Kyuss – Welcome To Sky Valley
rok wydania: 1994
wydawca: Elektra
juz nie pamietam kiedy omawialismy tu cos ze stonerrockowych kregow. czas nadrobic to skandaliczne zaniedbanie.
tym bardziej ze od czasu naszej ostatniej wizyty w Palm Desert sporo sie pozmienialo. wprawdzie Johna Garcie grajacego trase koncertowa z kawalkami Kyussa odnotowalismy (zreszta jej przystanek we wroclawiu doglebnie omawialismy), ale co tam pojedynczy wyskok – Kyuss sie reaktywowal na stale! niemozliwe stalo sie mozliwym po, drobiazg, 15 latach. trzeba jednak zadac sobie fundamentalne pytanie – czy bez Josha Homme’a mozna nadal mowic o zespole Kyuss? pozostali panowie sprytnie omijaja temat, przybierajac nazwe Kyuss Lives, ale przeciez i tak wiadomo ocb. nie bede ukrywal – mam mega ambiwalentne odczucia. z jednej strony – wystep Garcii we Wroclawiu doprowadzil mnie niemal do lez (szczescia, jakby co), a przeciez co trzy kyussowe glowy to nie jedna. z drugiej strony – brakuje wciaz tej jednej i, badzmy szczerzy, tej najwazniejszej. i prawde powiedziawszy trudno sie dziwic, ze akurat Homme nie partycypuje w tym reunionie – on, za sprawa Queens Of The Stone Age, jako jedyny nie musi zyc wspomnieniami…
ciekawe jest takze to, ze w skladzie nowego wydania Kyussa, poza oczywistymi personami pokroju Garcii i Branta Bjorka, znalazl sie takze Nick Olivieri, czyli pierwszy bassman zespolu, ktory pozegnal sie z nim tuz po wydaniu „Blues For The Red Sun”. ciekawi, bo po pierwsze – to Scott Reeder, jego nastepca, czesciej na lamach prasy wyrazal chec przywrocenia Kyussa do siwata zywych. dwa, ze Olivieri, majacy swoje niezliczone projekty, wydawal sie jakby mniej zainteresowany powrotem do przeszlosci. moze chodzilo o utarcie nosa Joshowi za wyrzucenie go ze skladu QOTSA pare lat temu?
i jesli mam byc szczery, to, z calym szacunkiem i uwielbieniem dla Olivierego, stawiam Reedera wyzej w hierarchi Kyussowych basistow. zwlaszcza ze to za jego kadencji zespol nagral dwa moje ulubione krazki. o arcygenialnosci „And The Circus Leaves Town” pisalismy. „Wretch” i „BFTRS” znalazly sie rowniez swego czasu na naszej tapecie. czas wreszcie wyczerpac temat dyskografii zespolu.
„Blues” czy „Sky Valley”? o wyzszosc jednego albumu nad drugim kloca sie fani, krytycy, jak rowniez glosy w mojej glowie. na dzien dzisiejszy zwycieza ten drugi, ale mozliwe za chwile sie to zmieni.
dlaczego zatem „Sky”? chociazby dlatego, ze calosc brzmi po prostu lepiej, a jednoczesnie to wciaz permanentna, jednolita jazda. wrecz jeszcze bardziej spojna niz na Bluesie i nie jest to sila autosugestii za sprawa ulozenia trackow. tu ciekawostka wydawnicza: ponoc istnieja dwie edycje albumu, jedna z kazdym numerem odseparowanym i druga, z trzema indeksami. co nie zaprzecza roznorodnosci tego albumu. widzicie, same cudowne paradoksy.
wyroznia sie zwlaszcza srodek albumu. „Demon Cleaner”. o tej piosence moglbym pisac cale tomy, wierszem. jeden z tych kawalkow, ktore absolutnie NIGDY mi sie sie nie znudza. dzis sluchalem go po raz kilkusettysieczny i kolejny raz przeszedl mnie dreszcz. przepiekny, transowwy klimat, budowany juz od pierwszy sekund nakladanymi na siebie sciezkami instrumentow. wpierw arcycudowna, hipnotyzujaca partia perkusji. potem perfekcyjnie wtapiajacy bass, jednoczesnie lsniacy wlasnym blaskiem. potem Gitara Josh’a Homme’a – epitety tu chyba sa zbedne? no i wokal, jakby wyjatkowo bardziej wysuniety w mixie, co biorac pod uwage chwytliwosc melodii, brzmi jakby calosc byla planowana na alternatywny przeboj. kogo jak kogo, ale ich o to bym nie podejrzewal, ale nawet jesli – wyszedl im najgenialniejszy stonerrockowy hit w historii gatunku. o czym my tu mowimy – w historii rocka w ogole.
„Demona” poprzedza „Space Cadet”. senny klimat z wiodaca gitara akustyczna, tracacy poznym Led Zeppelinem. zaskoczenie, bo w kontekscie Kyussa czesciej padaja nazwy Black Sabbath czy The Stooges. tymczasem chocby fakt, ze ostatnio Homme skumal sie z John Paul Jonesem pod szyldem Them Crooked Vultures sugeruje, ze na muzycznej mapie te dwie legendarne nazwy powinny znacznie blizej siebie lezec.
co jeszcze? stonerrockowe przebojaski, jak „Gardenia”, „Supa Scoopa And Mighty Scoop”, „Odyssey”, z tej samej linii produkcyjnej co „Thumb”, „Green Machine” czy „One Inch Man”. i wszystkie pozostale kawalki, ktorych sila lezy w druzynowym dzialaniu, a nie w indywidualnych popisach. kolektyw godny tytulu Mistrza Swiata.
pozostajac w pilkarskiej terminologii: „Blues For The Red Sun” – „Welcome To Sky Valley” – „…And The Circus Leaves Town”. dla mnie jeden z najlepszych hattrickow w historii muzyki popularnej.
najlepszy moment: DEMON CLEANER
ocena: 9/10