Trent Reznor & Atticus Ross – The Social Network EP
wydawca: Null Corporation
po drobnej przerwie spowodowanej zawirowaniami natury zawodowej wracamy do recenzenckiej gry.
Trent Reznor to rzeczywiscie dziwny czlowiek. w latach 90tych, kiedy mial caly muzyczny swiatek u swych stop, wypuszczal nowe dokonania co 5 lat. teraz, kiedy trwaja przy nim juz tylko najwierniejsi fani, wypluwa nowe dzwieki z regularnoscia godnej (industrialnej) fabryki. i to jeszcze za bezcen. moze marka Nine Inch Nails go ograniczala?
jak sie okazalo, opisywana niedawno EPka How To Destroy Angels nie jest jedynym projektem jaki zaplanowal na ten rok ziom Marilyn Mansona. choc podobno pomysl zrobienia muzyki do nowego filmu Davida Finchera zrodzil sie niemal na ostatnia chwile. szybki telefon do wiernego od jakiegos czasu muzycznego kompana, Atticusa Rossa (remixer i producent m.in. Korna i Jane’s Addiction) i oto mamy rezultat pracy. choc tu omawiamy udostepnionego za free piecioutworowego samplera. za caly soundtrack trza juz jednak zabulic. moze innym razem.
calosc oceniamy oczywiscie w oderwaniu od filmu Davida Finchera, ktory swiatowa premiera ma wlasnie dzis. jak obejrze go za pare lat na dvd, coby nie nabijac kabzy tworcom (swoja droga – film o facebooku, coz za komercyjnie genialny pomysl, ktos musial pierwszy na to wpasc), to wam powiem jak oba dokonania koresponduja z soba. zreszta, liczylem na to, ze Reznor – choc nigdy specjalnym jego fanem nie bylem – popelni muzyke ktora bedzie wartoscia sama w sobie. tym bardziej, ze to nie pierwszy jego flirt z inna dziedzina sztuki – vide muzyka do „Zagubionej Autostrady” czy „Quake’a”. i niestety, przeliczylem sie. choc zle nie jest.
zaczyna sie wybornie – choc to muzyka czysto instrumentalna, na dodatek stricte eleketroniczna, ambientowa wrecz i pozbawiona jakichkolwiek gitar, to juz od pierwszych dzwiekow slychac kto za nie odpowiada (inna sprawa, ze niezbyt znajomy jest mi styl Rossa jako tworcy, nie producenta). to wlasnie ta melancholia klawiszowego plumkania osadzona w w aranzacyjnych przestrzeniach godnych jednego z Najwybitniejszych Producentow XX Wieku (taki tytul akurat moglbym Reznorowi wyjatkowo przyznac), znana zwlaszcza ze spokojniejszych utworow NIN. w pierwszym kawalku, „Pieces Form The Whole”, obdarowana dodatkowo cudna popowa sekwencja, troche krafwerkowa. ale im dalej tym bardziej minimalistycznie, ambientowo niepokojaco i chyba jednak bardziej zaleznie od obrazu filmowego. apogeum takiego podejscia mamy w „Soft Trees Break The Fall” – teoretycznie swietnym, ale jednak pozbawionym sedna, ktorego jednak trzeba bedzie szukac w odpowiadajacej mu scenie z filmu.
niemniej chyba wyglada to wszystko lepiej niz na How To Destroy Angels. lubie to.
najlepszy moment: PIECES FORM THE WHOLE
ocena: 7/10
