rageman.pl
Muzyka

Panika – Trylobit, Einstein, Pchła

rok wydania: 2004

wydawca: MJM Wielka Płyta

 

jak dawno tu nie bylo o jakims trojmiejskim zespole. a swego czasy, opisujac me wojaze koncertowe, pisalem o nich nagminnie. co bardzo dobrze mi robilo, zwlaszcza kiedy moglem pozytywnie sie wypowiedziec i tym samym chocby w minimalnym stopniu przysluzyc sie ich promocji.

dzis bedzie inaczej. bo raz, ze piszemy o studyjnym dokonaniu. dwa, ze jednak dzisiejsza notka to bedzie raczej przypominajaca niz promujaca. jakos o Panice niestety po drugiej plycie – „Dziewczyna i Diabel” z ’07 – sluch zaginal. byc moze zespol ostatecznie wykonczyli liczne rotacje personalne. a moze jego lider, Michal Wasilewski, postanowil poswiecic sie juz totalnie karierze kompozytora filmowego… bo wlasnie muzyka do „Dla Ciebie i Ognia” byla wlasciwie jego ostatnim szerzej (w miare) komentowanym dokonaniem. muzyka zajebista, rzecz uscislajac. i nie mowie naprawde tak tylko dlatego, ze z filmem tym mam dosc mile skojarzenia, heh.

tego, co Michal popelnil dla filmu WF Kaliny nie ma sensu porownywac do jego dokonan z Panika. i nie tylko dlatego, ze muzyka filmowa i rockowa to jednak dosyc rozne formy wyrazu. do „DCIO” Wasilewski dostarczyl dzwieki dosyc dynamiczne, podkrecajace szybkie tempo filmu. czesto mroczne, rzadziej liryczne. na omawianym dzis debiucie jest zgola odwrotnie. te jedenascie piosenek to spowiedz introwertyka, wrazliwca totalnie nie odnajdujacego sie w swiecie. depresyjnosc tej plyty przygniata (zreszta – nazwa zespolu. no helou?). jesli taki byl cel tej plyty to skladam wyrazy uznania. stopien zdolowania tej plyty jets na tyle wysoki, ze dla osoby starajacej sie patrzec choc minimalnie optymistycznie na swiat moze sie ona wydawac wrecz niezrozumiala. zwlaszcza w warstwie lirycznej, pelnej jakis surrealistycznych porownan i groteskowych sformulowan.

moze… ale mozna niestety spojrzec tez na to ze zgola odmiennej strony, mniej wyrozumialej. zaznaczmy jednak na wstepie – Wasilewski kompozytorem dobrym jest. co potwierdzil chocby „Islandia” z drugiej plyty, jednym z piekniejszych polskich utworow minionej dekady. tutaj tez  jest pare momentow potwierdzajacych jego spore mozliwosci w tym temacie. hookow brak, radio raczej pozostanie niewzruszone, ale jesli poprzebywa sie z tymi melodiami troche dluzej, to naprawde jest szansa na regularne repeatowanie w paru przypadkach. choc i tak paradoks polega na tym, ze chyba najbardziej udane piosenki sa autorstwa owczesnego gitarzysty kapeli, Jarka Checia. ktorego mozna kojarzyc dzis glownie z dowodzenia arcyslabym prekursorem polskieog numetalu o nazwie Crew (swoja droga – na plycie bebni Karol Skrzynski, rowniez z Crwi sie wywodzacy, a dzis dostarczajacy szalonych bitow dla Golden Life). nienachalnosc tych melodii sprawia rowniez, ze mozna wyroznic Panike wsrod innych kapel z MJM typu Lustro, Vitamina czy Plateau, serwujacych typowy, polsko-czerstwy poprock.

natomiast niestety jest tak, ze melodie trza dostarczac w jakiejs formie. w sensie – aranzacje. i tu jest cokolwiek kontrowersyjnie. a scislej rzecz ujmujac – lubi Wasilewski mieszac. akordeon, jakis dziwny elektroniczny beat, wieloglosy, ekspresyjna solowka na gitarze. no mnostwo tego koles do tych piosenek pakuje. niestety, blizsze jest to kulinarnym eksperymentom kobiety przy nadziei typu sledz z jogurtem i czipsami niz popisom Mistrza Kuchni. a prosciej rzecz ujmujac – czesciej jest to miss niz hit. tak daleko od tarczy, ze az mozna rece zalamac. by nie byc goloslownym – wezmy np taki „Ty Czy ja”. elektroniczny podklad nie jest jeszcze taki zly, ale te odglosy w tle to jest najbanalniejszy banal w annalach historii banalu. wejscie akordeonu to tez nie jest cos na zasadzie „laaaaaaaaaal, coza genialny pomysl”. ale juz wejscie pseudoskandowania na wysokosci 2:47 to jedno wielke WHATTHEFUCK? i jest to zdecydowanie niemile WTF. tym smutniej, bo takie „smaczki” rujnuja calkiem sympatyczny pomysl na piosenke.

niestety nie lepiej jest tez w kwestii tego, co Wasilewski poczynia jako wokalista. uznal chlopak, ze bedzie na rozciaglosci calej plyty jechal falsetem. ciezka dla mnie do zaakceptowania decyzja, no ale okej. tym bardziej, ze jak juz probuje zaspiewac agresywniej (check „odgryzam” w „A’la”), to wychodzi mu to tak nieprzekonywujaco, ze az LOL. natomiast jesli chodzi o teksty… NIE ROZUMIEM ICH. i chyba na tym stwierdzeniu poprzestane.

przedziwaczna to plyta. rozdzwiek miedzy jakoscia melodii i towarzyszacych im aranzacji jest czasem nie do zniesienia. niemniej zjebki nie bedzie. raczej umiarkowana sympatia. dosc umiarkowana sympatia.

 

najlepszy moment: WSZYSTKO JASNE

ocena: 6,5/10

Leave a Reply