rageman.pl
Muzyka

Soundgarden – Louder Than Love

rok wydania: 1989

wydawca: A&M

 

pamietacie styczniowa notke o „Badmotorfinger”? zaczelismy ja cytatem z recki „Down On The Upside” z ’09 roku, w ktorym zyczylem sobie powrotu jednego z czterech Gigantow Grunge’u. i tak tez sie stalo. ale spojrzmy co dalej bylo w tej notce sprzed 2 lat: „problem w tym, ze zdecydowanie wolalbym by powrocil Soundgarden brzmiacy tak jak na „DOTU”. o co moze byc trudno, bo to prawie ze autorskie brzmienie Cornella.”. i co sie okazuje? rowno 2 tygodnie temu Kim Thayil udzielil wywiadu w ktorym wyjawil, ze nadchodzaca wielkimi krokami nowa plyta bedzie kontynuacja wlasnie „DOTU”. ba, nawet ten sam producent bedzie! czyli jest pieknie.

zanim wiec doczekamy premiery ow krazka, uzupelnijmy omowienie dyskografii ekipy Cornella o kolejna pozycje. z „Louder Than Love” problem jest taki, ze teoretycznie moglby on uchodzic za najmniej atrakcyjna pozycje w katalogu zespolu. bo z jednej strony znacznie ulotnil sie punkowy pierwiastek, jaki slyszalny byl na debiutanckim „Ultramega OK” i wczesniejszych EPek na rzecz metalowego brzmienia. z drugiej strony – miano szczytowego dokonania Soundgarden na poletku metalowym trzeba uznawac „Badmotorfinger”, nie ma innej opcji. rzeklbym nawet, ze „LTL” nie ma zadnego atutu, ktory nie bylby udoskonalony na jego slynnym nastepcy. jesli dodac fakt bycia pierwszym albumem wydanym w majorsie, co naturalnie spowodowalo fale dissow ze strony gimnazjalnych andergroundowcow  wychodzi na to, ze „LTL” ma, ze tak pozwole sobie powiedziec, lekko przejebany zywot.

a przeciez to naprawde przyzwoita plyta. nawet jesli pozbawiona przebojowosci, to wciaz porywa za sprawa energii, majstersztykowego wykonania i tzw klymatu. mozna oczywiscie sporo piosenek opisac poprzez namechecking, i to glownie metalowo-hardrockowy. ze np pedzacy na leb/na szyje „Full On Kevin’s Mom” ma cos z Motorheada, a to ze otwierajacy „Gun” riff pochodzi ze szkoly rzezbienia na gitarze im. Black Sabbath… no i ten Led Zeppelin jednak. oczywiscie za sprawa piejacych glownie wokali Cornella, ale tez i w warstwie instrumentalnej. gitary z „Uncovered” brzmia jak spod reki Page’a, natomiast ciezko bluesujacy „Power Trip” silnie ewokuje „Dazed And Confused”… i tak mozna by dalej wymieniac. tyle ze warto jednak byloby dostrzec, ze „Badmotorfinger” nie brzmi stylistycznie odlegle, a juz na jego wysokosci nikt nie bawil sie w takie porownania, mowiono juz o Brzmieniu Soundgarden. wiec moze chodzi o brak tych Przebojow, ze sie takimi duperelami zajmujemy? bo naprawde ciezko cos tu zdecydowanie wyroznic, z czystym sumieniem. „Hands All Over” owszem, dorodny to twor, ale gdzie mu tam do chociazby „Outshined”… „Loud Love” mnie osobiscie totalnie ujmuje, ale trudno nie zauwazyc, ze refren to chyba wymyslono na poczekaniu (nawet jesli w tej banalnosci wlasnie tak bardzo mnie urzeka). teoretycznie najbardziej przebojowy jest „Big Dumb Sex”, tylko ze to, za spraa tekstu, dosc glupkowata przebojowsc. ciekawym tworem sa kompozycje bylego juz basisty, Hiro Yamamoto: „I awake” i „No wrong no right”. ten pierwszy, z psychodelicznym klimatem i przerazajacymi nojsami w intrze to byc moze najambitniejsza kompozycja na calej plycie. tyle ze zestawione obok siebie stanowia dosc potezne wyzwanie w odsluchu bez skipowania.

zreszta Yamamoto tuz po wydaniu plyty odszedl z zespolu, nie mogac pogodzic sie z rosnaca popularnoscia zespolu i targetowaniem go jako band metalowy. przez chwile zastepowal go Jason Everman, a potem pojawil sie Ben Shepherd. i nastalo Najlepsze. choc powtorze – „Louder Than Love” to wciaz pozycja znacznie wiecej niz warta odsluchu.

 

najlepszy moment: LOUD LOVE

ocena: 7,5/10

Leave a Reply