Girl Talk – All Day
rok wydania: 2010
wydawca: Illegal Art
Girl Talk dalej na tapecie. i mysle, ze nie ostatni raz w najblizszych dniach. ale nie uprzedzajmy faktow, na razie pomowmy o jego najswiezszym wydawnictwie, wydanym rowno rok temu.
koncept oczywiscie pozostal ten sam, czyli miksujemy absolutnie wszystko. niemniej jednak troche sie pozmienialo. przede wszystkim – wiecej gitar. chyba momentami az za duzo, przez co zamiast kozacko urozmaicac mix (pamietne kontrapunktowanie Kelly Clarkson NIN’ami na „Feed The Animals”, ah) wytracaja momentami z uwagi. nawet jesli to sa najszlachetniejsze z gitar – Black Sabbath, U2, Rage Against The Machine, The Doors (choc pojawia sie tez np Bush, kapela w sensie). co wiecej – rockizmy wtargnely takze na teren wokaliz, dotychczas zarezerwowany przez raperow.
druga kwestia, tu i owdzie przyuwazona – tak jak „FTA” byl rzeczywiscie jedna wielka feeria sampli, tak tutaj sporo momentow bliskich klasycznym mashupom, wokalu z jednej piosenki nalozonego na podklad z drugiej, w pelnym teog podkladu wymiarze. i mi osobiscie sie to podoba, daje odetchnac i zwyczajnie cieszyc sie pomyslowoscia polaczen. i byloby to fajne, jednak grzech zostal popelniony gdzie indziej – 70 minut to kurewsko dlugo, nawet jesli mowa o zawodniku jednym z najlepszych w tej mashup grze. nie pomaga tez to, ze jednak takich ultrazajebistych polaczen jest jednak ciut mniej niz na „FTA”…
niemniej warto znac, nawet jesli to powtorka z rozrywki. aha, drobna uwaga – te najlepsze Girl Talk’owe momenty wymienione przy ocenie to bardzo umowna rzecz, tak na dobra sprawe w gre moze wchodzic kazdy track. zreszta i tak te wydawnictwa zostaly pomyslane glownie jako jeden wielki track, wiec…
najlepszy moment: GET IT GET IT
ocena: 7,5/10