Iggy Azalea – TrapGold
wydawca: DIY
Wciąż najświeższe wydawnictwo koleżanki Iggy, wrzucone w internety zaledwie kilka miesięcy po „Glory”, to znaczna odmiana muzycznego oblicza. Zamiast rozpisywać się o modyfikacjach wystarczy rzucić jeden pseudonim: Diplo. Rozchwytywany producent, który odpowiedzialny jest za całościową produkcję materiału, uczynił z niego de facto swoją wizytówkę. Jest tu wszystko to, co charakteryzuje sound współpracownika M.I.A. i Das Racist – elektronika w równym stopniu czerpiąca z dubstepu („Golddust”), co z remizy. Otumaniające, niemal industrializujące zwolnienia, średnie tempa dające wybrzmieć producenckim sztuczkom Diplo i szybkie tempa już nie tyle wixiarskie, co z ostatecznej fazy imprezy dżumagą zwaną. Byle w przyszłość, byle z pierdolnięciem, nawet kosztem jakiejkolwiek melodyki. Co dziwi, bo przecież chwytliwość nie jest tak obca Diplo. Tutaj takowej zabrakło, co przy ociężałości brzmienia producenta jest na rozciągłości nawet tego relatywnie niedługiego, bo półgodzinnego materiału owocuje dość ciężkostrawną rozrywką.
Raczej dla fanatyków oferty Diplo. No i wielbicieli charyzmy Iggy, której wciąż nie za bardzo jestem w stanie dostrzec.
najlepszy moment: GOLDDUST
ocena: 7/10
