rageman.pl
Film

Bogowie

rok: 2014

reżyseria: Łukasz Palkowski

 

Na bloga nie pisze, muzyki nie słucha, na koncerty nie chodzi, to może chociaż kino odwiedza? Nope, stałem się totalnym kulturowym betonem. Choć od święta zdarza się rzeczywiście do tego typu przybytku kulturalnego zajrzeć. Na ten przykład kilka dni temu załapałem się na „Bogów”. I zdecydowanie nie żałuję.

Gdyby świętej pamięci Zbigniew Religa urodził się w Stanach Zjednoczonych, doczekałby się swej filmowej biografii zapewne jeszcze za życia lub tuż po. Ale urodził się w Polsce i filmem o nim możemy się cieszyć dopiero teraz, pięć lat po odejściu p. Religii z tego świata. Stara maksyma mówi jednak, że lepiej późno niż wcale i w tym wypadku to się sprawdza. A jeśli ta obsuwa miała wpływ na jakość filmu, to zdecydowanie warto było czekać.

Bo nie wierzę, że dopiero niedawno ktoś wpadł na pomysł nakręcenia filmu opartego na postaci Religi. Postaci o historii niemal idealnej na scenariusz filmowy. Postaci – przynajmniej dla większości – jednoznacznie pozytywnej, dokonującej przełomowych rzeczy, na przekór otoczeniu, a jednocześnie ultra charakterystycznej i co najważniejsze – dającej się lubić i nie pozbawionej tak potrzebnego w kontekście filmów pierwiastka humorystycznego (choć nie znam osoby Religi na tyle by stwierdzić, czy rzeczywiście był tak dowcipny czy to jednak wymysł scenarzystów). No i co też bardzo fajne – mówimy tu o postaci „branżowo” zupełnie nietypowej dla filmowych biografii, bo ani ze świata showbizu, ani polityki. Zapewne powstała już gdzieś na świecie filmowa biografia jakiegoś lekarza, ale być może to pierwszy film o kardiochirurgu. Czyżbyśmy byli w końcu w czymś pionierami?

Inna sprawa, czy w jakimkolwiek innym kraju mógłby powstać taki film, o takiej postaci. „W tym kraju serce to relikwia”, mówi postać grana przez Jana Englerta. I jest to kluczowe zdanie do zrozumienia unikalności osoby Religi, jak i całego filmu. Nawet dziś, kiedy przeszczep serca również w Polsce jest normalną praktyką w medycynie, myśl o wszczepeniu człowiekowi serca innego człowieka budzi u niejednego wątpliwości natury etycznej, nawet opór. Kapitalny jest dialog Religi z partnerką życiową pacjenta, któremu ma zostać wszczepione serce osoby będącej w stanie śmierci klinicznej. „Czy się zmieni po przeszczepie? Czy nie będzie innym człowiekiem? Czy będzie dalej mnie kochał?”. Religa traktował serce jak każdy inny organ w ciele człowieka i zapewne dlatego nie miał wątpliwości co do swoich racji, w niezłomnym dążeniu do przeprowadzenia pierwszego w Polsce przeszczepu serca. Nie wiem czy to świadoma decyzja twórców, ale właściwie wcale nie mówi się w filmie o zatwardziałym ateizmie Religi. Być może ktoś już w swej recenzji o tym aspekcie wspominał, ale timing tego filmu jest świetny – bo przecież dopiero co krajem wstrząsnęła kwestia tzw. „klauzuli sumienia”. Jak potoczyłaby się historia Religi, gdyby wierzył w Boga? Więcej – w jakim miejscu byłaby nasza służba zdrowia, gdyby Religa kierował się tym, w kogo wierzy? Szczerze? Dla mnie strach pomyśleć. I chciałbym, by kiedyś „Bogowie” stały się argumentem w dyskusjach o konflikcie powinność vs. sumienie.

Ale to, co najbardziej mnie ujęło w tym filmie, to pewna ciężka do zdefiniowania skromność tego dzieła. To nie jest film wymierzony w nagrody, w dyskusje, w kontrowersje. To uczciwie opowiedziana historia o człowieku, którego życiorys nie potrzebuje zabiegów estetycznych, scenariuszowego botoxu (choć kilka przytoczonych dat rozmija się z rzeczywistością). Jest charakterystyczny bohater, wyraziste postacie drugoplanowe (świetny Głowacki), jest naturalna dramaturgia i zwroty akcji. Jest także aspekt komediowy, nie tylko mający źródło w głownej postaci, ale i w kontekście czasoprzestrzeni. Choć komuna z definicji śmieszna nie była, to trudno nie uśmiechnąć się przy dialogu Religi z partyjnym dygnitarzem. Osadzenie w takich a nie innych czasach wpływa też naturalnie na kolorystykę filmu, eufemistycznie mówiąc – „wyważoną”.

Osobny akapit, a także wyróżnienie w postaci podsumowania filmu, należy się Tomaszowi Kotowi. Krótka piłka – zagrał Religę genialnie. Serio, dla mnie to poziom światowy, upoważniający do oscarowej walki. Mimika, ruchy, wymowa, wygląd – Kot stworzył postać, która nieprzypadkiem jest bliźniaczo podobna do Religi. Kot wyrasta nam na czołowego odtwórcę ról biograficznych – bo przecież wciąż wielu w pamięci ma go jako filmowego Ryśka Riedla z Dżemu. W tym kontekście Złote Lwy jawią się nie jako ukoronowanie wysiłku Kota (i reszty twórców), a jako przedsmak tego, co może ich czekać w przyszłości. A przynajmniej powinno, gdyby współczesna polska kinematografia była w świecie poważana. Ale skoro „Idzie” się udaje, to może…?

 

najlepszy moment: ostatnia scena = to zdjęcie

ocena: 8,5/10

Leave a Reply