rageman.pl
Muzyka

Earthtone9 – Inside, Embers Glow… A Collection Of Earthtone9’s Aural Communiques 1998-2002

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

album do pobrania stad

 

czy wspominalem juz, ze uwielbiam brytyjska muzyke? i nie mam na mysli tylko tego, co kojarzy sie z terminem „brytyjska muzyka” – czyli the beatles, oasis i franz ferdinand. lykam wszystko co ma brytolski akcent, nawet jesli jest to silnie zainspirowane muzyka zza oceanu. choc po prawdzie jakby ktos powiedzial ze przeciez ja uwielbiam KAZDA muzyke to niewiele by sie mylil.

bo Earthtone9 to taki dziwak rodem z Nottingham, ktory ze swoja muzyka nie mial szans na sukces na Wyspach. od czasu Judas Priest i Iron Maiden anglicy maja generalnie w dupie metal, a jesli dodac fakt, ze E9 – jako band najbardziej aktywny na przelomie wiekow – byl (nieslusznie) wrzucany do worka z napisem nu-metal, to juz totalnie mieli przejebane. przez co panowie rozwiazali kapele juz w ’02 roku, po zaledwie 4 latach dzialalnosci, trzech plytach i bez zaznania prawdziwie komercyjnego sukcesu. w kontekscie tego ostatniego moze troche dziwic powrot na scene po 8 latach, bo umowmy sie – jakies oszalamiajace rzesze fanow na ich reunion nie czekaly. tym bardziej ze mowimy tu o sympatycznej, acz nie jakos wybitnie grajacej kapeli.

choc sluchajac tego umieszczonego w lipcu w sieci best of’a pojawia sie uczucie lekkiego zalu. a jest to zwiazane z tym, ze Earthtone9 bedzie mi sie kojarzyl przede wszystkim z jednym incydentem. otoz panowie dokladnie 10 lat temu mieli poprzedzac w warszawskiej Stodole Soulflaja. mam szczegolny sentyment do tego gigu, poniewaz byl to moj pierwszy „dorosly” koncert poza rodzinnym 3miastem – czyli nie tylko bez rodzicow (no co? z matka w wieku lat 10 bylo sie na H-Blockxx’ach w Kwadratowej, to sie nazywa liberalne wychowanie!) ale nawet i bez siostry, za to z ziomblami glownie poznanymi przez internet. a ze ziomble byly dosc wyedukowane muzycznie (core-pl, pamietamy), to strasznie psioczyli na fakt, ze E9 nie przyjechaly do Polszy. i ja psioczylem razem z nimi, jednoczesnie po pozersku zatajajac fakt, ze tak naprawde to nawet tego E9 nie slyszalem. i de facto naprawilem zaleglosci dopiero niedawno. ah, good old times.

tak naprawde to pozerstwo moje bylo nie tylko zle, ale i wrecz niepotrzebne. bo tak naprawde ostateczny support zespolu Cavalery – Glassjaw – doszczetnie rozjebal na koncercie system, a i plytami udowodnil ze jest to konkretna, istotna kapela. a Earthtone9… no bylo blisko, ale to jednak nie to.

bo tak: na pewno mozna im przyznac pewne pionierstwo, zwlaszcza na rodzimym rynku. tak jak Glassjaw po czesci zapoczatkowalo nowozytnia odmiane screamo, tak u E9 mozna znalezc zarowno taki watek, jak i znacznie wyrazniejszy w postaci wspolczesnego progresywnego metalu. posluchajcie tych kapel, ktore dzis niby prezentuja niby to ambitniejsze oblicze metalu – sporo tych brzmien znajdziecie u E9. niestety problem w tym, ze samych E9 trudno uznac za pionierow – bo kiedy panowie zaczynaja kombinowac, to wychodzi z tego produkt Tool’opodobny.

ale fakt tez jest taki, ze to wlasnie te momenty sa tu najciekawsze, najbardziej zapamietywalne. mowa zarowno o momentach progresywnie przegietych (plemienny „O..O..O..”), jak i tych wyposrodkowanych,  instrumentalnie (czad/kombinowanie) jak i wokalnie (krzyk/spiew). bo niestety utwory takie jak „I Nagual Eye” czy „Vitriolic HSF”, gdzie blizej do jednznacznego hardcore’owego wyziewu, moze i przyjemnie zmasakrowalyby na koncercie, ale w warunkach domowych troche nuza… poza jednym wyjatkiem – „Simon Says”. przepyszczy oblakanczy wygrzew godny Dillingera, ktory bylby jeszcze lepszy, gdyby panowie mieli pomysl na pociagniecie watku az do konca utworu (bo chyba TO COS na koncu to nie jest zamierzony final utworu?).

odcedzic troche kawalkow (73 minuty takiej muzyki to sporo jednak), zwlaszcza z tych posthardkorowych pitupitu i byloby swietne wejscie w nowa dekade. ale i tak jest spoko.

 

najlepszy moment: TAT TWAM ASI

ocena 7,5/10

Leave a Reply