówią. Może zdecydowała pora nagrywania – 2-3 w nocy, na co szczególnie narzekają. Może też fakt, że w przeciwieństwie do filmów, gdzie komentarz reżysera tudzież aktora pojawia się głównie w ważniejszych momentach, potemowcy nawijają CAŁY CZAS. A trudno nawijać o samych sensownych rzeczach przez ponad godzinę. Nieraz jednak da się usłyszeć coś w stylu „no co by wam tu jeszcze powiedzieć…”, jakby byli zobowiązani do ciągłego nawijania. Anyway, fajny to bonus i warto posłuchać. Bo czasem jest śmiesznie. Choć pan Sikora np. do najrozmowniejszych osobników nie należy.

Przekonałem was?

 

najlepszy moment: POZNAJMY PANA ARTURA!

ocena: 8,5/10